Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Ilsumiru
Canis:
Wszyscy przyglądali się kwawałkom kości i gdzieniegdzie leżącymi ciałami zmarłych chiropter.
- Pewnie zmarli przez te właśnie... potworki. - powiedział canis patrząc na szkielety zmarłych. - nawet ani kawałka mięsa niezostawili na szkieletach.
poczym wszyscy zaczeli chodzić po pomieszczeniu w którym się znaleźli w poszukiwaniu wyjścia, jakiegoś przjścia...
Kozłow:
- Matko i córko czy zawsze gdzie jest monolit muszą być kości... zaraz nam wylezie jakiś wampir znowu ze ściany hehe - zażartował kowal i rozglądał się po grobowcu - bo chyba to był grobowiec. Chodził wzdłuż ścian, oglądając inskrypcje na ścianach. Poznawał litery. Nauczył się już nieco języka draconów. ÂŁamane kości trzaskały pod jego stopami. Patrzył na trupy, gdzieniegdzie sterczące ze skały.
- Hmm.. Dosyć to interesujące... Jak się stąd wydostać... A tak poza tym... Królu, masz monolit?
Isentor:
Tak, mam monolit. Musimy jeszcze odnaleźć bibliotekę, potrzebuje przejrzeć zwoje. Nie mam zbyt wielu informacji na temat monolitów a w tej świątyni powinniśmy coś znaleźć.
Rozświetliłem pomieszczenie zaklęciem światła...
- Patrzcie tam jest wyjście.
Poszliśmy w stronę przejścia gdy weszliśmy już do wąskiego tunelu kości z poprzedniego pomieszczenia ożyły i zaczęły nas gonić (szkielety).
Bela:
Bela, który szedł ostatni krzyknął "O cholera!'. Nie zdążył nawet wyjąć miecza, gdy jeden ze szkieletów znalazł się metr od niego. Znokautował więc go drakońskim kopem - szkielet się rozsypał, na następne już wyjął miecz. I tak cofając się w stronę biblioteki Bela osłaniał towarzyszy przed szkieletami. Wyczerpany jednak walką z chiropterami i po ubiciu sporej ilości szkieletów Bela zaczął tracić kontrolę nad sytuacją.
- Panowie! mamy problem jest ich coraz więcej! Pomóżcie mi tu!
Po tych słowach jeszcze kilku towarzyszy się rzuciło w stronę szkieletów, by unicestwić je wszystkie.
Canis:
Canis przygotował zaklecie tchnienia śmierci i tak pozbył się szkieleta ktury był o celny rzut kamieniem od niego. wszyscy wyjeli bronie, i czekali na przybycie oddziału. Magicy miotali zaklęciami w szkielety które zbiliżały się coraz szybciej. gdy były już ze 3-5 metrów od nich wszyscy wojown icy wrzucili się w wir walki a magicy nadal miotali coraz to bardziej wymyslnymi zaklęciami.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej