Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Numenoru
Anmarius:
Tak, oczywiście, Asassynie. Stań tu - rozkazał Mag, po czym zaczął przywoływać zaklęcie.
Po chwili Asassyna ogarnęło niebieskie światło i wzniósł się trochę do góry. Po rytuale, nie widać było ani zadrapania.
- Dzięki, Travis, dobry z Ciebie chłop.
- Hehe, nie ma sprawy - odpowiedział chichocząc elf - może sprawdzimy, co się dzieje u innych?
MeGorT:
MeGorT podszedł do siedzących razem Kozłowa, Assasyna i Travisa...
No jak tam Assie, Kozłowie wam idzie...Trzeba sie sprężać bo już trochę się tu zasiedzieliśmy, a godzina już mineła, zaraz pewnie IsentoR rozkaże ruszyć dalej...po tych słowach wypił jeden z eliksirów leczniczych i usiadł na polanie...
MeGorT:
MeGorT wstał z łąki, gdyż widział że IsentoR nakazał udanie się w dalszą podróż. Naglę podszedł do niego Travis i podał mu Pergamin...
- Co to? Spytał Wampir
- Czar Leczenia, użyj w ostateczności
- Dobrze, mam jeszcze pare mikstur...
Kiedy przeprawialiśmy się przez rzekę, MeGorT odezwał się do Assasyna...
Muszę zrobić jakąś imprezkę po wyprawie, urodziny miałem a imprezy nie szykowałem, zorganizuje u ciebie w Burdelu...
Znaleźliśmy się na wzniesieniu i udaliśmy się w stronę budowli którą była najprawdopodobniej świątynia....Dzieliło nas od niej nie spełna mały odcinek drogi...
Ciekawe co tam nas czeka...Pomyślał MeGorT
Anmarius:
Travis, po rozdaniu zwojów i wytłumaczeniu członkom, jak używać, szedł za królem, na przodzie grupy. Strach go ogarniał tak samo, jak wtedy, kiedy szedł przez las. Patrzył się przez chwilę na wielką budowlę, podziwiając ją. ÂŚwiątynia była ogromna, a elf nie wiedział, że takie coś istnieje na ziemi. Przy sobie miał magiczną formułę leczenia, przy rękojeści trzymał rękę w pogotowiu, a jakby co, to przygotowywał się do tego, jak w razie zaskoczenia szybko przywołać zaklęcie. Szedł i szedł...
Niro:
Assasyn wraz z innymi zeszli w dół. Atmosfera tu panująca była jeszcze gorsza niż w lesie. Miał wrażenie, że zbliża się niebezpieczeństwo. Rozglądał się na lewo i na prawo patrząc przy okazji na wymyślne ornamenty zdobiące ściany. W całym kompleksie słychać było tutaj tylko odgłosy tupania członków wyprawy.
- Jest tutaj bardzo cicho... zbyt cicho - szepnął Dyplomata Ohsi. Na wszelki wypadek wyjął miecze, podobnie jak w lesie. Przerażająca cisza sprawiała, że słyszał nawet odgłosy bicia swego serca. A biło one coraz mocniej...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej