Altair wziął butelkę, spojrzał w kierunku Domenica. Ten nie był w stanie pełnej świadomości. Schował miód do torby.
- Wybacz, pijam tylko w karczmach, nigdy na trakcie. Wyobraź sobie, co by było, gdyby teraz przyszedł mus walczyć? - skinął na krasnoluda. Usłyszawszy pytanie, spiął mięśnie mimiczne w zakłopotaniu, jako iż z reguły nie lubił się szczycić. Nie rozumiał też do końca pytania - no tak, widać już starość odciska na aparycji swoje piętno, niestety, jeśli o to ci chodzi, panie Zeyfar. Jeśli jednak nie chodzi o mój wiek, to cóż... przesadą byłoby twierdzić, że jestem postacią wybitną. Urodziłem się w starej chałupie, ojciec mój? Nawet nie wiem kiedy umarł, wszak nielogiczne by nadal żył, a matka zmarła dawno temu, w domu. Pochowana bez uroczystości, bo po prostu moją rodzinę nie było na to stać. Ja sam pierwszy raz wtedy od siedmiu lat do rodzinnego domu zajechałem, by na pogrzeb zdążyć.
Podciągnął się w kulbace i poprawił nogi w strzemionach.
- Według mnie, mało widziałem i mało jeszcze wiem. I nigdy się wielu rzeczy nie dowiem. I to tych najistotniejszych.
Wykrzywił usta w ponurym grymasie i z paskudną miną zapatrzył się w horyzont.