Tereny Valfden > Dział Wypraw

Młoty i kilofy

<< < (25/33) > >>

Patty:
- No co pan... - Zdziwiłam się teatralnie - Pod ziemią, a ciemno... Normalnie niesamowite. No nic, prowadźcie, mości Cerylu.
Zsiadłam z konia, prowadząc go nieco na bok. Miałam wątpliwości, czy aby zwierzakowi nic się nie stanie, ostatecznie jednak zostawiłam go i odeszłam. Wzięłam jedną z pochodni, rzuciłam okiem na resztę towarzystwa i ruszyłam w głąb szybu.

Gordian Morii:
Strażnik wziął jedną z pochodni i ruszył pierwszy szukając przez drogę odpowiedniego klucza. Nie uszedł daleko gdy drogę zagrodziła mu wspomniana krata. Szczęk otwieranego zamka rozerwał ciszę, która tu pod ziemią wydawała się strasznie przytłaczająca mimo, że gdzieś w oddali słychać było stukot kilofów uderzających w granitowe ściany wyrobiska.
-Dalej już musicie iść sami. Uważajcie na rozpadlinę po lewej. Jeszcze nie udało nam się jej zasypać mimo, że poszły tam już masy skał i ziemi.- rzekł młodszy strażnik.
-Furta będzie otwarta, znaczy się przymknę ją tylko na skobel, by przeciąg nią nie trzaskał, a panienka ma szczupłe rączki wiec gdy będziecie chcieli wrócić bez problemu przełoży ją przez kraty i otworzy. A w razie problemów wystarczy krzyknąć, będziemy przed wejściem.

Patty:
Popatrzyłam na niego chwilę, uśmiechając się lekko.
- Dzięki, żołnierzu - Powiedziałam krótko, rozpalając własną pochodnię. Chybotliwy płomień rzucał ruchliwy cień na ściany wydrążonego tunelu. Patrząc na miejsce, w którym się znalazłam mimowolnie drgnęłam. Wychowałam się na świeżym powietrzu, żadnych podziemi. No nic, westchnęłam. Przez chwilę stałam niepewnie, czy aby nie poczekać na Gordiana, który, nomen omen, pod ziemię się zapadł. Uznałam jednak, że z pewnością nas znajdzie, w końcu to mag. Uspokojona tą myślą ruszyłam powoli w głąb szybu, oświetlając sobie drogę płonącym łuczywem.

Anette Du'Monteau:
Nie odzywając się zbytnio ruszyłem za Patty. Trzymałem pochodnie lewą ręką, prawa spoczywała na rękojeści miecza. Pewnym krokiem maszerowałem za inkwizytorką. Ciemności rzeczywiście znacznie utrudniały drogę mimo światła z pochodni. Odetchnąłem głęboko podziemnym powietrzem.

Hagmar:
I żeśmy szli i szli, i szli. A Gordiana jak nie było tak nie ma...poświecił by chociaż.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej