Tereny Valfden > Dział Wypraw

Woń Złota

<< < (3/8) > >>

Canis:
skierowałem swoje oczęta w gryfów po lewej stronie. Wyciągnąłem dwie ręce przed siebie i wypowiedziałem zaklęcie meteoru.

- AQO!

energia przybrała formę czerwonej kupi, która pomknęła w niebiosa.

W tym Czasie zacząłem używać atrybutu Mortokinezy.

skupiłem się na jednym z gryfów, szczególnie na jego skrzydle, zademonstrowałem rękoma jak chwytam jego skrzydła, tak oplotła energia jego skrzydełko i w rękach złamałem skrzydło, tak samo wykonała energia użyta konieczna do używania atrybutu. gryf ze złamanym skrzydłem zaczął opadać.

w tym czasie z niebios zaczął spadać głaz, meteor, który wyczarowałem, otaczały go płomienie i spadał w kierunku latającego drugiego gryfa. meteor spadał i był coraz bliżej, lecz gryf uniknął uderzenia i meteor znalazł się na torze, gdzie niechybnie uderzył by we mnie. wyciągnąłem dwie ręce przed siebie i mortokinezą zmieniłem kierunek lotu głazu w bok. głaz niemalże pod katem prostym przed moimi rękoma zmienił kierunek, zacz alem zawracać głaz i wykonał łuk i kierowałem głaz z powrotem w gryfa, ten zauważył lecący za nim głaz i zaczął pikować w dół, tak samo głaz. przyspieszyłem lot głazu, aby już gryf nie zdążył uciec. meteor uderzył w Gryfa i chwilę potem w ziemię, zabijając gryfa.

wyczarowałem Tchnienie śmierci.

- QAIII!

Energia z dłoni wypłynęła i zaczęła tworzyć dymny pocisk, kulę czarnych pyłków. Zobaczyłem rannego gryfa opadającego na ziemię, wystrzeliłem pocisk w jego ciało. ten uduszony pyłami które go w wyniku zderzenia pocisku z ciałem oraz samego ich działania w efekcie obumierania i dotkliwych ran, zginał, zanim jeszcze opadł dobrze na ziemię.

Dwa gryfy z prawej strony były już dość blisko mnie, wyciągnąłem machinalnie jedną rękę przed siebie, lewą, zaś drugą chwyciłem kostur. za pomocą energii oplotłem pysk jednego  gryfów i zacisnąłem pięść. energia zaczęła zgniatać głowę, aż czaszka wreszcie pękła niszcząc mózg i organy jak oczy etc. bestia zmarła machinalnie i zaczęła opadać na ziemię.

druga bestia była w efekcie czasu jaki trwały dotychczasowe walki. więc sam zacząłem biec w jej kierunku. gdy byliśmy od siebie o dwa metry, wykonałem zamach do tyłu i pchnąłem kostur szpikulcem do przodu. Kostur przeleciał w powietrzu niczym dzida hoplicka i wbił się w podbrzusze bestii. ta ze względu na rany zadanie wbitym i tkwiącym kosturem w ciele opadła na ziemię ciężko dysząc. kostur powodował wiele niedogodności, bestia nie mogła się ruszać, a z rany obficie ciekła krew, lecz nie było to na tyle śmiertelny cios, aby zabił go od razu. wiec aby skrócić cierpienia, złożyłem ręce przed sobą i zacisnąłem je. energia miała otoczyć gryfa w ciele, dokładnie jego serce. i tak się stało, gdy ścisnąłem serce zostało zmiażdżone, gryf doznał ataku serca i padł martwy...

Zabrałem się za pozyskiwanie trofeów z każdego z czterech gryfów. zebrałem:

16x szpon Gryfa,
24 litrów krwi Gryfa,
4x futro Gryfa,

w międzyczasie wyjąłem kostur z ciała ostatniego zabitego gryfa i oczyściłem go z krwi i resztek ciała... po czym ruszyłem dalej...

Sado:
Dracon zaczął kumulować energię magiczną w lewej dłoni. W prawej ciągle dzierżył miecz. Mantikory powoli oddaliły się od siebie i zaczęły go okrążać. Najprawdopodobniej planowany zaatakować z dwóch stron. Sado w międzyczasie skumulował już wystarczająco energii. Bestie nagle zatrzymały się, stojąc po dwóch stronach swojego przeciwnika. Dracon wystrzelił nagle lewą ręką w bok i krzyknął;
- QAII [Tchnienie ÂŚmierci, Magia ÂŚmierci]
Mantikory wystrzeliły w jego stronę. W kierunku jednej z nich zaczął pędził pocisk oparów, który po zderzeniu dotkliwie ją zranił i otoczył  tumanem dymu. Druga bestia nie poprzestawała jednak ataku. Pędziła w stronę Dracona z otwartą paszczą. Parę metrów przed przeciwnikiem wyskoczyła w górę, pomagając sobie skrzydłami, by zaatakować go pazurami. Sado był na to przygotowany. Trzymał już w lewej ręce mithrilowy sztylet. Kiedy montikora wyskoczyła w górę, cisnął bronią w jej kierunku i przeturlał się na bok. Sztylet wbił się w podbrzusze. Potwór zapiszczał i wylądował na ziemi. Z rany sączyła się krew. ÂŚmiertelna trucizna zaczęła od razu rozprzestrzeniać się po krwioobiegu podatnego potwora. Dracon nie czekał. Rzucił się do przodu z uniesionym mieczem. Bestia wystrzeliła w jego kierunku ogonem. Sado odskoczył w bok, ledwo unikając kolca, który drasnął jego zbroję. Szybko opuścił uniesione ostrze, odcinając mantikorze pół ogona. Ta zaryczała cicho i rzuciła się na niego z otwartą paszczą. Trucizna jednak ją wykańczała. Jej ruchy były już wolne. Dracon ciął od dołu, uderzając w pysk bestii. Coś gruchnęło, najprawdopodobniej coś w szczęce. Sado cofnął miecz, schylił się szybko i pchnął mocno prosto w otwarty pysk wroga. Miecz wbił się głęboko, zabijając potwora na miejscu. Dracon wyszarpnął ostrze i obrócił się. Opary dymu zaczęły się cofać. Jego oczom ukazała się mocno ranna mantikora. Była bardzo osłabiona i wycieńczona. Zaklęcie dotkliwie ją raniło, dodatkowo widać było, że prawie udusiła się dymem. Sado rzucił miecz i sięgnął szybko po łuk. Nałożył błyskawicznie mithrilową strzałę i wycelował. Bestia zmierzała w jego kierunku powoli. Mimo wszystko próbowała go pokonać. Cięciwa brzęknęła, pocisk poleciał. Strzała przebiła z łatwością kark potwora, uśmiercając go. Dracon zebrał jeszcze trofea, podniósł bronie, po czym usiadł pod drzewem, oddając się krótkiej medytacji. Następnie udał się głębiej w las. 

Mam teraz:

12x pazur trolla,
3x skóra trolla,
40x pazur Mantikory,
2 litry jadu Mantikory,
8x kieł Mantikory,
2x kolec Mantikory,


Canis: Ujrzałeś wejście do jaskini na końcu drogi. Nagle wybiegło z niej 8 ogrów, uzbrojonych w maczugi i łuki.

8x Ogr

http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Ogr


Sado: Doszedłem do sporego bagienka. Na jego środku dojrzałem przedziwne stworzenie. Najwyraźniej nie chciało ze mną walczyć.

1x Szuwarek

http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Szuwarek

Rakbar Nasard:
Mauren skoczył do przodu, upadając na prawy bok, by uniknąć ataku wilków obu wilków. Wilki zderzyły się, tracąc na krótko orientacje, lecz zyskując potęgujący od początku szał i zapał do mordu. Trzeci wilk widząc unik człowieka skoczył na niego, gdy jeszcze upadał. Jego masa przygniotła wojownika, unieruchamiając go. Ostre kły zaciekle próbowały przegryźć zbroję z mithrilu, jednak nie zapowiadało się, by odniosły sukces. Pozostałe wilki także rzuciły się do ataku. Mebo, jak to mając w zwyczaju przemierzając uliczki Valfden, złapał runę wody przypiętą do pasa. Wypowiedział automatycznie i bezbłędnie formułę niezbędną do stworzenia kuli wody:
- Elshru!
W prawej ręce po chwili kumulowania się energii, powstała kula wody. Wilka leżącego na człowieku nagle urzuciło na 3 metry do tyłu, wprost na skaczących do ataku pozostałych kompanów. Czwarty wilk jednak ominął przeszkodę i jak pozostałe wilki rzucił się w stronę leżącego człowieka, jednak ten był już na to przygotowany. Nim zwierze się spostrzegło, iż leci na ostry, błyszczący, ponadmetrowy miecz, było już za późno. Ostrze wbiło się do połowy w brzuch wilka, niszcząc okrutnie główne narządy wewnętrzne wilka. Pole walki wyglądało niczym z opowieści, krew była dodatkiem, "rekwizytem", jak otaczające drzewa.

Po chwili reszta wilków poderwała się na nogi, szykując kolejny atak na człowieka. Nim jednak do niego ruszyli, zostali poparzeni, lub oślepieni kulą ognia, którą to Mauren wcześniej stworzył za pomocą formuły:
- Heshar!
Dwóch na trzech zostało poważnie poparzonych na ciele, trzeci dostał największą dawkę na pysk - skutkiem tego było trwałe oślepienie i upośledzony węch. Kolejny pocisk dokończył dzieło. Błyskawiczne wypowiedzenia formuła była początkiem kolejnego ataku:
- Heshar!
Rzucenie kuli było kwestią 'sekundy', czego doświadczył oślepiony już wilk. Płomienie wdarły się do paszczy, gdy wilk wył z rozwścieczenia. Zgon nastąpił szybko.


[Hard Ciała; Odporność na Ból; Elshru - Runa Wody -> Walka mieczem V, Klasyczne Pchnięcie -> 2x Heshar - Runa Ognia]



--- Kod: ---pozostały -> 2/ 6 <- ilość wszystkich (mroczne wilki)
--- Koniec kodu ---

Canis:
ogry biegły w moją stronę. po chwili cztery z nich zatrzymały się by zacząć celować we mnie z łuków, pozostałe biegły. kumulowałem energię magiczną, do zaklęcia Zabójczych pnączy. gdy wypuściły strzały rzuciłem się w lewy bok puszczając kostur i przeturlałem się, po czym wypowiedziałem inkantację zaklęcia trzymając wyciągnięte dłonie w kierunku strzelców.

- XUIII! (Zabójcze pnącza, skrócona forma, Amarangol)

Energia szybko wydobyła się z dłoni i pomknęła w ziemię pod nimi. po chwili z ziemi wydobyły się pnącza, które oplotły każdego z ogarów uniemożliwiając im jakikolwiek ruch. Pozostałe 4 ogary biegły dalej w moją stronę, były stosunkowo blisko, w zasięgu zaklęcia krzyku umarłych, zdołałem zauważyć, ze jeżeli użyłbym kostura, byłbym w stanie wytworzyć na tyle potężne zaklęcie, ze sięgnęło by również spętane stworzenia, z pomocą zaklęcia krzyku umarłych. wiedząc jakie jest ryzyko, przeturlałem się w prawo, z powrotem do kostura, gdy go chwyciłem, automatycznie przesłałem energię magiczną do kryształu i wypowiedziałem inkantację zaklęcia.

- IUAG! (Krzyk umarłych, skrócona forma, magia śmierci)

energia w kosturze czterokrotnie zwiększyła swoją wartość powodując iż jej energia była wręcz namacalna, widoczna na zewnatrz, ksotur błyszczał i emanował energią. po chwili energia wypłynęła z ciała i zaczęła gwałtownie tworzyć zaklęcie. energia otoczyła moje ciało i zaczęła szybko rozprzestrzeniać sie promieniście od mojego ciała. szybko zderzyła się z biegnącymi w moją stronę ogrami. i zaczęły rozlegać się przeraźliwe, potęgowane energią krzyki umęczonych dusz. każdy z ogarów padł martwy pozbawiony życia. zaklęcie dosięgło również spętanych ogrów również pozbawiając ich w podobny sposób życia. pnącza które stały na drodze również szybko obumarły.

Zaklęcie niestety poprzez kryształ, który jest niestabilny (Czarna ruda) spowodował iż część energii wytworzonej rpzy zaklęciu obróciła się przeciwko mnie. energia zderzyła się z moim ciałem wyniszczając je od środka, lecz nei zabijając. ze względu na natychmiastową utratę sił w ciele upadłem na kolano próbując opierać się na kosturze, odrazu zacząłem używać energii leczniczej, którą potrafię tworzyć odkąd w pełni zostałem liszem, energia otoczyła moje wyniszczone od środka ciała i zaczęła je leczyć, leczenie trwało aż 10 minut. po tym czasie ból ustąpił i byłem w stanie dalej kontynuować swoją drogę, energia dalej mnie leczyła.

Zanim zacząłem się leczyć działanie zaklęcia ustało, zabiło wszystkich ośmiu wrogów...

- przynajmniej nie skupiło się tylko na mnie...
 

powiedziałem do siebie i wszedłem do groty...

Sado:
Canis: Wszedłeś do grotu. Okazała się ona ogromna. Miała conajmniej kilkanaście metrów wysokości, tyle samo szerokości i pięła się w górę. Usłyszałeś tupot kopyt. W Twoim kierunku szarżował wielkie Behemot

x1 Behemot

http://nockruka.gram.pl/marant/index.php/Behemot


Sado spojrzał dziwnie na bestię. Nie była zupełnie nim zainteresowana. Zdjął więc łuk i nałożył dwie wybuchowe strzały. Wycelował w spokojne Szuwarka i wystrzelił. Pociski trafiły go w coś, co można nazwać klatką piersiową i ekslodowały, rozrywając ją na kawałki. Bestia jednak zaczęła od razu się regenerować. Zniszczone części ciała natychmiast odrsoły. Szuwarek spojrzał na Sada gniewnym wzrokiem. Dracon uśmiechnął się złośliwie i odrzucił łuk. Sięgnął po miecz, czekając na ruch przeciwnika.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej