Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wyprawa do Numenoru

<< < (34/51) > >>

Boba Fett:
Fett poczuł, jak coś się porusza. Nie wiedział, co się z nim działo - najwyraźniej stracił przytomność po upadku. Na razie nie chciał otwierać oczu, wiedział, że każdy ruch będzie bolesny. A jednak - kolejne szturchnięcie zmusiło go, by wreszcie wziąć się w garść i podnieść się. Otworzył powieki i spróbował wstać - było to niemożliwe.
- Nie ruszaj się - powiedział ktoś, kto musiał stać nad nim.
Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak ogromny ból przeszywa go w okolicach jego żołądka. Ktoś starał się zdjąć jego hełm, ale łowca ledwo słyszalnym głosem zabronił tego robić i spytał się:
- Dlaczego nie mogę wstać?
- Kamień Cię przygniótł, musimy go z Ciebie zdjąć. Jestem ciekaw, jakim cudem znalazł się na Tobie.
Po dłuższej chwili przywódca Gildii Samotnych ÂŁowców poczuł, jak nagle wielki ciężar znika z jego brzucha. Wyciągnął w tamtym kierunku rękę i stwierdził, że jego pancerz wgniótł się do środka. W dodatku dawne pęknięcie z bitwy o Ombros, które załatał mu Snopek, znowu się pojawiło.
- Wstawaj, Fett.
ÂŁowca nagród był nadal półprzytomny. Jednak zdołał się wreszcie przemóc i usiąść, by zaraz potem wstać na nogi i chwiejnym krokiem podejść do pozostałych.

Grison:
Przez jakis czas Kapitan Greg był nieprzytomny. W pewnym momencie obudził się z twarzą dotykającą zimnej i brudnej posadzki.
-Ech... a to za paskudztwo- powiedział drżącym głosem łowca
Kapitan wstał, optrzepał się z kurzu i prochu z kości szkieletów.
W tej samej chwili ktoś z boku zapytał:
-Hej Greg nic Ci nie jest?
-Nie, na szczęście nie. Nie tak łatwo mnie zabić- odpowiedział Greg patrząc z gniewem na truchła roztrzaskanych szkieletów, które zleciały razem ze śmiałkami.
-Muszę jeszcze trochę odpocząć i będę gotowy do drogi- powiedział łowca po czym kucnął i próbował zebrać siły...

Fragenstein:
Czy to już zaświaty? Niee, widzę króla.. Piekło?!
- SÂŁUCHAM?! - powiedział IsentoR.
- Ehm.. ja tego.. cholera, nie myślałem tak naprawdę - powiedziałem uśmiechając się.
Podniosłem się i pozbierałem strzały, które wypadły z mojego kołczanu po upadku.
- Królu, nie wiem jak skończy się ta wyprawa, ale przyznam z ręką na sercu, że mimo iż zwiedziłem naprawdę porządny kawał świata i widziałem różne rzeczy, ale ta wyprawa jest najlepszą i najciekawszą na jakiej dotychczas byłem. - powiedziałem. - Już wiem, czemuś naszym królem. Ludzie którzy wysławiali cię jako wielkiego dowódcę mieli rację.
Nieumarli... nigdy nie wierzyłem w istnienie tych plugawych istot, a teraz o mały włos i zginąłbym z ich ręki. Ten upadek był wyjątkowo bolesny i czułem porządny ból kostki. Reszta drużyny powinna zrozumieć, że w takim stanie nie będę zbytnio uczestniczył w walce, ale miałem też nadzieję, że niedługo dotrzemy do celu.

Dante:
Ocnknałem się. Próbowałem wstać ale nie mogłem. Straszny ból w plecach mi to uniemożliwiał. Widziałem leżacych dalej kompananów. Użyłem całej siły by wyciągnąć z paska zwój leczenia. Użyłem go poczym wstałem. Widziałem Isentora który krzyknał do mnie" Nic ci nie jest?" Odparłem " Wszystko mnie napi*****la ale jest git " uśmiechając się.

Anmarius:
Nic mi nie jest, jedynie jestem trochę poobijany i straciłem trochę sił. Chcesz królu, to mogę też trochę osób lekko uleczyć, może to trochę pomoże...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej