Krew Altaira niemal zawrzała w żyłach. Adrenalina uderzyła w skroń, wybuchnęła potężnie w klatce piersiowej przedzierając przez żebra tchnienie. Tchnienie zwiastujące krew, szał, śmierć. I najważniejsze: zwiastowało zwycięstwo. Wiktorię odniosłem tysiąc razy, i kolejny raz odniosę - stwierdził po raz tysiąc pierwszy Altair. Kącik ust Altaira nie drgnął, uniósł się, razem z drugim w uśmiechu szaleńca. W uśmiechu zwycięzcy. Krzyknął donośnie, jego martwe oczy rozbłysły tysiącem barw. Szaleństwa i zwycięstwa. Jego klinga błysnęła w świetle księżyca, wyswobodziła ją z pochwy dłoń
wojownika.
- Wstyd mi wprawdzie - wrzasnął pogardliwie - zabijać was, bestie. Nie macie nawet ostrza, ha! Ale spluwam na to, bracia, do broni! Bij! Zabij!
Nogi poderwały się do gwałtownego biegu, z wysuniętym lewym barkiem Altair rozpoczął nacierać na szarżującą chmarę stworów. Znalazł się w niebezpiecznej odległości, i ku jego zdziwieniu, bestia wykonała ogromny skok. Balansując nogami, wykonał wręcz niemożliwy w konsekwencji do utrzymania równowagi, unik w lewo. Miecz świsnął, a na ziemię opadła kępa włosów z odrobiną skóry potwora. Zrobił dwa piruety by uniknąć kolejnego wilkołaka, który nie trafił w niego, i na szczęście, ruszył dalej. Raniona bestia mruknęła niezrozumiale, warknęła i rzuciła się na Altaira. Ten, nie przybrawszy wcześniej odpowiedniej pozy runął jak kłoda na ziemię, powstrzymując wilkołaka na klatce piersiowej. W odległości zaledwie dłoni ze wściekłą zawziętością stwór kłapał zębiskami, wydzielając na twarz Altaira ogromne ilości cuchnącej śliny. Z największym trudem, spiąwszy wszystkie chyba mięśnie ciała, wojownik zrzucił z siebie wilkołaka. Towarzyszył temu przerażający wrzask obydwu walczących. Altair stanął z opuszczonym ostrzem, przetarł twarz. Skurwysyn - rzekł pod nosem. Uniósł miecz, w pozornie spokojnej pozie.
- Bij!!! - wrzasnął tak głośno, że jego samego uszy ucierpiały. Ruszył na bestię i wyprowadził niewiarygodnie szybkie cięcie, którego z rozczarowaniem bestia uniknęła. Wyprowadziła kontratak, potężnym machnięciem obiema łapami. Altair również uniknął, a wszystko to trwało najwyżej kilka sekund. Bestia zgięta wpół wystawiła mu się do ciosu. Zdawało się, że oczy jego i ostrze zapłonęły żywym ogniem. Dokończył - zabij!!! - Wrzask był jeszcze głośniejszy, a siła uderzenia dosłownie urwała potworowi łeb, który z impetem spotkał się z ziemią. Otarł ponownie twarz i przyjrzał się swemu dziełu. Tysiąc i jeden raz odniosłem wiktorię. I odniosę ponownie - pomyślał poraz tysiąc drugi. Z uśmiechem szaleńca, zwycięzcy spojrzał pogardliwie na resztę wroga...
Ranne/Zabite/Całość
0/4/17