Dwie kobiety i elf dotarli do niewielkiej kawiarenki, w której o tej porze nie było wielu klientów. Dosłownie dwoje kunan siedzących gdzieś w rogu sali, miziających się i liżących sobie nawzajem futerko. Nie zwracali uwagi na nikogo, nawet nie zauważyli, że ktoś do środka wszedł. Kelnerka stojąca za barem, również kunanka, co prawda zwróciła na nich uwagę, ale poza podniesieniem na nich swoich wielkich oczu nie uczyniła nic. Elf zasiadł więc przy jednym ze stolików, jak najdalej o wszystkich uszu i oczu, które mogły coś usłyszeć lub zobaczyć. Wskazał ręką, by kobiety również zasiadły.
- A co, gdybym was wysłał z jedną wiadomością? Pierwsze wrażenie może macie mylne, ale raczej nie dacie sobie wmówić, że pada, gdy na was plują. Mogę was dać jednego człowieka do pomocy. Pójdziecie do punktu, gdzie zostawiam wiadomości, przekażecie ją i poczekacie aż kurier wyruszy. ÂŚledząc go może będziecie w stanie dowiedzieć się czegoś więcej. - Jurand spojrzał po swoich rycerzach, myśląc intensywnie.
- Emm... - zająknął się Klemens, całkowicie zbity z tropu. Mimo wszystko wydawało mu się, że paladyni Bractwa ÂŚwitu to w miarę inteligentni osobnicy, z osobistą kulturą, cokolwiek światli i postępowi. Ten tutaj jednak zachowywał się tak ekstraordynaryjnie, że właściciel Essory został całkowicie rozbrojony jego zachowaniem. Spojrzał na Funerisa, jakby oczekując jakiegoś słowa, lecz anioł tylko lekko wzruszył ramionami, nie próbując nawet bronić kolegi. Przez chwilę żałował, że wziął właśnie jego, nie kogoś innego, zapominając o jego przywarach. Odezwał się wreszcie, po nieznośnie długim czasie:
- Wybacz mu, Klemensie. Przy wybrzeżu Valfden strasznie kołysało, widocznie źle zniósł podróż statkiem i jeszcze go nieco trzyma. To zapewne chwilowe, nie ma się czym przejmować. Swoją drogą, jak tam interes? - zapytał, czyniąc ukłon w stronę gospodarza.
- No może być. Niech w takim razie wypoczywa, cieszy się życiem i urokami gościny w moim lokalu. Który, swoją drogą, idzie naprawdę przednio. Miasto się rozrasta, przyciąga nowych mieszkańców, kunanie, ludzie i elfy się bogacą, maureni zbijają majątki na handlu, rośnie pomału kupiecka gildia jakichś dwóch rodzin szanowanego, niziołkowego rodu. A gdzie najlepiej wydawać te pieniądze, jak nie u mnie? - zaśmiał się szczerze człowiek, odgarniając delikatnie niesforne czarne kosmyki włosów spadające mu na twarz. Zgarnął je za ucho, a swoimi małymi i czarnymi oczkami lustrował wszystko i wszystkich wokół, nie omijając z dokładnością Gorna i Funerisa. Po krótkiej chwili skinął na kelnerkę, gdyż zobaczył, że anioł ma pustą szklankę. W tym momencie, gdy miał odwrócony wzrok, Kanclerz Bractwa skarcił wzrokiem swojego kolegę, dając mu do zrozumienia, żeby zaczął zachowywać się jakkolwiek logicznie i normalnie.