Tereny Valfden > Dział Wypraw

Co to było?

<< < (3/9) > >>

Altair:
Altair wypiął się mężnie i przepełnionym dumą głosem rzekł:
- Moja godność Mścisław von Bimberstein! - nie ma co się reklamować, pomyślał Altair. Wypuściwszy nieco powietrza z płuc kontynuował - a widzieli co? Czy jeno dźwięki wam straszne? Wszakże różne cholerstwo po lesie się panoszy, jakom jednak ja powiadam, jakom jest von Bimbersztajn i jakom ja tę spracowaną prawicą pokładał setki wrogów - ciągnął heroiczną przemowę - i jakom ja mężnie tu stoję, tak powiadam, że żaden stwór w mym walecznym sercu trwogi nie wzbudzi - oczekując na pełne podziwu spojrzenia oraz wilgoć między nogami wieśniaczki znów nadął się - a wam, rolniku strudzony i waszej córce urody boskiej - kłamał - przysięgam, że poczwara co nęka wasz dom zginie z mej ręki. Jednakże powiedzcie mi coś więcej. Pokażcie mi, gdzie to widzieliście i o której porze mogę tego wyczekiwać, a jak stoję, tak pójdę migiem i łeb skurwysyna ulegnie pod mym wiernym mieczem - z metalicznym świstem klinga Altaira przemknęła w powietrzu układając się w pionowej pozycji, między ciemnymi oczami "bohatera".

Grison:
- Ho ho! Waleczne serce, łeb nie od parady, ramię heroina jakiego, a lędźwie półboga! - krzyknął wieśniak patrząc na Altaira. - Tylem ja z nauk w mieście zapamiętał, co onegdaj prowadzili wśród wieśniaków. Dobrym był z tych bajek wszystkich co nam czytali jakeśmy jeszcze literki składali, a i teraz niezbyt dobrym w te rzeczy. Ale to wszystko psu o dupe rozbić. Mówisz pan, żeś von Bimber-Sztajn? Myślał, ja że mi ten długouchy wajdelota jakiego siusiumajtka przyśle co dobrze sie od cycki matczynej nie oderwał, a i dziewki żadnej nie zbrzuchacił.
W tym momencie córka Hakim'a zachichotała rubasznie.
- A ty mi tu nie rżyj, dziewko bezbożna. Nieraz em cie po łbie sprał bo żeś sie bebzuna o mało nie nabawiła. I o... Patrzcie, rechotała by sie tylko jak sprawa z kuśką idzie w parze. Przez kolano przełożyć, to i na gołą dupe lejcem jakim sprać aż sie usmarka. Do chaupy poszła psia mać, niech jej na oczy nie widzę!
Córka ze spuszczoną głową poszła do domu...
- A ło straszydło to pan wielmożny pytał. Tak, tak. To jest duch jakoby! Albo inna zjawa piekielna! - krzyczał gestykulując. - Oprócz tych stękań, jęków i chrapów to żem cień straszliwy widział! Gir nie widać było przy ziemi, bo bym skurwemu synowi poprzetrącał maczugą jaką. Szybkie to było i jakby zimnem wiało mu z pyska. Pan wielmożny wie co być może?

Altair:
Altair zamyślił się. Zimno przywiodło mu na myśl straszliwego stwora z bajek, którymi straszono go jako dziecko - Bukę, ale szybko oprzytomniał.
- Dziewek ja całe życie bałamucił, bom całe życie na wojnie agresywnej przewojował - ciągle się zastanawiał, skąd prosty chłop ze wsi zna w ogóle wyraz "litera" - jakeśmy z towarzyszami wpadli na jakom wiochę, tako pierzchały chłopy, aż tumany kurzu spod jaj pętliły się. A baby zostawały na naszą pastwę i myśmy tak hojnych darów nie lekceważyli, bo póki Pan dobry, od Pana brać należy, a tedy nadejdzie czas, że Panu będzie oddać trzeba - Altair chciał jak najbardziej zniżyć się do poziomu rozmowy rolnika. - A co do tej zmory... zimno, straszliwe jęki? Duch i cień sunący ponad gruntem? Ramienia urżnąć nie dam, ale o butlę zacnego trunku założyłbym się, a wiedzcie, że butla zacnego trunku u mnie niewiele mniej jak waleczne ramię warta - na wspomnienie o wódce na twarzy rolnika zagościł głupawy uśmiech, co dziwne, odwzajemniony, gdyż Altair również nie należał do grona abstynentów - że to allpin. Dusza nieboszczyka zatraconego, co sam się na swe życie garnął! Jeno problem w tym, że zwykła stal tego stwora piekielnego nie dosiężnie, a jedynie, bodaj, srebro, czy też magia jakowa - nie chcąc zdradzić chłopu, że posiada talent magiczny i zna szkoły magii, Altair skłamał - jednakowoż, serce me trwogi nie zna i przed tym tworem szatańskim, a wyjdę mu mężnie naprzeciw i chociażbym gołymi pięściami miał dziadygę zatłuc, tako też uczynię. A wiedzcie, że plugastwo to straszne - łgał Altair, wszak allpin nie mógł uczynić fizycznej krzywdy człowiekowi - spojrzeć w oczy takiemu, a życie wysysa i jeno suchą skórę na człowieku zostawi, a oddech jego krew w sercu zamraża, a daj się takiemu tylko tknąć, to - Altair wzdrygnął się sztucznie, wywołując u rolnika podobną reakcję - macie szczęście, że uszliście z życiem. Jednakże, mara ta przeklęta bez powodu by tu nie zagościła. Lubi wszak, to plugastwo szukać winnych swemu zatraceniu. Często, rzecz chodzi o kobitę! - spojrzał wymownie w stronę chaty, do której przed momentem weszła córka chłopa - należałoby dziadygę zwabić, a kiedy usłyszymy jęki piekielne, wtem ja z pieśnią na ustach i ogniem żywym w sercu, ruszę w krwawy bój, tak jak mój zacny ojciec Mściwoj von Bimber-sztajn, dziad Biedrzysław i pradziad Gniewomir ruszali bez trwogi! Jeśli jednak nie jest to allpin, szlag z tym! Pójdę tak, czy inszej i ukatrupię poczwarę, lub sam zginę, jako mój ojciec, dziad i pradziad, z pieśnią na ustach... - Altair zauważył, że się powtarza - jednak, by ten ogień w sercu rozpalić, trzeba by jakiej wody ognistej weń wlać, co by i dłoń pewniej miecz dzierżyła... - dodał po cichu - zatem, jeśli waćpan masz czym ugościć, do dzieła, a potem bezzwłocznie ruszam w poszukiwaniu suczego syna!

Grison:
Wieśniak wbił widły w kupę gnoju parującą na wozie. Odpiął konia od dyszla po czym klepnął go zdrowo w zad. Koń początkowo sprawiał wrażenie przestraszonego i nieco zmieszanego ale skierował się rychło do stajni.
- Maciek. Kuń mój. Głupi jakby go kto obuchem po łbie zdzielił ale droge do chlewa, co żem mu z desków pozbijał zna - oznajmił widocznie nazbyt zadowolony z siebie chłop. - Rozchodniaczka jakiego pan wielmożny wymaga. Ahh... Dam ja panu, i nie dwa nie trzy. Jeszczem z wielmożem takim bimberku nie rozpracowywał. Jeśli szanowny pan oczywiście zezwoli - rzekł kłaniając sie wysoko i dosyć niezdarnie. - W domku przysiądziem, czy na polu przycapniem? - spytał idąc do chałupy. Chwilę potem wyszedł z pokaźną buteleczką bimbru.    

Altair:
Oczy Altaira rozbłysły w dzikim pożądaniu na widok butelki bimbru. Zadowolony z przestrzegania starych tradycji oraz dobrych manier chłopa, stwierdził:
- A może na świeżym powietrzu będzie i lepiej - w pobliżu gnojówki, chlewa i konia ciskającego jabłkami nawozu gdzie popadnie stwierdzenie "świeże powietrze" było raczej mocno przesadzone - córki, waćpan nie prosisz? Wiadomo, że gdzie panowie, tam gówniara jedna z drugą zasiadać nie winna - może po paru głębszych córka nabierze urody, myślał - baczmy jednak, by nie przesadzić z trunkiem, bym mógł w starciu z wrogiem na nogach prostych ustać!

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej