Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Ilsumiru
momo:
- Hej Canisie czemu się wcześniej z tą raną nie upominałeś. Moje kilka talentów pozwala mi używać magii dopiero w ostateczności, więc mam jeszcze mnóstwo energii. - Momo przybliżył swoją dłoń do rany Canisa, która przez momęt zabłysnęła mocnym lekko zielonym światłem. Krwawienie ustąpiło a rana zniknęła nie pozostawiając żadnych blizn.
Bela:
Bela usiadł między towarzyszami i powiedział:
- momo, niby nie mam jakiś ran, rozcięć czy innego badziewia, ale jestem ostro potłuczony przez te chiroptery i kij wie co jeszcze, mógłbyś się zająć moimi obrażeniami wewnętrznymi?
Momo był nieco zajęty uzdrawianiem, więc Bela cierpliwie czekał na swoją kolejkę. W tym czasie odkorkował jeszcze raz butelkę i powąchał lekko miksturę - miała bardzo ciężki zapach, zakorkował ją z powrotem i dumał na temat znaleziska, mogło okazać się bardzo cenne podczas wypraw, zadań czy wojen. Jedyne o czym teraz myślał Bela, to wydostać się z czegoś, w czym się znajdowali, dorwać jakiegoś niewolnika i przeprowadzić na nim badania, które dałoby mu jasne odpowiedzi na wszystkie pytania, które go dręczyły odnośnie znaleziska.
Isentor:
Wszystko co niezbędne zebrane. Jedynym możliwym sposobem na wydostanie się stąd jest wylecenie przez otwór przy suficie biblioteki. Tak więc panowie w górę...
Darkon:
Darkon radził sobie dość dobrze z lataniem, toteż teraz nie stanowiło to specjalnych problemów. Lecz teraz, kiedy tak wysoko się wzniósł był pełen radości.
- MAMO, JA LATAM! - krzyknął
Po czym głową uderzył o kamień wystający na kilka centymetrów od otworu.
- Cholera - dodał
Po czym wyleciał i czekał na pozostałych.
Canis:
Canis również wyprostował skrzydła i energicznie nimi zamachał. Wzbił się w powiedsze, parę kolejnych machnięć wyniosło go przez szczeninę w suficie, chwilę później wylądował obok Kapitana Grega. Spojrzał w dół i powiedział:
- oho, nieco jakby wyskoko nieprawdaż...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej