Tereny Valfden > Dział Wypraw

Młoty i kilofy

<< < (28/33) > >>

Eric:
Diomedes czuł się niepewnie. Miał już doświadczenie z krasnoludami, a dokładniej - tylko z jednym krasnoludem. Jednakże zakładał, że nowo poznani nie różnią się zbyt wiele od stereotypowego wizerunku przeciętnego krasnoluda. Jak oni tu przeżyli tyle lat? Pod ziemią - ciemność, duchota, brak słońca... I co z pożywieniem? Jakim cudem oni nadal się trzymają? - pomyślał zdziwiony Diomedes. Z niedługim ociąganiem dołączył do reszty kompanii i szedł za prowadzącą ich grupą krasnoludów. Posadzka była wykonana bardzo kunsztownie i misternie, jak zresztą i całe podziemne miasto. Jedynie nisko położone sklepienie przeszkadzało Diomedesowi. Jednakże mimo piękna i majestatu tego miejsca, Kruk czuł się tu jak w klatce. Pozłacanej, ale jednak klatce. Przeczesał brodę palcami pogrążając się w przemyśleniach. Krasnoludy drogę znały świetnie i najpewniej nawet z zasłoniętymi oczami bezbłędnie trafiły by tam, gdzie by chciały. Było to o tyle ciekawe, że droga miała bardzo wiele rozwidleń. Diomedes z ciekawością wyczekiwał ujrzenia podziemnego miasta w całej jego krasie. Kunszt krasnoludów już nie raz go zadziwił i pobudził jego wrażliwość na piękno. Szedł dalej, pewnie stawiając kroki. Hmm... Co teraz? Skoro odnaleźliśmy już to miasto, jak się okazuje zamieszkane, to co teraz zrobimy? Cóż, chyba najlepiej będzie zdać się na Gordiana - pomyślał, odszukując wzrokiem elfiego maga.


\\: Drago piiisz, brakuje mi Twoich pierdółkowatych przemyśleń! xPP

Vitnir:
Aerandir maszerował za krasnoludami, po głowie pałętały się mu różne myśli. Rzadko kiedy miał styczność z krasnoludami, nie miał pewności czy pałają się w historii, ale tak jak u każdej rasy są mędrcy tak i tu powinien jakiegoś znaleźć. Napewno miasto nie było wiecznie zamknięte przed światem, może w księgach znajdują się teksty na temat odległych dziejów tych ziem, które mogłyby zasilić wampirzą bibliotekę. Następną myślą była broń, krasnoludy słyną z rzemieślników, Ci stąd, a przynajmniej ich dziadowie mieli styczność z wampirami, może któryś z tutejszych kowali będzie umiał wytworzyć upatrzony oręż Aerandria. Wampir miał nadzieje, ze dane będzie mu poznać odpowiedzi.

Hagmar:
Zaś w Aragornowej głowie zapaliła się pochodnia...Krasnoludy oznaczały znakomitych rzemieślników, to oznaczało świetną broń. Czyli będą zamówienia...je trzeba będzie pewno eskortować...

Gordian Morii:
Przywódca krasnoludów zawiódł nas do swojego pałacu wykutego w litej skale. Stwierdzenie pałac było trochę nie na miejscu gdyż w porównaniu z lekkimi niczym wiosenna mgiełka pałacami w elfickim Elanoi ten tutaj sprawiał wrażenie obronnej twierdzy wykonanej z bloku nieugiętego granitu. Masywne wrota tego "pałacyku" jak określał go żartobliwie właściciel przebijało na głowę bramy miejskie czy chociażby te z jakimi elf spotkał się w twierdzy kruków.
Wnętrze pałacu było jednak całkowicie inne. Na posadzkach lśniły różnokolorowe marmury i potężne metalowe ozdoby, świeczniki, żyrandole z górskimi kryształami, uzbrojenie rozwieszane na ścianach... Wszystko mimo, że przypominało zbrojownię emanowało dostojeństwem i kunsztem wykonania.
Większość zbrojnych pozostała na zewnątrz więc tylko niewielka grupa przybocznej straży towarzyszyła elfowi i jego towarzyszom w wnętrzu pałacu.
-Zapraszam na ucztę.- odezwał się nagle krasnolud. -Mamy tu najlepszy miód pitny na świecie.- dodał chwaląc się.
-Miód?- zapytał zdziwiony ktoś kompanii.
-Ano miód z naszych pasiek.- potwierdził krasnolud.
-Można wiedzieć gdzie się one znajdują?- zapytał nieśmiało elf nie chcąc wyjść na wścibskiego.
-Ano pewnie. Podejdźże hrabio.- rzekł krasnolud i podprowadził elfa do okna.
-Widzicie tam skąd to światło bije? Tam właśnie jest wyjście do naszej doliny gdzie od wieków pozyskujemy żywność i napitki dla całej krasnoludzkiej braci zamieszkującej miasto. Uwierz, że nawet my nie możemy mieszkać całych lat pod ziemią bo skała mimo, że daje bogactwo zjeść się nie da więc chcąc nie chcąc wyjść trzeba.- rzekł krasnolud i ruszył dalej.
-A więc można byłoby dojść tu i górami.- zamyślił się elf i już bez słowa ruszył za krasnoludem.

Anette Du'Monteau:
Nie zostając w tyle ruszyłem na przód. Od dawna nie widziałem krasnoludzkiego miasta. Ba nawet zwiedzałem tereny Torgonu przez nieco dłuższy czas. Domyślałem się, że wszystkim od razu przyszła na myśl wspaniała krasnoludzka broń. W ich rękach rzemiosło kowalstwa stawało się niemal sztuką. Szanowałem ich pracę i trud weń wkładany. To właśnie dzięki ciężkiej pracy zasłużyli na taką reputacje. Kończąc rozmyślania podszedłem do rudobrodego krasnoluda.
-Agronnorze aep Buffinie, jestem Zeyfar Navarre aep Uriel, major 16 komturii Kruczego Bractwa na Valfden. Wybacz, że tak śmiało ale chciałbym się spytać jak wam udało się tak długo utrzymać waszą obecność w tajemnicy? - zapytałem z największą uprzejmością.
-Przy okazji, ten elf tutaj - rzekłem wskazując na Aragorna - to komandor naszej komturii, sir Aragorn Tacticus.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej