Tereny Valfden > Dział Wypraw
Atak Krasnoludów
Sado:
Sado przeklnął pod nosem i omijając myłych krasnali podszedł do leżacego Tristrama.
- Cholera, nie mam zamiaru ryzykowac życia, dlatego że ty leżysz na ziemi. - powiedział do leżacego i ciągnąc za ręce pół żywego zaniósł go kilka matrów od pola walki. Zauważył biegnącego krasnala w ich stronę. Sado westchnął i wyciagnął dłoń w geście "małej błyskawicy". Z trudem udało mu się wycrować błyskawiće, elcz kiedy to zrobił ta trafiła krasnala prostu w głowę. Sado rozejrzał się. Nie widział nic co mogłoby pomóc Tristramowi. Nagle zauważył roślinę leczniczą. Zerwał ją w pośpiechu i wcisną w usta leżącego.
- ÂŻryj, bo nie przeżyjesz. Dużo ci nie pomoże, ale może złagodzi ból.
Po czym pobiegł na pole walki, gdzie większośc krasnali leżała już na ziemi.
Isentor:
To już koniec rzekł ranny żołnierz do króla, IsentoR spojrzał przed siebie jego oczom ukazała się zbliżająca armia wroga... To już koniec powtórz jeszcze raz ranny mężczyzna...
Nie poddamy się bez walki, nie powstrzymał mnie mój wuj, nie powstrzymały mnie jaszczuroludzie więc czemu miałbym ponieść klęskę w bitwie z krasnalami. Uformować szyk bojowy, otworzyć bramy pokażemy im jak walczą marańczycy. Grupa składająca się z garstki ocalałych wojowników ruszyła ku wrogowi, dowódca krasnoludów wydał rozkaz do ataku. Dwa oddziały zaczęły na siebie nacierać, król wyciągnął swoje ostrze przygotował się do pchnięcia zbliżającego się odzianego z lekki pancerz krasnala. Wtem nad całą doliną rozległ się przeraźliwy ryk. IsentoR zatrzymał się, jego ludzie również... przeciwnicy widząc zatrzymanych marańczyków przystali na chwilę, wszyscy zaczęli się rozglądać w pewnym momencie zza zielonych pagórków wyłonili się jeźdźcy na dziwnych stworzeniach, po nich wyłonili się lekko zbrojni wojownicy dzierżący w dłoniach przepięknie wykonane katany. To Mirza ze swoją armią przybył, przybył nam na ratunek rzekł uradowany IsentoR...wiedziałem, że przybędziesz przyjacielu powiedział do siebie pod nosem.
[img]http://img408.imageshack.us/img408/9817/maurenxg1.png\" border=\"0\" alt=\"IPB Image\" /]
Potężna armia maurenów starła się z oddziałami krasnoludów, teraz gdy szanse zostały wyrównane bitwa rozpoczęła się na nowo...
Crisis:
Wszyscy, którzy wrócili z polowania na wampiry zobaczyli atak nieznanej im siły na krasnoludów. Większość zrozumiała, że muszą to być przyjaciele Ombros. Wtem Dragosani odezwał się:
- To nasza szansa! Zaatakujemy te krasnoludy! - krzyknął wampir, po czym zaczął biec w stronę armii wroga. Momentalnie za nim ruszyli Metztli, Madzia, Crisis i Arthas, po nich reszta. Po chwili starli się z armią krasnoludów, łącząc się z nieznajomymi przyjaciółmi...
rdr.:
rdr. obserwując dokładnie całe miasto z garnizonu straży, zobaczył obywateli Ombros osaczonych w Górnym Mieście, a także nieznajomych jemu sprzymierzeńców. Postanowił nie skrywać się dłużej i wydał rozkaz ataku wszystkim wojownikom miecza. Sam dowódca królewskiej armii, po wydaniu wszystkich instrukcji, dołączył się do ataku na krasnoludy.
- No, nareszcie jakieś szanse!
Boba Fett:
Grupa czarnoskórych mężczyzn w znacznym orszaku zbliżyła się do bram Górnego Miasta, za to reszta przybyszów rzuciła się w wir walki.
Dwójka strażników czym predzej odryglowała kraty i je podniosła. Przywódca powoli zbliżał się do miejsca, gdzie stał król, a wszyscy mieszkańcy naokoło spoglądali z zaciekawieniem, strachem i nadzieją na wojowników. Gdy wreszcie Mauren wraz ze swoimi dowódcami podszedł do króla, ten skinął głową. Przybysz ukłonił się po czym rzucił się na ramiona swojemu przyjacielowi. Po krótkich przywitaniach, IsentoR spojrzał na pozostałych wojoników, którzy spoglądali z pogardą za jego plecy.
- O co chodzi? - zapytał władca przywódcy Maurenów.
- Nie lubią go - przybysz wskazał głową postać Fetta, który trzymał się na uboczu za królem i spoglądał z uwagą na ruchy czarnoskórych mężczyzn. - Słyszeliśmy, że oni znowu postawili tą swoją niby gildię.
- A co to ma do rzeczy? - IsentoR wydawał się być zdziwiony tym stwierdzeniem.
- Tacy jak oni, plus on sam, przyczynili się do łapania moich rodaków. Skazywali ich na niewolnictwo za opłatą ze strony bogatych ludzi i bandytów.
- Znacie się? - król spojrzał na Samotnego ÂŁowcę.
- Miałem przyjemność się z nim spotkać - odparł spokojnie i bez emocji łowca nagród.
- Dobra, zostawcie swoje prywatne kłotnie na później. Na razie musimy się zająć obroną. powiedział IsentoR, rad, że jego przyjaciel przybył z odsieczą.
Po tych słowach Mauren odparł...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej