- Szlag. - skomentował Zeleris. W sumie można było się tego spodziewać. Dwory szlacheckie same z siebie się nie podpalają. Jako że Flamel wolał magię i nie zależało mu zbytnio na bezpośredniej walce, praktycznie od razu wycofał się za towarzyszy bardziej przystosowanych do bliskich starć. Sam zaś wolał jedynie dawać wsparcie zza linii ich mieczy. Gdy tylko wycofał się, przywołał moc magiczną. Pierwszym zaklęciem, standardowo, była Wietrzna Aura.
- Elishesh Qihuarash, Ashush Huash. - mruknął Zeleris. Wokół niego zaczęły wirować prądy powietrzne i wiatr, tworząc swoista tarczę. Powinno to chronić nowicjusza przed zabłąkanymi strzałami. Mag spojrzał na nadciągających bandytów i postanowił zacząć spokojnie. Jedynie oszołomić jednego z nich, by dać okazję do ubicia go jakiemuś wojownikowi. Wybrał cel. Bandyta nieco wysunięty na przód. Pobrał odrobinę mocy, pamiętając by nie przesadzić. Nie widziała mu się utrata przytomności podczas bitwy.
- Anash Grash, Upgrysh Izipash Elish Ilash! - wykrzyczał inwokację Małej Błyskawicy, wskazując na cel. Niewielki piorun pojawił się w mgnieniu oka, uderzając w zbira. Oczywiście nie mogło to go zabić. Lecz poparzenia i oszołomienie z pewnością utrudnią mu walkę, co będzie korzystne dla drużyny.