Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wyprawa do Numenoru

<< < (21/51) > >>

Kozłow:
Kozłow wraz z najbliższymi towarzyszami zaczął rozbijać namiot. Towarzyszszyli mu Assasyn, Travis i Darkon. Kozłow na chwilę zaprzestał parcy. Przeciągną się i zaczął mówić.
- Ehh.. Ciekawe, co znajdziemy na tej wyspie. Może jakieś nowe gatunki zwierząt? Może minerał? W każdym razie pamiętajcie koledzy. Znajdziecie żelazo, jestem skłonny zapłacić za nie. Walcie do Kozłowa. Znajdziecie jakieś przepisy na broń, takze walcie do mnie jak w dym. Mogę na was liczyć?

Dante:
Dante widział jak czterej męzczyźni miotali się z namiotem i nie potrafili go postawić. Podszedł do nich i zaczął pomagać. W wirze pracy spytał ich " Nie wiecie Ile kosztuje Szata Wody u Lorda Sado , bo podobno nie da się z nim skontaktować za pomcą poczty"

momo:
Hmm...  sześć godzin, sporo czasu. - Pomyślał momo. Zauważył, że łuk Frangensteina pękł  podczas starcia z harpiami, a że i tak nie miał nic pożytecznego do roboty,  wlazł na drzewo, i zaczął się rozglądać, za idealną gałęzią.
- Jest -  zagadał sam do siebie. Zaczął wyłazić wyżej , i już sięgnął po miecz by odciąć  interesującą go gałąź, kiedy ta pod nim zaczęła się lekko uginać. Potem był  tylko trzask. Momo chwycił się znajdującej się nad nim części drzewa, jednak  mimo tego, z nim w ręku runął na ziemię.
- Auuć! -  Obok przechodził tylko król IsentoR. Popatrzył się na niego z ukosa zdumionym  wzrokiem, jednak pozostawił to zdarzenie bez komentarza. Elf podniósł się z  ziemi, otrzepał z liści i pośpieszył do swojej kajuty.
Na  miejscu, z zawiniątka które tachał wydobył osprzęt łuczarski i zaczął warstwa  po warstwie usuwać niepotrzebne masy drewna...
Po  czterech godzinach broń była już gotowa. Jak przy każdym łuku, zadowolony z  siebie poświęcił chwilę na podziwianie swego dzieła, po czym wydobył z kieszeni  kawałek solidnego sznura i zgrabnym ruchem założył go jako cieńciwę łuku. Na  wyjściu pociągnął jeszcze łyk klanowego rumu, przez co pamiątka z pustyni,  ziarenka piasku zazgrzytały mu między zębami.
- Pfe,  pfe, chyba tylko tego nie będzie mi brakowało - zaględził, po czym powolnym  krokiem zszedł na ląd. Frangie siedział na pieńku przyglądając się z uśmiechem  gromadce siłującej się z namiotem.
Witaj  przyjacielu - zagił elf - zauważyłem, że podczas starcia ucierpiał twój łuk.  Wiem jak bezbronny czuje się łucznik który miast zestrzelić nadbiegającą  bestię, za pomocą swojego łuku, musi czekać aż ta rzuci się na niego, czy brać  nogi za pas. Przygotowałem dla ciebie nowy, mam nadzieję, że go przyjmiesz,  ponieważ trochę się nad nim napracowałem. Na tej wyspie i tak mamy wielu  wrogów, więc chociaż sobie nawzajem powinniśmy pomagać. Szczególnie braciom  łucznikom. Trzymaj się. Nie daj się zabić.

                 
Nazwa:  ÂŁuk Frangensteina
Jakość  wykonania: mistrzowska
Poziom: I
Opis: ÂŁuk  wykonano ze świeżej gałęzi dębu, co daje mu świetną siłę rażenia. Doskonale  dopasowany do stylu strzelania swojego ww. właściciela. Poza tym jest całkiem  odporny na zniszczenia.

Crisis:
Crisis sobie siedział na pniu, ale gdy zobaczył kolegę z gildii - Kapitana Grega, to podszedł do niego i powiedział:
- Spóźniłeś się. Jednak dobrze, że jesteś. Dobry człowiek zawsze się przyda - skończył, po czym poklepał kompana po ramieniu i udał się do Kozłowa:
- Witaj Kozłow, kiedyś na wyprawie zdobyłem książkę "Zaklinanie Oręży", jeśli będziesz chciał to mogę Ci ją podarować jak wrócimy do Ombros.

Anmarius:
Na pewno Kozłowie, będą tam jakieś nieodkryte gatunki zwierząt. Co do żelaza, to jak jakieś znajdziemy albo ja znajdę, to dam Ci za odpowiednią sumkę. Bo wiesz, trzeba jakoś żyć na tym świecie...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej