Tereny Valfden > Dział Wypraw

Woń Złota

<< < (7/8) > >>

Rakbar Nasard:
- Drewniane tchórze… - skomentował pogardliwym akcentem ucieczkę trolli.
Ruszył dalej i napotkał kolejnego wroga. Spodziewał się, iż las najeżony jest potworami, dlatego przemierzając busz starał się zachować największą ostrożność.
Trzy osobniki gatunku Rotish leżały spokojnie kilkadziesiąt metrów na przód, lekceważąc otoczenie.
Mauren w tym czasie przygotował się do ataku z ukrycia. W tym celu, bardzo powoli i ostrożnie wszedł na pobliskie, dosyć wysokie drzewo. Będąc na wysokości 6 metrów, poprawił swoje stanowisko ataku – swym krótkim ostrzem rozciął okalające go cieńcie gałązki i liście.
- No to pora na atak – pomyślał.
Wyjął z kołczanu jedną zwykłą strzałę ze stali oraz swój niezawodny łuk. Ułożył ciało – na tyle, na ile było to możliwe – do strzału. Po napięciu cięciwy, zaczął powoli celować w nieruchomy cel. Gdy upłynęło 10 sekund celowania, pocisk został wystrzelony prosto w długą i poskręcaną szuję Rotisha. Grot wbił się cały, przecinając żyły; niszcząc układ oddechowy i pokarmowy potwora. Zgon był niczym dziwnym - krwotok wewnętrzny uniemożliwiający oddychanie - nastąpił już po kilku sekundach. Jego towarzysze jakby na zawołanie stanęły na nogi przeraźliwie piszcząc. Dzieląca Maurena odległość, od przeciwnika, lekko osłabiała pisk, lecz nie na tyle, by móc go całkowicie zlekceważyć.
Człowiek miał na początku problem z koncentracją, jednak po chwili stawił temu opór. Wyciągnął kolejną strzałę, tym razem już z mithrilu. Napiął cięciwę i po dziesięciu sekundach celowania wystrzelił kolejny pocisk w drugiego Rotisha. Strzała trafiła, szczęśliwie dla agresora, w rozgniewany pysk bestii, uśmiercając ją dosłownie natychmiast.
Trzeci osobnik nagle stanął na dwóch tylnich łapach prezentując swój niezwykle twardy chitynowy pancerz, co miało ochronić go przed atakiem człowieka.
W odpowiedzi na to, Mauren wyjął kolejną strzałę z mithrilu z dodatkiem substancji usypiającej i nałożył na łuk.
- Mam nadzieje, że mithril jest twardszy od tej jego skorupy, i wbije się choćby na centymetr – zastanawiał się w myślach.
Po dziesięciu sekundach celowania w pancerz przy samej górze – gdzie jest najcieńszy, zaatakował. Strzała poleciała zamierzonym torem i przebiła pokrywającą Rotisha skorupę na aż 2 centymetry. Substancja usypiająca natychmiast zadziałała. Bestia już w chwili zaatakowania poczuła osłabienie, w kolejnych chwilach opadła na obie łapy i w ostateczności poddała się śnie.
Ikraaz szybko opuścił drzewo, uważając przy schodzeniu, i ruszył pędem w stronę smacznie śpiącej poczwary. Bał się, że środek może przestać działać wcześniej, niż w innych przypadkach. Szybko – bez problemów - odciął łeb bestii. W końcowej fazie zadania przeszedł do pozyskiwania trofeów. Zaczął od pary oczu, które bardzo delikatnie wyjął z otworów czaszkowych; w drugiej kolejności odciął kły, bardzo ostrożnie obchodząc się z nimi – bał się okaleczenia. Na sam koniec zerwał ciepłe i cenne futro. Powtórzy czynność tą przy pozostałych dwóch osobnikach. Wyczyścił swój ekwipunek z krwi i ruszył dalej.


[Akrobatyka; Kamuflaż; Szczęście; Kondycja; Walka łukiem V, 3x Celny Strzał; Pozyskiwanie trofeów: kły, organów; Obdzieranie z futer dużych zwierząt]


Pozyskałem:


--- Kod: ---3x futro Rotisha
12x kieł Rotisha
6x oko Rotisha
--- Koniec kodu ---


kołczan:


--- Kod: ---x22 strzała ze stali
x29 strzała z mithrilu
x8 usypiająca strzała z mithrilu
x15 strzała ze srebra
--- Koniec kodu ---



--- Kod: ---pozostały -> 0/ 3 - ilość wszystkich (Rotish)
--- Koniec kodu ---

Canis:
... gdy je wyczułem, machinalnie obróciłem się na pięcie jednocześnie zdejmując kostur z pleców i wbiłem go w ziemię obok mnie, wyciągnąłem ręce przed siebie kumulując w nich ładunki energii, cztery dokładnie do użycia czterokrotnie zniewolenia duszy.

- XEGARI! (Zniewolenie duszy, skrócona forma, Magia krwi)
- XEGARI! (Zniewolenie duszy, skrócona forma, Magia krwi)
- XEGARI! (Zniewolenie duszy, skrócona forma, Magia krwi)
- XEGARI! (Zniewolenie duszy, skrócona forma, Magia krwi)

wypowiedziałem zaklęcia w kilkusekundowych przerwach, aby dla konkretnych ładunków energii wybrać cele i energię zacząć wysyłać.

energie niemal w tym samym czasie wyszły z moich dłoni powodując ogromny ból, czułem, ze moje kości nie wytrzymują takiej ilości energii, czułem, ze zaczynają obumierać z przeciążenia. nie zwracając na to uwagi obserwowałem działanie energii. energie dotarły do celów i zostały przez ciała mimowolnie wchłonięte. potwory zatrzymały się, po chwili zaczęły wyć. energia w tym czasie rozszczepiała duszę od ciała i wyjmowała je z ciał. po chwili nad ciałami widniały widma energii które pomknęły z powrotem w moją stronę i wchłonąłem je. zacząłem generować energię, do leczenia mojego uszkodzonego i ostatnio nadmiernie wykorzystywanego ciała. energia zaczęła regenerować i odnawiać tkanki, machinalnie leczoną ręka uniosłem kostur i kumulowałem w nim energię magiczną do zaklęcia krzyku umarłych, wiedziałem, że potwory są blisko siebie i dość daleko mnie, gdy ilość energii była dostateczna zacząłem wymawiać inkantację zaklęcia.

- IUAG (krzyk umarłych, skrócona forma, magia śmierci)

energia przepłynąwszy do kryształu czterokrotnie zwiększyła swoją wartość, ponownie dało się wyczuć niestabilność energii. podczas tego procesu od razu teleportowałem się z wykorzystaniem swojego atrybutu między tarlessty, od razu gdy się teleportowałem energia wypłynęła z mojego ciała, tworząc wokół mnie falę uderzeniową zaklęcia, która błyskawicznie zaczęła się rozszerzać w kierunku potworów, niestabilność dało się wyczuć, lecz tym razem energia nie przyjęła postawy przeciwko użytkownikowi (na co jest 505 szans i odwrotnie) energia uderzając w ciała spowodowała wyniszczenie dusz bestii, zaczęły padać martwe, energia rozpłynęła sie gdy nie było celów na drodze.

- udało się...

Powiedziałem do siebie. Energia lecznicza wy regenerowała moje tkanki przywracając pełnią zdrowia i sprawności mojego ciała. zabrałem się za pozyskiwanie trofeów z bestii które zamordowałem dotychczas....

pozyskuję:
120x pazur Tarlessta
15x skóra Tarlessta
60x kieł Tarlessta

po skończeniu pozyskiwania wyczułem, ze zbliża się do mnie pięć potężniejszych ośrodków siłowych, po chwili zobaczyłem nadlatujące wiwerny. machinalnie uniosłem kostur i wykorzystując lewitację wzniosłem się w powietrze na pułap wiwern...

Rakbar Nasard:
Przechodząc powoli z obiema broniami jednoręcznymi w dłoniach, Mauren próbował wypatrzeć jakieś niebezpieczeństwa. Nie czekał na nie długo. Trzy metry przed nim z ziemi wyszły dwa pełzaczo - podobne stwory. Pokaźne szczypce i pancerz na ciele niepokoił człowieka, dlatego wolał zaczekać na ruch przeciwnika. Ankheg, jeden jak i drugi, zaatakowali prawie od razu, jak zwykle swoimi szczypcami. Mauren odskoczył maksymalnie w bok unikając ataku jedej bestii całkowicie, lecz druga zakleszczyła srebrny miecz. Rezygnując z broni, wybierając życie, Mebo szybko zaatakował pierwszego przeciwnika. Jego cios wymierzony był w miejsce jakie uważał za najwrażliwsze – czyli na podbrzusze. Ostrze wbiło się w ciało bestii, jak w masło, przecinając żołądek i powodując natychmiastową śmierć.
Drugi potwór prysnął wojownika kwasem. Gęsta ciecz zdezorientowała człowieka, lecz spotęgowała szał. Szybki atak od prawej strony, od góry i na koniec od lewej zranił potężnie Ankheg’a, który nie wiedząc co zrobić chciał uciec do dziury w ziemi. Było to błędem, gdyż po odwróceniu Mauren wskoczył na plecy potwora i kilkoma pchnięciami w głąb jego ciała, pozbawił go życia.
Po skończonej walce zabrał srebrny miecz z paszczy bestii oraz swym małym ostrzem rozebrał bestie z ich przyrządów ofensywnych. Zaczął od: żuwaczek i szponów, a skończył na żądle i płytkach. Tę samą czynność wykonał w przypadku obu osobników.
Ruszył następnie dalej, w głąb lasu.


[Akrobatyka; Walka mieczem V, Potężny Cios; Odporność na trucizny II; Hard Ciała; Klasyczne Pchnięcie (od prawej -> od góry -> od lewej) -> Potężny Cios; Skrytobójstwo/ Akrobatyka; Pozyskiwanie: płytek pancerza, żuwaczek, pazurów, żądeł]


Pozyskałem:


--- Kod: ---4x żuwaczka Ankhega,
16x płytka pancerza Ankhega,
12x szpon Ankhega,
2x żądło Ankhega,
--- Koniec kodu ---



--- Kod: ---pozostały -> 0/ 2 - ilość wszystkich (Ankheg)
--- Koniec kodu ---

Sado:
Dracon po wyjściu z groty dojrzał niesamowity widok. Dwie wiwerny toczyły zacięty bój w locie z wielkim Geardezem. Po chwili jedna z nich zaczęła spadać, mocno raniona przez przeciwnika. Spadła na ziemię, łamiąc drzewa. Sado sięgnął po papierosa i zapalił go, oglądając widowisko. Druga wiwerna zraniła swojego wroga, żądląc go, lecz ten uderzył ją swą potężną maczugę na ogonie, po czym dobił wielkim dziobem.  Dracon zaczął kumulować energię. Geardez był nieźle ranny. Wielka dawka trucizny zaczęła rozchodzić się po jego ciele, miał ranę na podbrzuszu, inne zadrapania i trochę podarte skrzydła. Sado ścisnął usta, by papieros mu nie wyleciał, wyjął miecz i teleportował się na łeb bestii. Tam pchnął ostrzem w wielkie oko potwora, nim ten zdążył zareagować. Zakręcił mieczem dla pewności, po czym złapał się za grzywę geardeza. Ten pisnął z bólu i zaczął miotać łbem we wszystkie strony. Dracon, mimo mocnego uchwytu, spadł z grzbietu i zaczął zlatywać. Zaklął cicho i wyrównał lot skrzydłami. Bestia zawróciła, ciągle kręcąc nerwowo głową. Sado znów się teleportował, tym razem tuż pod okiem. Geardez zobaczył go i zaczął rozdziawiać dziób, lecz Dracon cisnął w jego oko ostrym mieczem, zanurzając go po jelec. Bestia wrzasnęła, unosząc łeb do góry. Potężny podmuch powietrza zerwał go do tyłu. Sado machnął skrzydłami, by zbliżyć się do przeciwnika i wbił mu w grzbiet miecz z całej siły, po czym złapał się za niego oburącz, by nie spaść. Bestia była ślepa, nie wiedziała gdzie leci. Dracon ponownie zaczął kumulować energię. Po chwili wykrzyczał:
- AQO [Meteor, Naurangol]
Z naprzeciwka zaczął pędzić gigantyczny meteor. Potwór najwyraźniej usłyszał jego lot, gdyż skręcił, lecz Sado kontrolował trajektorię pocisku. Gdy ten był już nieubłagalnie blisko, wyszarpnął miecz i teleportował się na ziemię. Stamtąd oglądał zderzenie meteoru z rannym stworzeniem. Kiedy te upadły na ziemię, teleportował się, by pozbierać trofea. To samo uczynił z zabitymi przez geardeza
wiwernami. 

Mam teraz:

18x pazur trolla,
5x skóra trolla,
40x pazur Mantikory,
2 litry jadu Mantikory,
8x kieł Mantikory,
2x kolec Mantikory,
40x skrzydło Krwiopijcy,
10x żądło Krwiopijcy,
10 litrów jadu Krwiopijcy,
4x futro Rotisha,
16x kieł Rotisha,
8x oko Rotisha,
28x kieł Hydry,
12x pazur Hydry,
1x skóra Hydry,
4l. jadu wiwerny,
12x szpon wiwerny,
2x żądło wiwerny,
2 skóry wiwerny,
12l. Krwi wiwerny,
100x łuska Geardeza
1x język Geardeza
1x maczuga Geardeza
6x szpon Geardeza

http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Geardez

Canis:
Wiwerny zbliżyły się dostatecznie na użycie zaklęć, wyciągnąłem ręce przed siebie i zacząłem wysyłać energię magiczną do skrzydeł najbliższego, głównego  stwora formującego klucz. chwyciłem jego skrzydła energią i wykonałem zamach złączając ręce nieco niżej poziomu na którym je chwyciłem, skrzydła machinalnie się złożyły łamiąc je, wiwerny ze względu an swoją nie największą inteligencję uznały, ze to sygnał do nurkowania w powietrzu, bo ciało pierwszego zaczęło gwałtownie opadać. i przyspieszacz, wiwerna zaczęła skrzeczeć i wyć, pozostałe wróciły na swój tor, wiwerna która trzymałem w uścisku uderzyła w ziemię najpewniej łamiąc sobie kark przy zderzeniu, w każdym bądź razie zdechła.

przygotowałem się do rzucenia zaklęć magicznych w kierunku kolejnego stwora, który szyk zaczął formować jako główny i pozostałych. Wypowiedziałem formulę zaklęcia gradu piorunów.

- IRIHA! (Grad piorunów, skrócona forma, Lindagol)

Energia wypłynęła z dłoni i pomknęła w niebiosa, po chwili zaczęły gromadzić się burzowe chmury nad wiwernami. chwile później doszło do 7 gwałtownych wyładowań atmosferycznych, które uderzyły w dwie bestie w głównego 4 w bocznego 3.

wyładowania dotknęły bestii wytworzyły poważne głębokie rany, jednocześnie paraliżując i smażąc wnętrze. ciała obu spadły w wyniku ran i śmierci.

pozostały 2x wiwerna.

pozostałe dwie wiwerny zrezygnowały ze swoich tradycyjnych form szyku w wyniku znaczących strat liczebności i braku sensu, wyrównały swój lot i były już dosyć blisko mnie, teleportowałem się najszybciej jako mogłem za bestie dezorientując je. ponownie sięgnąłem rękoma w bestie po prawej stronie i wypowiedziałem zaklęcie Zniewolenia duszy.

energia z dłoni pomknęła w kierunku bestii, które zaczęły zmieniać kierunek lotu aby obrócić się w moim kierunku. energia gdy dotarła do ciała została wchłonięta. dopiero po kilku sekundach energia zaczęła działać, ponieważ dusza wiwerny jest nieco potężniejsza, energia zaczęła proces zniewalania duszy i rozszczepiania od ciała. wiwerna wpadła w szał, zaczęła się miotać, lecz nie powstrzymało to energii. ta wydostała dusze z ciała dezintegrując ją i zmieniając w energię magiczną, ciało bez duszy zaczęło opadać na ziemię i zdechło. energia błyskawicznie pomknęła w moim kierunku. nie było czasu na manewry, ostatnia wiwerna była już bardzo blisko mnie. uformowałem pozostałymi siłami potężny mortokinetyczny pocisk i cisnąłem prosto w rozwarta paszę bestii która szykowała się do dziabnięcia mnie. pocisk trafił w cel niszcząc paszczę i łamiąc ją, bestia dalej leciała, lecz już nieprzytomna, zdjąłem kostur z pleców i teleportowałem się na grzbiet bestii, gdy usiadłem na niej koło szyi, wbiłem kostur pionowo i przebiłem szyję na wylot. po chwili z rany zaczęła obficie ciec krew, gdy wyciągnąłem kostur wyciek się nasilił. bestia w wyniku zniszczonej głowy i ran zaczęła opadać. zmarła jeszcze w locie.

gdy wszystkie były martwe teleportowałem się na ziemię i zacząłem oprawiać wiwerny.

pozyskuję:

10l. jadu wiwerny,
30x szpon wiwerny,
5x żądło wiwerny,
5 skóra wiwerny,
40l. Krwi wiwerny

zebrałem wszystko co moje i wróciłem do groty kontynuować poszukiwania...



Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej