Tereny Valfden > Dział Wypraw

Co to było?

<< < (4/9) > >>

Grison:
- Prawdę prawi pan szanowny! Kiedyś em paru parobków przyjął co by mi pole zasiali i drewna nacieli w lesie tuło - pokazywał Hakim. - Jam silny chłop, tylko ostatniom niedomagać zaczął. Du tego lubie ja pokomenderować paru takim siuchom, co ledwo mamie spod kiecy wylecieli. Zanim żeśmy jednak cały proceder zaczęli, rozpracować my flaszelncje czy ze dwie musieli. ÂŁepki te chędożone, kurwa ich mać posiadali po kilu i robić em sam musiał. Flaszkiem stracił, parobków o dupe robić miał i tyle było z mojego komandyrowania. Ale z panem szanowymym wielmożem wielkomiejskim to i można nie jeden, nie dwa, bo widać że pan wprawiony w sprawach tych. No to łykiem - powiedziawszy to, wieśniak przechylił pierwszy kielon.

Altair:
Altair wlał zawartość kubka w gardło, które po chwili wybuchło ogniem tak potwornym, że niemal pociekła mu łza. Ponieważ jednak wieśniak nie mylił się, co do jego doświadczenia, pozostał niewzruszony.
- Zacny trunek, zacny - powiedział nachyliwszy kielon - ale szkło cierpi, nalej tedy waćpan jeszcze jednego - buchnęli jeszcze po jednym. Twarz Altaira zaczęła przybierać czerwone barwy - ma się ku nocy. Strzeliłby człowiek kolejnego - wojownik zaniepokojony mocą trunku postanowił, że przystopuje, przynajmniej chwilowo - ale ciemność całkowita zapadnie a wtedy palcem do rzyci ani człek nie trafi. Wskażcie mi, skąd dźwięki straszliwe dochodzą, a za miecz chwytam i ruszam w bój! A gdy poczwarę ubije, wypijem za zwycięstwo - Altair już zebrał się do walki...

Grison:
- Panie złoty! Zewsząd larmo dobiega, ażem o mało kołki jakie osinowe w uszy zaczął wpychać. Jednego razu poczwara od strony gnoju jęczec poczęła. Pewnie jej nie w smak łajno wąchać. Drugim to razem po polu biegało jakby rozwolnienia jakiego, znaczy sie sraki siarczystej dostało - tożem widział przez okno. Innym razem z lasu wypadło jak popażone i w drzwi tłukło. Wtedym o mało sie w portki nie sfajdał bom myślał że już z życiem kończyć mi trza bedzie. A najgorsze, że zbereźnik córe moją wychędożyć zechce mocami jakimi piekielnymi. Tfu! To ten... To pan wielmożny na wojaczke sie uda, a ja swoim starym zwyczajem w chaupie sie zamkne i łeb pod poduszke wściubie. Powodzenia życzę i żeby na tego skurwego syna kara spadła z gromów niebieskich i żeby go tak pryszczami obsypało i cholera wzieła, a potem co by tak mu kuśke... - mówiąc to wieśniak zakaszlał sie straszliwie, po czym klepnął Altaira po ramieniu i wszedł do domu...  

Altair:
Altair wyraźnie podbudowany postawą wieśniaka i jego bimbrem dobył miecza, na wszelki wypadek. Allpina i tak by nim nie ruszył, ale na wypadek wilka, czy innego zwierza, musiał być zabezpieczony. Ruszył w kierunku zarośli, które z każdym krokiem gęstniały. Przedzierał się przez krzaki po czym dotarł na niewielką polanę, schowany w krzakach wypatrywał niebezpieczeństwa, oglądał się również na boki i dokoła siebie...

Grison:
W krzakach jakieś 20 metrów obok Altaira coś zaszeleściło.
- Ekhem - dobiegło z krzaków. Zaraz po tym dało się słyszeć stamtąd dziewczęcy chichot...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej