Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Ilsumiru
Kozłow:
- Ta dracońska siła powinna nam nieco pomóc w starciu ze szkieletami...
Kozłow chwycił topór i przygotował się do walki. Podciął pierwszego truposza, wywracając go. Kiedy szkielet leżał, kowal swą dracońską łapą naciskął mu na łopatki. Zmiażdżył je z łatwością.
- Yeah! ÂŻebym jako człowiek miał taką moc w łapie!
ÂŁowca kolejny raz machnął toporem, tym razem 2 cm od głowy kolejnego szkieleta. ÂŻywe kości zatrzymały się i popatrzyły na dracona. Trup zaczął atakować kowala mieczem. Kozłow sparował cios, drugi, trzeci. Szkielet był najwyraźniej nieco zdenerowany zamachem na jego czaszkę. Kiedy padł ostatni cios ze strony szkieleta, kowal gruchnął mu ostrzem topora prosto w skroń. Szkielet padł bez ruchu ze zgruchotaną czaszką. Samotny ÂŁowca pobiegł pomóc towarzyszom.
Darkon:
Darkon rzucił się do walki z dwoma szkieletami. Były one uzbrojone w potężne, dwuręczne miecze, które jednak miały już dość dawno lata swojej świetności. Ożywieńcy zaciekle atakowali Darkona, ale ten albo je unikał, albo, choć z trudem starał się zablokować ciosy. Wreszcie, ÂŁowca przeszedł do ofensywy - kiedy jeden z szkieletów zaatakował, odskoczył w bok i zadał mu poziomy cios. Nieumarły zachwiał się i chwiejnie spróbował zadać Darkonowi kontratak. Na próżno - nim to się stało Myśliwy dobił ożywieńca. Następnie przeturlał się daleko od drugiego szkieletu, wyciągnął kuszę i najszybciej jak potrafił wypuścił kilka bełtów. 3 chybiły, a dwa wbiły się kolejno w czaszkę i kręgosłup. Mimo dwóch pocisków wbitych w "ciało" szkielet jednak dalej, choć trochę kulawo poruszał się w stronę ÂŁowcy z mieczem. Lecz Darkon szybko zadał mu cios, który zakończył i jego żywot.
Bela:
Bela grzmocił szkielety jak tylko mógł, który tylko znalazł się w zasięgu jego miecza lub pięści, szybko kończył swój "kościany żywot". Mając siłę Drakona spotęgowaną Gniewem Krwi Bela bez trudu kruszył pięścią najtwardsze szkielety. Bela siekał je niemiłosiernie, rozzuchwalony i ze zbytnim zaufaniem w swoje umiejętności rzucił się między szkielety, co mogło się okazać dla niego zgubnym - trupy otoczyły go ścisłym pierścionkiem i zaczęły go ranić. Bela nie miał jak wymierzyć ciosu ani jak się wyrwać w powietrze więc zamienił się w nietoperza i lekko ranny wyleciał w dużo mniejszej postaci z pułapki, którą lekkomyślnie sam na siebie zastawił. Wleciał między towarzyszy i odmienił się z powrotem w Drakona, by dalej próbować swoich sił ze szkieletami.
momo:
Wszyscy bez problemu radzili sobie w walce, mimo iż szkieletów było naprawdę sporo. Drakońska siła i zręczność dawała im niesamowite możliwości. Momo stojąc z tyłu rozwalał kolejnym szkieletom czaszki za pomocą wystrzeliwanych strzał. W pewnym momęcie usłyszał za sobą szczęk kości, wykonał szybki obrót i ciosem z łokcia odrąbał szkieletowi głowę. Drugi z nich był sprytniejszy. Sprawnie unikał ciosów momo starając się go zmęczyć i po chwili przeszedł do ataku. Jego ogromny zardzewiały dwuręczniak zatrzymał się na wytrzymałym łuku momo, który nim szkielet zdążył wyprowadzić kolejny cios, wyprowadził mocnego kopa w piszczel potwora. Spruchniała kość złamała się, a pozbawiony oparcia szkielet runął na ziemię. Momo z całej siły tąpnął na jego czaszkę rozkruszając ją na kawałki.
Canis:
Canis Miotał w szkielety zaklęciem Tchnienie śmierci. co chwile sprawdzajac jak radza sobie inni. W jednym z takich momentów szkielet wykorzystał moment nieuwagi i zranił canisa w ten sam bok co poprzedio latająca poczwara. Canis ponownie wpdał w wściekłość. Zaczął atakować kosturem, jego końcem szkielety. gdy już złość mu minęła zobaczył jak 4 czaszki wiszą na kosturze. zdiął je i zaczął ponownie miotac zaklęciami jak pociskami z karabinu, szybciej i szybciej w szkielety.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej