Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Obróbka kołków osikowych - kurs dla zaawansowanych
Egbert:
-Szeregowy Egbert, Bękarty Rashera.- Powiedział wyciągając na przywitanie swoją wielką łapę. Nie zdziwiłby się, gdyby jego rozmówca również był członkiem kompanii. Ostatnio dołączyło sporo nowych, a niektórzy starsi stażem potrafili długo nie pokazywać się w Bastardo.
Melkior Tacticus:
- Egbert! Witaj. Pozdrowił go całkiem nieprofesjonalnie. Lubił go, jak każdego dobrego żołnierza. - Adaś, otrzymujesz dawno zasłużony awans polowy na kaprala, Kazmir przywracam ci stopień, a ty Egbert od dziś jesteś starszym szeregowym. Gratulacje. A teraz idźcie zabić kilku terrorystów.
Egbert:
-Tak jest!- Chociaż jego awans nie wiązał się z podwyżką czy nowymi przywilejami, to na pewno był miłym gestem. Zwłaszcza dla najemnika, który nie walczył dla żołdu. Rudobrody lubił wprawdzie dostawać złoto, jak każdy z resztą, ale to nie dla niego tak ochoczo narażał swoje życie. Od brzęku monet wolał bowiem szczęk stali, krzyki wojowników, świst bełtów i wszystkie inne dźwięki towarzyszące bitwie. Poza tym, był żołnierzem odkąd pamiętał. Innego życia sobie nie wyobrażał. Dlatego teraz ściągnął z pleców kuszę i zawczasu zaczął ją ładować. Nie miał przy sobie srebrnej broni, ale osłabionego serią z AeMa wampira pokona i innym metalem, zaś po ucięciu łba krwiopijca będzie tak samo martwy jak zwykły oprych.
Kazmir MacBrewmann:
Gdy trzydziestu innych krssnoludów dołączyło, Kazmir zgasił fajkę, zarepetował AeMa, spojrzał na towarzystwo i rzekł;
- Dobra panienki, wymarsz! Cel to rozpoznanie bojem Tuneli aż do "centrum". Ruchy, nie mamy całej nocy.
Adaś:
-Adamus.-Krótko się przedstawiłem Egbertowi i nagle wyszedł Melkior z błyskawicznymi awansami.
-Kaprala?-Zdziwiłem się i się głupio uśmiechnąłem. Bo jakoś ni stąd ni z owąd uświadomiłem sobie, że od początku jak przynależę do Bękartów to jestem w stopniu szeregowca. A w sumie należę od początku ich istnienia, a do tego moje doświadczenie powinno mi zagwarantować już dawno wysokie stopnie. Co prawda wiedziałem, że wiele wynika z mojej nieobecności i wielokrotnego działania na własną rękę. Ale jakoś się tym nie przejmowałem. Miło było być w końcu docenionym.
-Niech i tak będzie.-Pociągnąłem łyk z flaszki i wystawiłem rękę z nią sugerując że poczęstuje.-Idziemy razem czy się jakoś rozdzielamy?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej