Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wyprawa do Numenoru

<< < (31/51) > >>

Daedagor:
Daedagor zaczął strzelać ze swojego łuku w nieumarłych. I gdy tylko usłyszał IsentoR'a żeby celować w głowy to Daedagor tak uczynił. Jednak dwóch szkieletów podeszło do niego zbyt blisko dlatego też Daedagor szybko wyciągnął swoje 2 miecze i pomyślał:
-Miecze są zatrute, błogosławione i mistrzowsko wykute. Ta broń napewno zrobi krzywdę nieumarłym. I zaczął walczyć ze szkieletami. Szybko uporał się z jednym, ale drugi walą go z w plecy. Daedagor padł na ziemie. Był prawie nieprzytomny. Gdy szkielet miał go dobić, wnet pojawił się MeGorT ze swoim wielkim toporem i zaczał walczyć z nieumarłym. MeGorT szybko rozprawił się z nim i podszedł do Daedagor'a i pomógł mu wstać. Daedagor się spytał MeGorT'a czy da mu 2 miksturki lecznicze.
MeGorT odpowiedział...

Anmarius:
Travis nigdy sobie nie wyobrażał, że natrafi na coś takiego. Wycofał się do korytarza wraz z łucznikami, gdyż był magiem. Gdy wszyscy już byli uformowani w szyk, byli gotowi do walki. Armia Zombie zbliżała się coraz szybciej, rycząc " EEEEEE ". ÂŁucznicy puścili strzały a Mag zaklęcia. Strzały albo trafiały w ściany albo w brzuchy Zombie, ale prawie w ogóle nie udało im się trafić w głowy. Jedynie parę stworów padło. Wojownicy czekali, aż Zombie podejdą dostatecznie blisko, ale wtenczas strzelcy ciągle puszczali strzały, a Travis co jakiś czas Kulę Ognia, gdyż nie chciał tu stracić przytomności. Pa jakiejś chwili puszczania strzał, ÂŁucznicy już wystrzeliwali coraz mniej pocisków, gdyż Zombie już były bardzo blisko... Trochę Nieumarłych padło, lecz tamte miejsca zajmowały nowe...
- Cholera, ile ich jest?! - krzyknął Mag.
Lecz teraz to, ile ich jest, nie miało najmniejszego sensu, ponieważ musieli walczyć, a nie liczyć Nieumarłych. Zombie były coraz bliżej, a strzały lecące w głowy potworów, rzadko w nie trafiały. Ale teraz, już nie mogli strzelać, ponieważ armia stworów zbliżyła się do wojowników i zaatakowała. Zaczęła się walka na śmierć i życie...

Kozłow:
- Jasna cholera!! - krzyknął Kozłow - Nieźle nas królu żeście wprowadzili!
Kowal czym prędzej wyjął topór i zcekał na uderzenie umarlaków.
- łucznicy niech się zajmą zombiakami i innymi, którzy mają mięso. Reszta niech lepiej atakuje szkielety!
Po tych słowach na ohsiańczyka wpadł jeden z tych "bezmięsnych". Kozłow nico oszołomiony zatoczył się na nogach. Po chwili odzyskał równowagę. Zacząl walczyć. Wyprowadził cios w żebra szkieleta. Ten nie zdążył się zasłonić tarczą, a cios tylko połamał mu niektóre kosteczki. Wróg chciał uderzyć kowala tarczą, ale ten szybko naparł na wroga, prawie go wywracając go. Chciał zadać cios, ale szkielet go sparował "Cholera? Przecież to nie mam mózgu! Jak to coś moze parować ciosy?" - pomysłał. Szkielet zrzucił z siebie kowala. Ten widział, jak naokoło trwa walka w najlepsze. Nieumarłych było od groma. Szkielet podniósł miecz, by zadać cios i w tym momencie Kozłow wbił mu kolec topora w czaszkę i  pociagnął do góry z całej siły. Czaszka oderwała się od reszty ciała szkieleta. Kozłow szybko wstał i zobaczywszy zamierzające go uderzyć zombi, walnął toporem z tkwiąca na końcu kościaną głową w twarz zombiakowi. Ten upadł. Kozłow podbiegł i z zamachu wraził ostrza swej broni kaltkę piersiową leżącego stwora. Otaczało go coraz więcej wrogów.

Isentor:
Tutaj szybko w ten tunel jest jeszcze bardziej wąski więc całą grupą nie podejdą !
Pobiegliśmy za królem wąskim korytarzem na jego końcu napotkaliśmy małe pomieszczenie z którego nie było już wyjścia.
No to żeśmy się wplątali a nieumarli cały czas nacierają...
W chwili wypowiadania tych słów przez IsentoRa coś zgrzytnęło a wąski korytarz zaczął się rozsuwać. W oddali pojawiła się sylwetka odzianego w zbroję nieumarłego, który najwyraźniej uaktywnił jakiś mechanizm. Fala napływających zombie nieco się zwiększyła teraz nie mieliśmy już żadnych szans...

Kozłow:
Kozłow wywijał toporem na wszystkie strony z całych sił. Miejsce zabitych jednak zaraz zastępowali nowi. Nie było ratunku dla wojowników. Strzały świstały kowalowi obok uszu, zabijając kolejnych zombiaków. Po wrażeniu swego topora w łeb szkieleta, kowal upadł. 5 mieczy wroga od razu chciało go zabić. Kozłow zasłonił się rękami. Po chwili kula ognia poleciała w szkielety, rozpraszając je, lecz nie zabijając. Ohsiańczyk wziął topór i odwrócił się. Stał tam Travis. Kozłow kiwnął do niego głową. Tymczasem wojownicy wycofywali pod naporem wroga....

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej