Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skryć się przed słońcem
Quinn:
Nazwa wyprawy: Skryć się przed słońcem
Prowadzący wyprawę: Dragosani/Narrator
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: pozwolenie prowadzącego
Uczestnicy wyprawy: Dragosani, Imago, Quinn, Kenshin, Vulmer
Słońce już zaszło gdy Quinn stawił się za bramą północą, wychodzącą na, jakby nie patrzeć, północ. Trakt był pusty, w zasięgu wzroku nie było widać żywej duszy, toteż Quinn opatulił się płaszczem, a między wargi wsunął źdźbło trawy zerwanej chwilę przedtem. Przysiadł na kamieniu, wypatrując uczestników wyprawy.
Kenshin:
Kenshin będąc gotowy wyszedł ze swego domostwa nosząc małą skrzynkę ze sobą. Całe odzienie przyjemnie go ogrzewało dając duże poczucie komfortu, przed zimnem mimo, że to były dopiero początki Veris to śnieg jeszcze w mieście się utrzymywał. Północna brama była niedaleko od podgrodzia i wkrótce będzie na miejscu i tak właśnie było. Łowca minął bramę, zauważył tam jedną osobę opatuloną płaszczem. Dobrze, że młodzi byli gotowi na podróż, bo mróz potrafi dać się we znaki podczas, strzelania z łuku. Czarnoskóry ork podszedł do elfa.
- Widzę, żeś gotów. Dobrze być przygotowanym na wszystko, więc zrobiłem małe zapasy dla nas. Mogą choć nie muszą się przydać, ale lepiej mieć niż się prosić o cud zwłaszcza tam.
Wskazał palcem w stronę północy.
Vulmer:
Mówili potem że nadszedł od południa, przez bramę Północną. Objuczonego konia trzymał za uzdę, na plecach miał wardynę i długi łuk. Zauważywszy Quinna podszedł do niego.
- Darz bór. Nie wiecie może kto wrzucił do mojej chatki w gildii sto pięćdziesiąt grzywien?
Quinn:
- Witajcie - elf pozdrowił gestem zarówno Vulmera jak i Kenshina - Prawda, w górach nigdy nic nie wiadomo, zwłaszcza w tamtym rejonie, kto wie co może nas spotkać - słysząc pytanie Vulmera uśmiechnął się lekko pod nosem - To byłem ja. Uznałem że przyda ci się.
Imago:
Potem, gdy słońce już się schowało i zapadł zmrok, nastał wieczór, przybył ktoś jeszcze. Poruszał się wpierw dachami domów, biegnąc i skacząc pomiędzy nimi jak cień, duch miasta. Potem jednak w obłoku dymu przekształcił się w zwierze nocy - nietoperza. Trzepocząc małymi skrzydełkami, nietoperz - Imago leciał nad podgrodziem, w krótkim czasie docierając do tych członków drużyny, którzy już tam dotarli. Byli prawie wszyscy, prócz Dragosaniego. Imago zleciał niżej, po czym przemienił się na powrót w humanoidalną formę. Wylądował gładko, na ugiętych nogach, parę metrów od myśliwych. Nie był to tak zły lot.
- Dobry wieczór - przywitał się chłodno. Jego twarz już nie okrywał kaptur. Nie była jednak piękna. W nocy wampirze cechy widać było znacznie lepiej. Nie wyglądał już na chorego, niezdrowo bladego człowieka. Miał skórę koloru kredy, oczy czerwone jak rubiny, nieprzyjemnie wyglądające kły. Wszystko to, razem z niemiłym, oschłym, metalicznym głosem wampira dawało efekt "nie chcę go spotkać samemu w ciemnej uliczce". Płaszcz wampira falował na wietrze, niby skrzydła.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej