Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Ilsumiru
Hakuś:
Hakner widział jak jego towarzysze walczą dzielnie z innymi nietoperzami i szala zwycięstwa przesuwała się na ich stronę, w tym momencię coś uderzyło Haknera w plecy, ten nie wiedząc o co chodzi poleciał w dół, i wzbił się szybko w powietrze, gdy odwrócił się za siebie zobaczył jak chiroptera dosłownie pikowała na niego i nic nie mogło jej zatrzymać, Hakner wyciągnął miecz, i zrobił unik a nietoperz poleciał w dół, a Hakner za nią, gdy ta się odwróciła zobaczyła tylko miecz i słowa Haknera
-ÂŻegnaj, miło było poznać - i odciął jej głowę. Po tym zdarzeniu poleciał do innych.
Bela:
Bela chwycił się za kolejną potworę, nadleciał z mieczem od boku i próbował ciąć przeciwnika pod skrzydło, co się udało, miecz utkwił w boku parszywca, jednak ten, ranny, niezdolny do lotu nie chciał umrzeć samotnie, chwycił się kurczowo Beli i za nic nie chciał puścić. Ciężar Beli i potwora był za duży, by skrzydła dracona mogły utrzymać się w powietrzu - zaczęli spadać w dół, kotłując się przy tym niezmiernie. Niedaleko nad ziemią Bela zaczął rozpaczliwie wymachiwać skrzydłami by złagodzić upadek - zwolnić lotu się nie udało, ale za to udało się dzięki pracy skrzydeł znaleźć nad potworem, co sprawiło, że to on przywalił w ziemię, a Bela miał stosunkowo miękkie lądowanie. Niestety przy upadku Bela wypuścił z rąk miecz - zaczęła się walka wręcz. Bela grzmocił chiropterę pięściami, która leżała nieco oszołomiona po upadku, a jej oszołomienie zwiększało się z każdym potężnym ciosem Beli, który przywołał Gniew Krwi i spotęgował jeszcze drakońską siłę specjalną umiejętnością wampirów. Z twarzy chiroptery powoli robiła się bezkształtna krwista masa.. Bela wstał z martwej potwory, otrzepał skrzydła, chwycił swój miecz w dłoń i wzbił sie z powrotem w powietrze.
Canis:
Canis widząc coraz to większe postępy, widząc coraz to leprze posługiwanie się swymi chwilowymi umiejetnościami, zwrócił uwagę iż poczwar robiło się coraz miej. Tak więc cani wyzwolił w sobie gniew i złość którą wyładował na bestiach. co chwilę bestie lądowały na dnie dołu z wszaskiem i krzykiem. Byl do pewnego stopnia w transie... zatracił się w tym przez chwilę... Po pewnym nieługim czasie zostało niewiele poczwar których nawet niebyło po jednej na każdego. Takwięc część osób zaczęła zwracać dokłądną uwagę na pomieszczenie, jego centrum...
Isentor:
Wzniosłem się w powietrze i ruszyłem do ataku na chiroptery. Jedna z nich zaatakowała mnie chcąc rozszarpać szponami. Złapałem ją więc za kostki i odepchnąłem. Gdy znów podleciała złapałem ją za ramiona i zepchnąłem w stronę ściany. Gdy uderzyła a nią złapałem za jej łeb i roztrzaskałem go o twardą ścianę jaskini. Ciało martwego stworzenia runęło w przepaść. Kolejnego stwora potraktowałem zaklęciem tchnienia śmierci, również padło martwe.
Gdy już poradziliśmy sobie ze wszystkimi chiropterami, wylądowaliśmy na na kamiennym słupie gdzie znajdował się monolit...
_Snopek_:
Towarzysze przyglądali się w milczeniu kamieniowi, po chwili podszedł do niego Isentor cały czas uważnie mu sie przyglądając. Gdy wreszcie Król zdecydował się dotknąć monolitu została uruchomiona jakaś konstrukcja i słup zaczął gwałtownie opadać w dół. Gdy drużyna znalazła się na dnie jaskini, a jeden z nowicjuszy rozświetlił ją zaklęciem światła spostrzegli wszyscy że wokół nich rozpościera się wielki grobowiec złożony z wielu starych kości.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej