Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wyprawa do Numenoru
Grison:
Greg zobaczył Kozłowa, który najwyrażniej miał niemałe kłopoty z piekielną istotą. ÂŁowca czym prędzej ruszył za Kozłowem i za goniącym go gargulcem.
-Zobaczymy czy jesteś taki mocny jak piszą w książkach- powiedział pod nosem Greg po czym podbiegł na odległość celnego rzutu kamieniem do besti i jak to miał w swoim zwyczaju cisną w Gargulca mieczem.
Ostrze nie zrobiło bestii żadnej szkody, ba nawet go nie drasnęło. Toteż Greg podją swój miecz i rzucił po raz kolejny. Tym razem bestia ronież wyszła z tego bez szwanku lecz najwyrażniej poczuła uderzenie i teraz skierowała swój gniew na łowcę. Greg padł na ziemię aby uniknąc zabójczej szarży bestii z piekła rodem. Udało się. ÂŁowca unikną spotkania z ostrymi szponami gargulca lecz teraz myślał nad tym jak można pokonać bestię.
Niro:
'Na te stworzenia nie podziała zwykła broń, ale mistrzowska, błogosławiona i zatruta jednocześnie może...' - pomyślał Assasyn. W tej samej chwili koło niego wylądował jeden Gargulec. Dyplomata Ohsi wykorzystał swoje akrobatyczne umiejętności, aby odskoczyć od przeciwnika. 'Chrzanić to' - pomyślał znowu, po czym rzucił się z impetem na stworzenie. Wróg jednak zakrył skrzydłem swoje ciało, tworząc coś w rodzaju osłony. Silne uderzenie dwoma 'Szelestami ÂŚmierci' tylko sprawiło, że bestia zaryczała. Jednak nie trwało to długo, potwór opechnął go jeszcze raz. Assasyn leżał kilka metrów dalej, oszołomiony. Gargulec wzbił się w powietrze, za następnie zaczął opadać szybko w dół, aby zadań ostateczny cios. Syn pustyni, gdy zobaczył punkt lecący w jego stronę natychmiast wziął swoje miecze i w ostatniej chwili wstał i odbiegł od niebezpieczeństwa. Potwór rozwarł swoje skrzydła, rycząc zarazem, gdyż myślał, że jego ofiara nie żyje. Assasyn musiał podkurować się, bo wiedział, że następnym razem nie będzie tak łatwo.
Kozłow:
Kozłow widział, jak Arti leży nieprzytomny na ziemi, a Gargulec odwraca sie w stronę rannego. Zaczął biec z toporem gotowym do ciosu. Zamierzał zrobić to, co mu polecił Arti. Gargulec jednak w ostatniej chwili zobaczył zmierzające ku niemu ścierwo i wzbił się w powietrze. Kozłow zamachnął się i topór wbił się w ziemię 20 cm od nogi nieprzytomnego towarzysza.
- Upss.... Sorry szefie - powiedział do Artiego. Wyjął topór i zobaczył Gargulca nurkującego z góry w miejsce, gdzie przed chwilą był Kozłow. Monstrum zatrzymało się tuż nad ziemią i obróciwszy się w stronę kowala zaczęła wściekle atakować masywnymi łapami.
- Traf go w kark.. ÂŁatwo powiedzieć, kiedy ciągle obrócony jest do mnie przodem! - krzyczał Kozłow, parując oszalałe ciosy Gargulca. Tracił siły... Tymczasem Arti chyba powoli sie budził.
Arti:
Arti ocknął się i zauważył Kozłowa i gargulca. Wstał, ale miał lekko obtartą rękę. - Musiałem nieźle zaszurać po ziemi - pomyślał. Wstał teraz, ale był oszołomiony. - Cholera! Gdzie moje miecze?! - powiedział i zaczął się rozglądać po okolicy. Zauważył na drugiej ręce ranę ciętą. - Cholera. Widać to mój miecz mnie zranił - spojrzał na dół i zobaczył jeden z mieczy, który był zakrwawiony przy końcu. Wziął go, a jakieś dwa metry w stronę Kozłowa i gargulca leżał drugi. Podniósł go też i ze złością rzucił się na gargulca. Biegł z krzykiem i siastnął w skrzydło gargulca, wbijając na wylot obydwa miecze. Tym razem miecze poważnie się uszkodziły, ale nadal były zdatne do walki. - ÂŚwietnie! Teraz nie poleci! - krzyknął Arti, po czym wyjął miecze i odskoczył przed ciosem. - Kozłow! Uderz go w ten kark!
Niro:
Assasyn wycofał się i wyjął miksturę leczniczą. Otworzył flakonik z napojem, a następnie go opróżnił. Kilka uderzeń Gargulca robiło swoje. Na szczęście kilka wartw skóry rozpruwacza uchroniło jego plecy przed uszkodzeniem. Jednak zaczęło mu się kręcić w głowie. Zaczął nią potrząsać, aby zawroty się skończyły. Mikstura powoli zaczęła działać, zaczął odzyskiwać siły. Był świadkiem jak Arti krzyczał do Kozłowa o słabych stronach potworów. Teraz oglądał jak Kowal Ohsi męczy się z przeciwnikiem. On zaś mógł zajść od tyłu Gargulca. Wykorzystał maksymalne swoje możliwości jeśli chodzi o skradanie. Mimo, że biegł sprintem bestia nie słyszała go. Gdy bestia schylała się, wskoczył na jej kark. Ta odrazu zaryczała i opuściła szyję metr nad ziemię.
- Dawaj do, cholery! - krzyknął Dyplomata Ohsi do Kozłowa. Bestia zaczęła trzepotać skrzydłami...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej