Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rozproszeni
Egbert:
-Ciężko zapomnieć o jeźdźcach smoków.- Stwierdził rudobrody, po czym puścił wodze fantazji wyobrażając sobie siebie lecącego na takim stworze. Takie wierzchowce zapewniłby Bękartom ogromną przewagę taktyczną nad większością oddziałów Valfden. Możliwości walki w przestworzach nie miały ani wojska królewskie, ani Bractwo Świtu. Jasne, paladyni mieli swoje anioły. Trudno jednak nazwać kilka uskrzydlonych istot siłami powietrznymi z prawdziwego zdarzenia. Było ich po prostu zbyt mało.
-Ale z papierami nie pomogę, nie znam się na tym kompletnie. Poza tym, ciężko chyba o bardziej skomplikowane prawo niż nasze. Tak przynajmniej słyszałem.
Wyznał. Faktycznie, już kilkakrotnie spotkał się ze stwierdzeniem, że Valfden to prawdziwy kolos jeśli chodzi o biurokrację.
Melkior Tacticus:
- O tak. W trakcie mej ostatniej ekspedycji miałem szansę się przekonać jak nasze prawo jest postrzegane u innych. No nie najlepiej, a że był ze mną Najwyższy Sędzia to... szkoda gadać. Byli chyba blisko stajni.
Rakbar Nasard:
Doszliście do stajni. Przed wejściem stał człowiek zajmujący się rozdzielaniem koni a metr obok, na krzesełku, siedział człowiek prowadzący księgę z dochodami i wydzierżawionymi końmi.
Melkior Tacticus:
Melkior zbliżył się do osoby rozdzielającej konie. - Mółgbyś dobry człowieku osiodłać i przyprowadzić mojego wierzchowca? Allach, moje nazwisko Tacticus. Imiona koni w Bękartach wymyślał ktoś z zamiłowaniem do dziwnych maureńskich nazw...
Egbert:
-Egbert.- Rzucił swoje imię najemnik. -Mój koń to ten chudy łaciaty, zostawiłem go tu kilka godzin temu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej