Długoucha, młoda kobieta odrzuciła długie, bujne, złote włosy z oczu, uśmiechnęła się szeroko i odebrała swój miecz. Wsunęła pasek do spodni potem do koluszka u pochwy miecza i zapięła klamre pasa. Miecz był przypięty, elfka sprawdziła jeszcze czy ostrze luźno wychodzi i była gotowa do drogi. Podała Elizabeth jej kiścień i czekała aż sie uzbroi. No więc tak. Jeden list miała schowany w dekolcie, jeden w kieszeni spodni i jeszcze jeden w ręce. Ten który miała w dłoni wsunęła do wolnej kieszeni i uśmiechnęła się. Kucnęła i szepnęła Eli na ucho. - Mam taką śmieszną propozycje. Chcesz na barana? Wezme cie na barki i poniose, zawsze chciałam to zrobić.