Altair gniewnie spojrzał na Gunsesa.
- Gunsesie, proszę o konkretny przykład, w innym wypadku proszę nie wyogólniać! Bo wypraszam sobie, bym kiedykolwiek mówił to, co przed chwilą raczyłeś stwierdzić. Wypraszam sobie to wszem i wobec, gdyż takimi właśnie osobami gardzę! A tak w ogóle, to nie wiem, dlaczego ktokolwiek wtrąca się w naszą dyskusję. Wszak nie skaczemy sobie do gardeł, lubić się nie musimy, a przecież zachowanie nasze jest zupełnie w granicach rozsądku. Wielcy obrońcy pokoju, psia mać, tylko nie wtedy, kiedy potrzeba. To, że Aragorn chce być tytułowany, to jego sprawa, a to, że ja nie mam zamiaru spełniać jego zachcianek, to moja sprawa. Słowem, nie róbcie z igły widły. Bo wcale nic się złego nie dzieje. Kiedy trzeba będzie stanąć z orężem w dłoni, ramię w ramię, nie zawaham się ze względu na jakieś tam niesnaski. Robicie z igły widły! - krzyczał niemal. Zdenerwował się, ponieważ prawda jest taka, że wcale nie uważał się za wyższego (faktycznie gardził takimi osobami), a ostatnia rozmowa pokazała, że to raczej jego rozmówca należy do takich, którzy to czują się wyżsi, a nie odwrotnie. Był sfrustrowany za to, że Gunses ocenił go wielce niesprawiedliwie, choć de facto nie był wcale do niego nastawiony negatywnie. Żachnął się więc i po chwili odwrócił do Peanuta, uspokoił ton.
- Nasze tytuły nic nie znaczą, to tylko ozdoba. Ale wszak tradycje rycerskie i zwyczaje szlachty... nie wszystkie są takie złe. Niektóre wręcz bardzo ciekawe. A twoja matka? Stary Silverhold nigdy nic nie mówił o żonie.
Altair spojrzał z ciekawością na Peanuta.