Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Świt IV Ery (Wątek fabularny)

<< < (21/22) > >>

Zaidaan:
Patrząc na czary jakie potrafił nowo koronowany król, czuł że jednak głupio zrobił że nie uciekł jak reszta przy pierwszej okazji. Jednak po chwili i tak dostał polecenie by wynosić się stąd w podskokach. Dotarło to do niego bardzo szybko i nawet nie zamierzał się sprzeciwiać. Posłusznie obrócił się na pięcie i czym prędzej wyszedł na zewnątrz. Po wyjściu usiadł i oparł się pod jakąś ścianą w pobliżu i zaczął przetwarzać to co przed chwilą ujrzał oraz co miała na myśli dusza tego jaszczura-zamachowca.

Melkior Tacticus:
- Jak gówno, takie rzeczy męczą. To nie jest miotanie meteorytami, czy nawet wskrzeszanie zmarłych. No dobra, Ghuruk właśnie wypowiedziało nam wojnę, tylko jeszcze zapewne nie wiedzą że ich plan nie wypalił. Bardzo chciałem tego uniknąć. Westchnął, wyczarował kawałek lodu i przyłożył sobie do czoła. - I unikniemy, nabazgrałem orędzie, w tej chwili herold oznajmia że Valfden nie da się sprowokować. Co nie znaczy że nic nie zrobie. 40 lat temu problem piractwa rozwiązaliśmy ofertą nie do odrzucenia, pacyfikując kilka kryjówek dla przykładu. Czas ponownie uśmiechnąć się do piratów, korsarzy, kaprów... jeśli ktoś ma ginąć w wojence o kawałek skały, to niech to będą oni. Marduke, napisz list kaperski, 30% łupów dla kapitana. Kazmir to zawiezie do drukarni a potem rozda chętnym. Adamus, doje... daj takie cła i podatki na Ghuruckie towary żeby się posrali. Mam też gorsze wieści, nie chcę siać paniki ale... Zrobił pauzę popijając wody z zdecydowanie za dużą ilością cukru.

Patty:
- Słuchamy Melkiorze, przysięgam nie panikować - powiedziała z lekkim uśmieszkiem anielica. Nie wyglądała na szczególnie zatroskaną stanem zdrowia monarchy, ale też i sam Melkior nie wydawał się zbyt przejęty, toteż nie zaprzątała sobie tym głowy, popijając spokojnie wino i czekając na grobowe wieści.

Melkior Tacticus:
- 76 lat temu Isentor poprowadził ekspedycję na planete draconów, kawałek skały na który udali się po oddaniu wampirom Numenoru, dziś znanego jako Valfden. Draconi ledwo dawali sobie z rasą najeźdzców z jeszcze innego świata. Z naszą pomocą ich odparli. Rasa ta przybyła do wymiaru Draconów jakieś 500 lat temu zakłócając równowagę planety. Najeźdźcy zniszczyli większość z dracońskich miast, zamienili większość terenów w jałowe pustkowia a ocalałych zmienili w bezinteresownie posłuszne im istoty, nazwalibyśmy je demonami. Elish Ehru, przywódca Draconów stawiających opór najeźdźcy, twierdzi, że przybysze - bo tak ich nazywają Draconi, wędrują od wymiaru do wymiaru niszcząc napotkane krainy poprzez doszczętne wyssanie z nich energii. Wiadome jest, że podbijały krainy zamieszkałe przez takie rasy jak Xilo i Flayer. Wszyscy żyli potem długo i szczęśliwie. W zasadzie o tym zapomniano. Draconi tym bardziej, bo dali się podejść jak dzieci i nie lubią jak im się wytyka błędy. Dwa lata później, asteroida niszczy pół kontynentu i nasze pierwotne ziemie, nazywane Marant. Musimy zmienić nazwe... Przypadek? Niby tak. Zwłaszcza że Isentor popełnił błąd i próbował ją wysadzić 50 tonowym magicznym kryształem. A wystarczyło ją "odepchnąć". To są podstawy astronomii kurwa mać. No ale czym był ten kosmiczny kamyk? Uznano słusznie że to fragment trzeciego księżyca Marantu, zniszczonego w trakcie I Wielkiej Wojny. Tylko co, raptem po 50 tysiącach lat orbity się przecięły i bum? Na każdej innej planecie jaką odwiedziłem z Isentorem jako adept w Triumwiracie, a potem sam, powiedziałbym że tak. Ale to Marant, planeta o jądrze z czystej magii, zachłannych bogach, i "demonach" które chcą władzy. Zaintrygowało mnie to, no więc policzyłem, zobaczyłem. Popytałem draconów, a nawet byłem wśród gwiazd. No i wyszło mi z obliczeń że nie ma opcji by to nas trafiło akurat wtedy. Tego feralnego dnia powinniśmy podziwiać kometę sunącą po niebie, ktoś zmienił trajektorię. A czytając relacje z pierwszych wypraw na Ignis Terra, przed pojawieniem się tam sił demonów... no kropka w kropkę jak opisy wypaczonego świata draconów. Wszechświat jest wielki, 76 lat temu wkurwiliśmy coś czego boją się nawet demony z Otchłani. Czeka nas wojna. Na skalę niepojętą dla wielu. Kiedy? To jest najgorsze, nie wiem. Jutro, dziesięć, sto, sto tysięcy lat? A może w ogóle? Wolałem jednak ostrzec i przygotować świat, nie przypuszczałem tylko że po śmierci Wielkiej kapłanki Ghuruk Erteler Rodtalash jej następca zdobędzie te informacje. Musiał ją zabić zatem. A my? My musimy szkolić żołnierzy, magów, kapitanów. A przede wszystkim odzyskać Ignis Terra, w dupie mam kto je zajmie. Istotne jest cofnięcie zmian środowiskowych. Przybysze źle znoszą "nasze" powietrze. Tak więc... na razie udajemy że mamy tylko problem z Ghuruk.

Patty:
- Nie da się na tej wyspie żyć w spokoju, zawsze jakieś kosmiczne czy piekielne zło czyha za rogiem - mruknęła anielica i jednym haustem opróżniła kielich - Znaczy sprawa na razie jest prosta, o przybyszach nikomu nie mówimy i bijemy jaszczuroludzi z Ghuruk? - na głos podsumowała.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej