- Dostałaś rozkaz, siostro. Wykazujesz się niesubordynacją wobec kapitana statku i swojego Kanclerza z organizacji Bractwa ÂŚwitu. Masz zamiar wrócić i dokończyć zadanie, czy wylądować w areszcie do końca rejsu? - spytał Rifus. Chwycił elfkę za ramię, odwracając ją w swoją stronę. Nie używał przemocy, nie był chamski czy agresywny, ale na pewno był stanowczy. Jego twarz wyrażała zdumienie postawą rekruta zakonu, podobną minę miał Trystan, który właśnie wyrzucał do kosza cebulę pokrojoną przez Rinę, która nadal pachniała koniem. Spokojnie, bez nerwów, wybrał również wszystkie włosy z kiełbasy krojonej przez Elizabeth, które należały do niej samej, a wytrząśnięte zostały przez elfkę właśnie. Sama niziołkini nie do końca rozumiała zachowanie swojej koleżanki.
Tymczasem Gorn i orkowie uwinęli się z pokładem. Razem z Themo, Melkiorem i Funerisem stanęli przy kole sterowym, pośród wietrznej, ale już nie deszczowej i raczej bezchmurnej pogody.
- Wyjaśniła się sprawa z zamachem, Themo? - zagadnął anioł Bękarta. - Gornie, słyszałeś o całej sprawie? - zagadnął przy okazji paladyna, zdając sobie sprawę, że ten mógł nie mieć pojęcia o czym mowa.