Tereny Valfden > Dział Wypraw
Woń Złota
Rakbar Nasard:
Ikraaz ukrył się ponownie w krzakach leśnych, które nie krępowały ruchów, lecz skutecznie kamuflowały. Wyjął po chwili z kołczanu jedną strzałę usypiającą, z mithrilu. Nałożył na łuk, po czym napiął cięciwę. Zaczął celować w Cieniostwora. Trzy sekundy - cel odwrócił się w bok -, pięć sekund - cel ponownie obrócił się przodem do agresora -, siedem - drugi Cieniostwór obrócił się tyłem i w takiej pozycji położył się -, dziesięć - cel (pierwszy Cieniostwór) potężnie otworzył paszczę, najwyraźniej ze znudzenia. Po chwili Mauren wystrzelił pocisk wprost do paszczy przeciwnika. Grot wbił się w dziąsło, roznosząc substancje usypiającą wewnątrz ciała bestii. Odnosząc potężny ból bestia potężnie zaryczała, stanęła na dwóch tylnich łapach, po czym upadła na plecy, tracąc przytomność. Jej konfrater spostrzegł, iż coś jest nie tak. Zaczął się rozglądać wokoło w poszukiwaniu agresora, jednak nic nie znalazł. Po chwili trafił go w grzbiet pocisk, który wbił się okrutnie głęboko w jego ciało, jednak mimo tego osobnik był zdolny do walki. Atakiem tym był potężny strzał, który był przygotowywany przez 10 sekund. Cieniostwór wiedział już skąd dochodzi atak, ruszył więc wściekłym biegiem w tamtą stronę.
Mauren w tym czasie przygotował kolejny pocisk. Po chwili (10s.) celowania w przeciwnika, niebezpiecznie zbliżającego się, wystrzelił pocisk prosto w oko bestii. Szczęściem wojownika było to, iż pocisk trafił równie czułe miejsce co oko - w paszcze wroga. Zalany ogromną falą bólu Cieniostwór padł na ziemie lekko przesuwając się jeszcze do przodu pod presją wytworzonego pędu.
Po walce Ikrraz przystąpił do pozyskiwania trofeów. W przypadku Cieniostworów miał więcej pracy, ponieważ do pozyskania była także krew i róg. Podszedł do pierwszego ze sztyletem w ręku, po czym zaczął odkrajać: pazury oraz kły, później przeszedł do rogu, na koniec zaś pozyskał krew i skórę. Nim powtórzył schemat przy ostatnim osobniku, musiał go dobić. Jedno pchnięcie prosto w serce wystarczyło, by zakończyć jego żywot.
Gdy rozebrał kolejnego osobnika z trofeów, ruszył dalej lasem.
[Kamuflaż; Skrytybójstwo; Walka łukiem V, Celny Strzał -> Potężny Strzał -> Celny Strzał; Pozyskiwanie: skór, pazurów, rogów, kłów; Upuszczanie krwi II]
Pobrałem:
--- Kod: ---32x pazur Cieniostwora
8x kieł Cieniostwora
3x róg Cieniostwora
12 litrów krwi Cieniostwora
2x futro Cieniostwora
--- Koniec kodu ---
kołczan:
--- Kod: ---x23 strzała ze stali
x30 strzała z mithrilu
x9 usypiająca strzała z mithrilu
x15 strzała ze srebra
--- Koniec kodu ---
--- Kod: ---pozostały -> 0/ 2 <- ilość wszystkich (Cieniostwór)
--- Koniec kodu ---
Sado:
Canis: Drogę jednak zagrodziła Ci grupka ogrów, któa rzuciłą się na Ciebie za maczugami.
8x Ogr
http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Ogr
Mebo: Natknąłeś się na dwójkę trolli, która rzucała sobie wątrobą bliżej niezydentifikowanego stworzenia.
2x Troll
http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Troll
Dracon po paru minutach wypoczynku odepchnął się od ściany i przygotował. Kłujący ból w klatce piersiowej trochę mu przeszkadzał, lecz nie mógł pozwolić, by bestia się zregenerowała. Hydra była oddalona o jakieś 300 metrów, lecz taki dystans nie stanowił dla Sada problemu po dokładniejszym wycelowaniu [Potężny Strzał]. Wyciągnął trzy wybuchowe strzały i naciągnął mocno cięciwę, długo celując. Wreszcie wystrzelił. Pociski dosięgły bestię. Jeden trafił w głowę, dwa zaś raniły kończyny. Potwór zaczął biec w kierunku Dracona. Ten jednak błyskawicznie sięgnął po kolejne strzały. 3 pociski ponownie wystrzeliły po kilkunastu sekundach, trafiając tym razem całkowicie w głowy. Hydra była coraz bliżej. Sado wiedział, że ma już tylko jeden strzał. Wprawdzie bestia była raniona w nogę, lecz mimo to nie poruszała się wolno. Ponownie nałożył 3 wybuchowe strzały i, tym razem bez długiego celowania, wystrzelił. Dwie z nich trafiły w ranioną wcześniej głowę i eksplodowały, niszcząc prawie ją całą. W każdym razie była już ona bezużyteczna. Ostatnia ze strzał trafiła w szyję i wybuchła, robiąc sporą wyrwę w skórze. Dracon przyjrzał się wynikom. Zostały tylko trzy sprawne głowy, każda z nich ranna. Sado odrzucił łuk od siebie i sięgnął po miecz. Czekał, aż bestia zaatakuje. Pierwsza wystartowała szyja po lewej. Dracon o dziwo zrobił przewrót właśnie w tę stronę, sporo ryzykując. Jednak udało mu się uniknąć śmiertelnych kłów. Teraz uderzyć mogła tylko środkowa głowa. Wychyliła się wysoko nad pierwszą i zaatakowała. Sado w tym momencie teleportował się tuż nad ostatnią głowę, tę po prawej. Ciął potężnie od góry. Niezorientowana hydra oberwała potężnie w pysk. Miecz wbił się głęboko między oczy bestii. Dracon machnął skrzydłami i odleciał do góry, nim inne głowy zdążyły zareagować. W locie zaczął kumulować energię. Będąc w bezpiecznej odległości w powietrzu, wypowiedział:
- IHIAX [Pirokineza, Naurangol]
Skupił się, kierując energię na jedną z głów. Ta zaczęła płonąć, zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Szyja zaczęła wić się szaleńczo, uderzając w inne głowy, lecz po chwili opadła bezwładnie na ziemię. Sado z bezpiecznej odległości ponownie określił sytuację. Tylko dwie głowy mogły walczyć, jedna z nich była w bardzo poważnym stanie, a druga raniona. Kwestią czasu było wykończenie potwora. Dracon zanurkował w dół, skręcając przy tym w bok. Chciał wylądować na grzbiecie. Hydra zaczęła się obracać, jednak nie była zbyt zwrotna. Sado łatwo ją okrążył i, uważając na skrócony ogon, wylądował za głowami. Tam sieknął potężne od boku, przerąbując prawie szyję zdrowszej głowy. Zanim ta zdążyła się odwrócić, wyszarpnął ostrze i uderzył ponownie, przecinając ją tym razem. Ostatnio głowa zmierzyła go gniewnym wzrokiem i zaatakowała. Dracon przeturlał się w bok, unikając ataku, po czym wyskoczył w górę, pomagając sobie skrzydłami. Obrócił się, uniósł miecz i opuścił je potężnie na podnoszącą się głowę. Tym razem cięcie było głębsze. Miecz roztrzaskał łeb bestii. Sado patrząc, jak szyja opada na ziemię, wylądował an grzbiecie potwora i wziął się za odrąbywania szyi, których głowy zostały albo spalone, albo zmasakrowane. Po skończonej robocie wreszcie odetchnął z ulgą. Zebrał trofea bestii i miał już odpocząć, gdy na końcu groty znalazł stary kufer. Uniósł wieko, a jego oczom ukazało się złoto i cenne ozdoby, warte 1000 sztuk złota. Zabrał ze sobą fanty, po czym oparł się o truchło hydry i zaczął medytację.
Mam teraz:
18x pazur trolla,
5x skóra trolla,
40x pazur Mantikory,
2 litry jadu Mantikory,
8x kieł Mantikory,
2x kolec Mantikory,
40x skrzydło Krwiopijcy,
10x żądło Krwiopijcy,
10 litrów jadu Krwiopijcy,
4x futro Rotisha,
16x kieł Rotisha,
8x oko Rotisha,
28x kieł Hydry,
12x pazur Hydry,
1x skóra Hydry
Canis:
gdy zbliżały się do mnie w stosunkowo dobrz euformowanym szyku, wyciągnałem ręce przed siebie i kumulując w nich energię wypowiedziałem inkantację zaklęcia dużej burzy ognictej.
- RXUHOII! (duża burza ognista, skrócona forma, naurangol)
energia wypłynęła z dłoni formując dużej wielkości kulę magmy, którą rzuciłem za pomocą psioniki w centrum oddziału ogrów. przy zderzeniu magma wybuchła, automatycznie zabijając centralnie położone osoby w stadzie, (3 zabitych), kilku zostało cięzko poparzonych nie będących w stanie walczyć (3 rannych) pozostało tylko dwóch którzy niemal obyli się od ran.
rozłożyłem ramiona na boki i wypowiedziałem dwukrotnie inkantację zaklęć dotyku śmierci.
- RQII! (dotyk śmierci, skrócona forma, magia krwi) x2
Energia otoczyła moje ręce formując szarawą poświatę, zacząłem biec w kierunku dwóch zbliżających się w moją stronę ogrów, gdy byłem na wyciągnięcie ręki, a ich maczug, użyłem mortokinezy by uniemożliwić im zaatakowanie mnie bronią i wykonałem uderzenia rękoma po jednym uderzeniu jednej ręki w jednego ogra. oba z nich oberwały takim samym ładunkiem zaklęć. energie przepłynęły do ciał automatycznie ich uśmiercając ze względu na to, iż tkanki błyskawicznie obumierały.
Widziałem, że 5 martwych a pozostali 3 byli ciężko ranni. Chwyciłem kostur i ruszyłem, podszedłem do pierwszego z nich i wykonałem pionowe uderzenie szpikulcem w czaszkę. szpikulec przebił czaszkę na wylot, uszkodzenie mózgu spowodowało drgawki i wreszcie śmierć.
następnie podszedłem do kolejnego. położyłem nogę na jego klatce piersiowej, próbował wiercić się i jakoś mnie zaatakować, nie był w stanie na wskutek ran i poparzeń. wbiłem kostur pionowo w klatkę piersiową w okolice serca. ogr po krótkim czasie zdechł od tej poważnej rany.
następnie podszedłem do ostatniego ogra, stanąłem nad nim i wyciągnąłem rękę w kierunku jego głowy i wypowiedziałem zaklęcie pirokinezy:
- IHIAX! (Pirokineza, skrócona forma, naurangol)
energia z mojej dłoni przepłynęła do ciała przeciwnika. po chwili temperatura wewnątrz głowy ogra zaczęła rosnąć, a on wrzeszczeć i ryczeć. po chwili doszło do ścięcia białka i jego natychmiastowej śmierci z ugotowania...
Chwyciłem kostur i z zadowoleniem kierowałem się dalej do wyjścia z groty.
Sado:
Canis: Wreszcie wyszedłeś z groty, jednak tam dopiero czekała niespodzianka. Nad Tobą krążyło stado Altirii. Przybrały one pozycję bojową i zaatakowały. Ich taktyka był dość pomyślna. Starały się zaatakować cię z różnych stron, po bokach, z góry, ze wszystkich kierunków, nawet z ziemi, nieregularnie. Były dość inteligentne i zdawały sobie sprawę z Twojej siły, więc uważały, by nie oberwać zaklęciem obszarowym.
Dodatkowo ze swoich kryjówek w grocie zaczęły wychodzić kolejne tarlessty. Póki co ich nie widzisz, ani nie wyczuwasz.
A na dokładkę w Twoim kierunku, oddalone od paręnaście kilometrów leci stadko wiwern. Póki co są niewidoczne.
25x Altiria
15x Tarlesst
5x Wiwerna
http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Altiria
http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Tarlesst
http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Wiwerna
Mebo: Trolle zauważywszy cię, uciekły Twoimi kolejnymi przeciwnikami była trójka rotishów. Paręset metrów dalej pod ziemią zbliżała się w Twoim kierunku para Anhegów. Nie potrafisz ich póki co zobaczyć, gdyż są pod ziemią. Zaś kilometr dalej, obok kufra z podniesionym wiekiem spał wampir. Za jakiś czas miał zamiar wybudzić się z drzemki i ruszyć dalej ze złotem, które przed chwilą znalazł.
3x Rotish
2x Anheg
1x wampir
Ekwipunek:
Broń 1:
Nazwa broni: Siewca ÂŚmierci
Ostrość: 12
Wytrzymałość: 10
Typ: jednoręczny
Rodzaj: miecz
Poziom wykonania: III
Opis: Wykuty z 40 sztuk stali o zasięgu 0,6 metra, ważący 5 kg.
Broń 4:
Zbroja:
Nazwa odzienia: Szata
Rodzaj: szata
Wytrzymałość: 1
Ciężar: 1
Opis: Uszyta z 200 sztuk lnu.
Umiejętności:
Umiejętności bojowe:
* walka bronią jednoręczną
Specjalizacje:
* walka mieczem - V
Ataki:
Ataki bronią jednoręczną:
* Klasyczne pchnięcie
* Blok górny
* Blok z odbiciem
* Pchnięcie
* Pchnięcie w tył
* Potężny cios
* Przerzucenie broni
* Piruet
Atrybuty wyuczane:
* Akrobatyka
* Kondycja
* Hart Ciała
* Odporność na ból
* Skrytobójstwo
* Chodzenie po trudnej nawierzchni
* Pierwsza pomoc
* Pozyskiwanie trucizny stopień I
* Pozyskiwanie trucizny stopień II
Atrybuty rasowe:
Wampir:
+ wyostrzenie zmysłów
+ chwilowa niewidzialność
+ długowieczność
+ przemiana w nietoperza
- śmiertelność
- głód krwi
- wrażliwość na promienie słoneczne
http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Ankheg
http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Rotish
Canis:
nie zwlekając ani chwili, teleportowałem się wysoko między chmury. ponad harpie lecące nade mną w sporej odległości, tak aby pociski i zaklęcia trafiały z użyciem mortokinezy, która pozwala na dosyć spore odległości. wszystkie harpie musiały wznieść się w powietrze. gdy tak się stało niezwlekając zacząłem miotać zaklęciami, jednocześnie kumulując całą energię w dłoniach.
przygotowałem się do niemal nieprzerwanego miotania kulami ognia w kierunku stworzeń, i strzelać począłem seriami (po dwa pociski)
- IGOI! (Kula ognia, skrócona forma, naurangol) x2
przy każdej z dłoni zaczęła się formować kula ognia, które przy użyciu mortokinezy szybko puściłem w kierunku najbliższych lecących wyewoluowanych harpii. jednocześnie wypowiedziałem ponownie dwie formuły
- IGOI! (Kula ognia, skrócona forma, naurangol) x2
poprzednie dwa zaklęcia uderzył w altirie, próbowały uniknąć, lecz mortokinezą pokierowałem prosto w ich głowy. ze względu na opatrzenia dotkliwe padły na ziemię z tej wysokości z pewnością martwe zostały (2 zabite)
Kolejne pociski w tym czasie się uformowały, ponownie puściłem je w kierunku kolejnych dwóch harpii, nie udało im się ominąć z toru lotu pocisków, uderzone zostały w klatkę piersiową ze sporym impetem. Zaczęły opadać na ziemię.
W tym czasie zacząłem formować sporych rozmiarów mortokinetyczny pocisk, aby móc go wykorzystać kilkakrotnie uszkadzając kilka altirii.
Pocisk gdy był gotowy, pozostałe altirie znacząco zbliżyły się do mnie. puściłem pocisk, ten przemknął w ich kierunku niczym strzała, zacząłem używać rak, aby tak wskazywać kierunek lotu pocisku. pocisk uderzył w głowę pierwszej altirii następnie wykonałem pionowy zamach w górę, tak samo poleciała kula, nastepnie w dół, w kierunku innej altirii, ta próbowała uniknąć, lecz oberwała w skrzydło tak, że się urwało od ciała, zaczęła spadać, uderzyła w głaz i zmarła, następnie pocisk pokierowałem tak, aby uderzył prosto w plecy innej altirii, pocisk rozbił się tworząc potężne wgniecenie i wybuch rozwalając zbroję i wyniszczając plecy, zmarła zanim jeszcze opadła na ziemię.
7 zabitych. 18 pozostało.
zebrałem siły do wywołania gwałtownych wyłądowań atmosferycznych, wypowiedziałem zaklęcie Gradu piorunów.
- IRIHA! (Grad piorunów, skrócona forma, Lindagol)
Energia wypłynęła z dłoni i pomknęła w niebiosa, zaczęły tworzyć się burzowe chmury. w tym czasie zebrałem ponownie mortokinetyczną energię i zacząłem formować dwa mortokinetyczne pociski przed dłoniami. gdy powstały cisnąłem nimi w dwie już będące blisko mnie harpie, obie oberwały z impetem w pyski. karki im się złamały i czaszki uległy zniszczeniu, nie mogły przeżyć tego.
Bezpośrednio po pociskach z nieba zaczęły uderzać pioruny. kierowałem nimi tak, aby uderzyły w ciała altirii. z niebios spadło 6 piorunów, na co pozwoliła ilość użytej energii, altirie nie mogły uniknąć piorunów, nie wiedziały skąd uderzą, a uderzały bardzo szybko (w końcu pioruny)
każde 6 altirii oberwało, ich metalowe zbroje były dobrymi przewodnikami prądu, z pewnością zginęły.
(15 zabitych, 10 żywych)
- Czułem iż nie mała cześć energii uleciała ze mnie w wyniku ilości użytych zaklęć. teleportowałem się na ziemię i zacząłem przygotowywać się do użycia 4 groźnych zaklęć, Zniewolenia duszy trzykrotnie, a potem krzyku umarłych. harpie również poleciały za mną.
Zacząłem kolejno wypowiadać zaklęcia zniewolenia duszy
- XEGARI! (Zniewolenie duszy, magia krwi, skrócona formuła)
- XEGARI! (Zniewolenie duszy, magia krwi, skrócona formuła)
- XEGARI! (Zniewolenie duszy, magia krwi, skrócona formuła)
za każdym razem robiłem kilkusekundowe przerwy, aby energia zdążyła wypłynąć i abym zdążył ukierunkować ją na odpowiednie, najbliższe mi altirie.
energie pomknęły w trzech rożnych kierunkach i błyskawicznie dostały się do ciał. energie zaczęły rozszczepiać duszę od ciała i wydzierać je z ciał. po chwili wyrwane dusze zaczęły mknąc do mnie w formie czystej energii które zacząłem wchłaniać. ciała altirii zaczęły opadać na ziemię martwe. (3 martwe)
pozostałe altirie z pewnością zdały sobie sprawę z lekkiego mojego zmęczenia, wylądowały i utworzyły krąg taktyczny wokół mnie, po czym zaczęły biec w moją stronę. od razu wypowiedziałem zaklęcie krzyku umarłych.
- IUAG! (Krzyk umarłych, magia śmierci, skrócona forma)
energia wypłynęła dłoni formując wokół mnie zielonkawą wiązkę energii. altirie zorientowały się i zatrzymały, próbowały uciec, niestety dla nich, nie zdążyły, energia błyskawicznie zaczęła rozszerzać się i uderzać w altirie, przy każdym zderzeniu rozległ się pisk umęczonych dusz, każda z nich uleciała z ciała, altirie pały martwe.
(wszystkie 25 martwych)
wyczułem, ze z groty wyłaniają się tarlessty...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej