Funeris w duchu zrobił tak:

. Ale twarz miał kamienną, nie zdradził się z tym. Był czujny i przezorny, lata praktyki pozwoliły mu nauczyć się odpowiedniego panowania nad mięśniami twarzy. ÂŚwietnie wiedział, że jedno nieopatrzne spojrzenie, zmrużenie oczu, grymas. Nawet pozornie banalne odgarnięcie włosów, podrapanie się po powiece czy brodzie, mogło go zdemaskować. Nie zrobił więc żadnej z tych rzeczy. Sięgnął za to po kubek z miętowo-orzechowym naparem, powąchał go jeszcze raz. Och, jak on na niego świetnie działał, jak ubóstwiał taki zapach. Niemym gestem, prawie że toastem, uniósł kubek do góry w stronę Gorna. Zupełnie jakby go przepraszał, pił jego zdrowie, pozdrawiał lub naprawdę cokolwiek innego. Upił troszeńkę, pozwolił, żeby jeszcze ciepły płyn rozlał mu się po gardle i zleciał cały do żołądka.
- Och, zaiste przedni - powiedział szczerze, przekrzywiając lekko głowę w geście, który zawsze i wszędzie oznaczał zadowolenie z wypitego trunku. Mogło to być wino, piwo, okowita, czy najlepsza herbata z dalekich wschodnich rubieży.
A statek płynął. Burzliwie, kołysany wiatrem, ale pchany na pewno w odpowiednim kierunku. Na zewnątrz padał lekki deszcz, na pewno nie można było mówić o sztormie czy innych pogodowych niespodziankach. Nie, po prostu zwykła, atunusowa pogoda na morzu. Wiedzieli jednak, że im bliżej Zuesh, tym będzie lepiej.
Po jakimś czasie, kilku zamienionych słowach i zjedzeniu całej porcji potrawki, wszyscy się rozeszli. Melkior spoczął w swojej kajucie, Funeris w swojej, a reszta zaległa we wspólnym pomieszczeniu pod głównym pokładem. Za karę, za wcześniejszą sprzeczkę, Rina i Elizabeth miały spać obok siebie. ÂŻeby im ciepło i przyjemnie było, tak przynajmniej brzmiała oficjalna wersja.
Tak oto upłynął dzień pierwszy. A Funeris zobaczył, że było to dobre i tak już pozostało.
Następnego dnia obudziło ich dudnienie deszczu o deski pokładu. Mocnego i silnego deszczu.