Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Numenoru
Crisis:
Crisis wszedł na statek tak jak większość współtowarzyszy w wyprawie. Zobaczył, że wszyscy szykują się do odpłynięcia. ÂŁowca Nagród podszedł do Króla i powiedział:
- Co miałem zrobić to zrobiłem. Jestem gotowy do powrotu... - skończył Crisis, po czym udał się na dziób okrętu.
momo:
Momo już przy wyjściu z wioski odłączył się od grupy. Znalazł ścieżkę prowadzącą pomiędzy hatami, dalej przez gęste zarośla do jakiejś dziwnej jaskini. Już na wejściu poczuł ogromną ilość energii unoszącej się w powietrzu. To miejsce było pełne magii tak potężnej, że w pewnym momencie elf upadł na kolana z powodu utraty energii. Wiedział, że jedyna magia pozwalająca magowi zabić, bez zadania przeciwnikowi najmniejszego draśnięcia to czarna magia. Właśnie tak się teraz czuł, jakby ktoś powoli wysysał z niego życie.
- Tak beliarze? Każesz mi się przed sobą korzyć!?... do cholery z tobą! - przeklął rozpaczliwie boga. Czym prędzej za pomocą zaklęcia wiatru wytworzył wokół siebie aurę negującą zła moce, jednak jego magia nie była na tyle silna, by wytrzymać długo takie obciążenie. Postanowił przejść jeszcze do następnej groty i jak najszybciej opuścić to miejsce. To co ujrzał za rogiem lekko go przeraziło, jednak ciekawość łatwo wzięła górę. Z jednej ze ścian wystawała ogromna podłużna bryła, cała czarna, jednak posiadająca głębię, połyskująca po wierzchu jakby była pokryta przetopionym szkłem. Mniej więcej jak czarna magiczna ruda. Zaraz obok leżało kilka worków.
- Czarna ruda! Teraz już wiem skąd taka moc. Wszędzie w tych skałach znajduje się minerał którego każda jedna cząstka zawiera w sobie pierwiastek beliara. Do diabła, wynoszę się z tąd! - Szybko zaglądnął do worka. Znajdowały się tam drobne bryłki kruszywa które ujrzał w ścianie. Zarzucił sakramencko ciężki worek na plecy i pędem udał się na zewnątrz jaskini. Jego magia była już na wyczerpaniu, jednak wystarczyło mu sił by opuścić to przeklęte miejsce. Miał szczęście, że drużyna oczyściła ścieżkę z większości grasujących tutaj stworzeń. Jedyne co musiał pokonać to wielkiego robala przypominającego trochę polną bestię. Na szczęście okazał się on tak słaby jak jego kuzynka. Przez całą drogę męczyła go jednak jedna myśl: jakim cudem wioskowi górnicy wydobywali ten przeklęty minerał przez tak długi czas i wciąż żyli? Niezwykli ludzie.
Kiedy dotarł na miejce, część brygady siedziała już na statku śmiejąc się i wspominając przygody wyprawy. Momo wyszedł po kładce i bez słowa przystanął na sekundę próbując zebrać nieco sił. Jego nogi nie wytrzymały już jednak ze zmęczenia i po chwili elf leżał nieprzytomny na dechach pokładu. Po podłodze potoczyło się kilka czarnych bryłek...
Fragenstein:
Ciągle nie mogłem pogodzić się z faktem, że zabieramy niewolników. Przecież oni są ludźmi tak samo jak my, mają prawo do wolności. Ale król i większość załogi myślała inaczej, toteż postanowiłem zostawić wszelkie komentarze dla siebie. Popatrzyłem ostatni raz na Numenor i żal mi było go opuszczać, mimo że nie zagościłem tu nazbyt długo. Mam nadzieję, że jeszcze to wrócę. Kiedy już miałem wchodzić do szalupy zobaczyłem niewielki czerwony kamień leżący na piasku. "Któryś z niewolników musiał go zostawić" - pomyślałem. Podniosłem ów kamień i schowałem do torby, po czym poszedłem do szalupy. Kiedy dopłynęliśmy do statku podszedłem do IsentoR'a i podziękowałem mu za to, że mogłem uczestniczyć w tej wyprawie, zapytałem także o kwestię zapłaty, ale król jeszcze nie podzielił łupu. Wtedy udałem się do swojej kajuty. Na wcześniej wspomnianej mapie nakreślonej przez mojego ojca, dorysowałem Nomenor, kończąc te wspaniałe arcydzieło.
Boba Fett:
Boba Fett siedział na drewnianych schodkach, które znajdowały się na pokładzie. Był zgarbiony i przyglądał się swojej zbroi. Wgniecenie wciąż się tam znajdowało - łowca nagród wiedział, że będzie musiał z tym pójść albo do gildiowego kowala lub do samego płatnerza, który przy okazji jest Gubernatorem.
Przejechał po wgłębieniu palcem zakutym w pancerną rękawicę i szacował wydatki. Po powrocie musiał także odwiedzić Twierdzę na Wyspie Wulkanicznej, by zorientować się, jak układają się jej interesy. Zdawał sobie sprawę, że czekają go duże koszty - musiał naprawić zbroję, zakupić specjalną kolczugę, a później także odpowiedni miecz. Potem będzie miał ważne zlecenie, co wiąże się z pewnym wielkim wydażeniem w Marancie, a dokładniej w krainie Elfów. Zapowiadały się ciężkie dni, które taka osoba jak on - najlepszy spośród żyjących jeszcze łowców nagród - miał w zasadzie na codzień swojego żywota, odkąd podjął się tejże profesji... Zastanawiał się także nad przepowiednią Trivelara... Naprawdę zapowiadały się męczące, a co z tym idzie, ciekawe dni...
_______________
Bardzo przepraszam za tak znikomy udział w wyprawie.
Kozłow:
Kozłow usiadł na ławce i oparł sie o burtę statku. Rozłożył się wygodnie i wyciągnął nogi. Patrzył z uśmiechem na wszystko wokół. Zobaczył zadowolonych ludzi, przeszukujących kieszenie, ostrzących broń, próbujących nawiązać jakiś kontakt z niewolnikami. Kozłow popatrzył w stronę opuszczanej przez nich wyspy.
"A żeby te szatańskie ziemie morze pochłonęło" - pomyślał i po chwili splunął na ziemię. "Chociaż nie powiem, że obłowić się tu można nieźle" - Kozłow rozpromnienił się.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej