Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skryć się przed słońcem
Kenshin:
Kenshin nie spodziewał się kontrataku od rannego strzygonia, który rzucił się na niego jak, tylko otrzepał się po upadku. Ork miał już plan wykaraskania się z tego, ale wtedy sprzymierzony wampir dopomógł, dobijając kreaturę. Łowca wstał niemal od razu, kiedy strzygoń od kopnięcia odsunął się kawałek, pochwycił swoją wardynę i nie miał czasu na dłuższe, czekanie i ruszył w bój. Czarny ork rozświetlony przez dwa księżyce, pędził w kierunku wampirów i jednej ekkimmie się to nie spodobało. Użyła ona swoich umiejętności akrobatycznych, żeby znaleźć się blisko orka. Kenshin nie spodziewał się takiego obrotu spraw, ale miał w zanadrzu pewną sztuczkę mianowicie taką, że użył telekinezy swoją lewą ręką, starając się wytrącić ją z równowagi, by zaniechała atak. Udało się, ale połowicznie, bo rzeczywiście bestia została, wytrącona z równowagi, ale szybko wzbiła się do góry dzięki nadnaturalnym zdolnością i próbowała ciąć swymi pazurami. Ork zamachnął się wardyną w lewo, odcinając łapy razem z pazurami. Ostrze z czarnej rudy poradziło sobie z tym bez problemów zaś drugim, zamachem trafił on w bok wampira niemal, przecinając go w pół. Łowca jeszcze na tym nie poprzestawał, gdyż noc była wielkim sprzymierzeńcem krwiopijców, więc na koniec ciął z góry na dół, przepoławiając czaszkę bestii na pół. Wpływający mózg nie mógł dalej funkcjonować tak samo jak jego właściciel.
1x wup
2x ekimma
2x strzygoń
Dragosani:
Walka trwała nadal. Członkowie drużyny jako tako sobie radzili. Nie był to jednak koniec, część dzikich wampirów wciąż atakowała i kwestią czasu było aż ktoś z drużyny w końcu polegnie. Trzeba było zakończyć to szybko. Dragosani czuł w sobie moc krwi, którą wypił z wupa. Nadnaturalna moc rozpłynęła się po jego ciele, wzmacniając go, dając mu skupienie i siłę. Ruszył do ataku. Wup nie stanowił dla niego obecnie równego przeciwnika. Drago skoczył ku niemu i zadał cios, nim dziki wampir mógł w ogóle zareagować na atak. Cięcie szabli spadło na szyję wupa, pozbawiając go głowy. Dragosani natychmiast wykorzystał chwiejące się ciało wupa i wskoczył na jego ramię, odbijając się od niego wysoko w powietrze. Tam złapał przelatującego strzygonia za skrzydło i tym samym ściągnął go na ziemię. Obaj spadli, Drago zwinnie, strzygoń niezbyt. Antares od razu poderwał się i spadł na strzygonia niczym plaga. Pozbawił go skrzydła, coby wampir mu nie uciekł. Strzygoń próbował się bronić, lecz Dragosani po prostu pozbawił go ręki i zadał ostatni cios, pozbawiający go głowy. Niemalże w tym samym momencie uchylił się przed szponami ekkimy, która go zaatakowała. W zdegenerowanym móżdżku dzikiego wampira zapewne wydawało się to dobrym pomysłem, atakować go, gdy jego uwaga skupiona jest na czymś innym. Lecz Dragosani był prawdziwym wampirem, nie nędzna namiastką. Noc sama w sobie była wydłużeniem jego zmysłów. Prześlizgnął się w niskim piruecie pod ciosem ekkimy, podhaczając jej nogi i przewracając ją. Ostrze szabli błyskawiczine spadło na jej szyję, jak topór kata. Pozostały dwa wampiry. Ekkima i strzygoń. Oba uznały Dragosaniego za groźnego przeciwnika i oba postanowiły zaatakować go równocześnie. Strzygoń spadł z góry, ekkima zaatakowała od dołu. Antares musiał uniknąć szponów ekkimy i strzygonia, lecz nie oznaczało to, że nie może odpowiedzieć ostrzem. Uskoczył przed atakiem ekkimy. Strzygoń spadł na niego z powietrza a Drago odpowiedział atakiem. Uchylił się w bok i pozbawił strzygonia łapy. Krew chlusnęła na ziemię, wampir wrzeszcząc w szoku i bólu spadł na ziemię. Na uderzenie serca wykluczony z walki. Tyle Dragosani potrzebował. Ekkima znów zaatakowała. Drago odtrącił jej szpony demoniczna ręką i szybkim cięciem pozbawił ja głowy. Nim jej ciało padło na ziemię, Antares przypadł do wstającego strzygonia. Przycisnął go noga do ziemi, złapał za łeb i wsunął ostrze pod gardło. Jednym cięciem odciął głowę. Odrzucił ją na bok. Rozejrzał się wokół.
- To chyba wszystkie - powiedział.
Imago:
Imago również się rozejrzał po pobojowisku. Trupy oraz ich większe i mniejsze fragmenty walały się po okolicznej ziemi, stając się dodatkiem do ciał bękartów i ich nabitych na pale głów. Splunął na jedno z zabitych przez siebie trucheł i wyjął z niego orion, po czym go oczyścił. Schowawszy go uczynił to samo z nożem. Otarł jeszcze dokładnie klingę katany i schował ją do pochwy.
- Przynajmniej na razie - odpowiedział. Wskazał na głowy na palach. - Nie jestem ekspertem od wampirów niższych, ale te zwierzęta raczej nie byłyby na tyle inteligentne, by to zrobić. Chyba że rzeczywiście jest tu coś "większego". Powinniśmy się rozejrzeć dokładnie po forcie, może ktoś przetrwał, a może coś jeszcze tu na nas czyha.
Vulmer:
- Gdyby ktoś przeżył to dawno byłby w Progach, a fort odzyskałyby Bękarty, i pewnie teraz "wyzwalaliby" gminę. Czyszcząc każdą nore.
Dragosani:
- Pokładasz zbyt wielką wiarę w Bękartach - odparł Dragosani. Nie wspomniał o tym, że Bękarty tak naprawdę nie miały prawa przeprowadzać takiej hipotetycznej akcji zbrojnej. Z nieodgadnionym wyrazem twarzy patrzył na stertę trupów Srebrnej Ręki. Spojrzał w niebo. - Mamy trochę czasu, przeszukajcie więc obóz. Nie możemy zapewnić poległym należytego pochówku, ale możemy oddać ich płomieniom. Jak to robiły dawne ludy. Może znajdziemy tu jakąś oliwę czy coś.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej