Nie, nikt ich jednak nie niósł. Rina znajdowała się na głównym targowisku portowego miasta, prawdopodobnie najludniejszego na wyspie, pośród kramów, przekupniów i różnorakiej klienteli. Elfka zorientowała się, że coś jej zniknęło dopiero po pewnym czasie, może minucie, może nieco dłużej. Cały czas szła w ścisku, musiała unikać przechodniów, żeby nie potrącić każdego jednego na swojej drodze. Dlatego też teraz, gdy zaczęła chaotycznie cofać się i szukać złodzieja, nie mogła dostrzec nikogo. Przypatrywała się jednak. Szukała kogoś, kto miał przy sobie jakieś zwoje, papiery, dokumenty. W pewnym momencie dostrzegła wreszcie z prawej strony, od północy bodajże, kunanina idącego z trzema zwojami, podobnej wielkości do tych, które sama utraciła. Najpewniej chciała się do niego zbliżyć gdy nieco z lewej zobaczyła następnego, tym razem niosącego dwa. Szybko się okazało, że ktoś po prostu sprzedawał tak zapieczętowane zwoje na swoim straganie. Niewiadomej treści i pochodzenia. Całe to poszukiwanie straciło sens w chwili, gdy Rina się za nie zabrała. Niestety utraciła to, co miała przekazać aniołowi i tylko cud mógłby sprawić, że uda się jej to odzyskać. Nie wiedziała gdzie są, co się z nimi stanie, ani nawet to, kto je ukradł. Nie miała pojęcia.
Kurier ruszył przed siebie raźnym krokiem, ani razu nie obejrzał się za siebie. Szedł uliczkami, wiedząc gdzie się kieruje i jak ma iść. Jak usłyszeli w siedzibie firmy kurierskiej, kunanin miał iść na statek, który zawiezie te i inne paczki i przesyłki na wyspę. Po niespełna trzech, może czterech minutach, Themo z Melkiorem dostrzegli, że kurirer zbacza nieco z trasy i nie idzie prosto do miejsca, gdzie znajdują się okręty, w tym "Raginis", na którym tutaj przypłynęli. Znalazł się między barakami, skręcając za skład skór, między spichrzem a właśnie magazynem.