Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skryć się przed słońcem

<< < (47/59) > >>

Dragosani:
Łowcy zebrali trofea, zaś elf udał się na przeszukanie opuszczonych budynków. Wewnątrz z nich znalazł ten sam pokaz chaosu i zniszczenia co na zewnątrz. Porozbijane okna, zniszczone sprzęty. W czymś co musiało być magazynem, pośród stert resztek, znalazł zaś beczkę. Zapach roztaczający się od niej sugerował iż wewnątrz znajduje się łatwopalna oliwa. Zapewne miała być użyta jako paliwo do lamp, albo w celu odparcia oblężenia. Jak widać Srebrna Ręka nie mogła jej użyć. Teraz jednak mogła przydać się drużynie. Elf wytoczył beczkę na zewnątrz i tak już zajął się nią Dragosani. Drużyna wspólnie ułożyła ciała członków Srebrnej Ręki z jako takim szacunkiem, jak się dało, biorąc pod uwagę ich stan. Truchła wampirów odrzucili na bok, coby sobie gniły te resztki. Zresztą pod zabiegach łowców i tak niewiele z nich zostało. Ciała najemników zostały polane oliwą. Dragosani wyciągnął runę, gotów do ich podpalenia.
- Ktoś chce coś powiedzieć? - zapytał drużyny.

Kenshin:
Pozbierali co się dało z martwych wampirów. W spokoju mogli oddać wojownikom należyte honory, przy użyciu oliwy oraz ognia. Kenshin nie był nie wiadomo jakim mówcą, ale nauki w konkordacie trochę go czegoś nauczyły jak powinno się przemawiać, także postanowił nieco spróbować.
- Pożegnajmy dziś ogniem wielkich wojowników, którzy stawili czoła groźnej północy i ich bestią. Niech ich śmierć nie pójdzie w zapomnienie, a rozpali żar w sercach innych, żeby zakończyć rządy wampirów w Revar na dobre.
Ork skończył, nie wiedział jeszcze, co mógłby powiedzieć zaś z drugiej strony, mówić za dużo też było źle. Teraz niech król czyni honory i spali ciała.

Imago:
Imago z kolei milczał. Nie miał niczego do powiedzenia. Nie cenił bohaterów. Z resztą wątpił aby ci tutaj nimi byli. Choć z drugiej strony każdy mógł być bohaterem. Nawet ktoś robiący coś tak prostego jak otulenie przestraszonego chłopaka płaszczem i powiedzenie kilku ciepłych słów, by pokazać mu, że świat się nie skończył.
Wampir odgonił myśli związane z przeszłością. Skupił się na chwili obecnej. Cały czas milczał. Niecierpliwił się. Chciał iść dalej. Po skóry. Po inne wampiry. Chciał wybić tych sukinsynów i bestie.

Vulmer:
Vulmer milczał, nie było nic do dodania. Znał tylko tutejszego dowódcę. Przyjrzał się ciałom ostatni raz, chcąc dostrzec czy sierżant poległ. No i... ile było ciał?

Dragosani:
Vulmer nie dostrzegł twarzy Arnulfa pośród poległych. Może przeżył, może nie było go pośród martwych. A może jego ciało było zbyt zmasakrowane, aby dało się go rozpoznać. Były takie ciała. Ciała z pozdzieranymi twarzami, albo w ogóle których głowy się nie znalazły. Pośród nieśmiertelników brakowało kilku, między innymi Arnulfa. Dragosani zebrał je, gdy układali ciała. Gdy Kenshin skończył przemowę, Dragosani wystąpił przed ciała. Nie zamierzał nic mówić. To byłyby puste słowa.
- Heshar - powiedział, trzymając rune i wyciągając w stronę ciał drugą rękę. Podmuch ognia wystrzelił z niej i objął ciała. Oliwa zajęła się ogniem i szybko rozprzestrzeniła płomienie po zwłokach. Ogień zaczął je pochłaniać. Ten prowizoryczny pochówek powinien przynieść otuchę duszom poległych. Może nawet pozwolić im zaznać spokoju. Dragosani schował runę i odwrócił się do towarzyszy. Na tle płomieni odcinał się ciemny kontur jego postaci.
- Czas na nas. Na północy mają być groty, gdzie możemy znaleźć naszą zwierzynę. Quinn, będziesz prowadził. Jesteś najlepszym tropicielem. - Podszedł do Vulmera i wcisnął mu w dłoń pęk nieśmiertelników.
- Proszę abyś przekazał to bratu - powiedział. - Powinien to otrzymać.



Nazwa: Pęk nieśmiertelników Srebrnej Ręki
Opis: Nieśmiertelniki zebrane z ciał poległych członków oddziału Srebrnej Ręki z Bękartów Rashera. Jest ich siedemdziesiąt osiem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej