Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skryć się przed słońcem

<< < (41/59) > >>

Dragosani:
Głos elfa przebił chłodne powietrze. I zwrócił uwagę tego, co była za stertą ciał. Rozległo się warknięcie i coś potwornego weszło na stertę. Był to wampir niższy, lecz inny niż te spotykane powszechnie. Był większy niż ekkima, prawie dwukrotnie. Jego ciało było wychodzone i wynaturzone. Stwór zawył przeciągle. I skoczył do ataku.
- Uważajcie, zaraz znik... - zaczął Drago, dobywając szabli. Nie zdążył jednak skończyć i stwór zniknął. Stał się niewidzialny. Niewątpliwie zbliżał się do drużyny. Ciężko stąpał po suchej ziemi. - ...nie - dokończył Antares.



Fenorum

Imago:
Wycieczka zakończyła się niemiłym oku widokiem. Za zdewastowaną bramą zastali obraz pożogi i śmierci.  Imago rozejrzał się uważnie, czerpiąc wszelkie informacje jakie się dało. Ziemia usiana była ciałami, nie rzadko pozbawionymi głowy. Te zaś sterczały na palach.
- Ktoś coś mówił o elitarności tej srebrnej ręki? - powiedział z wyraźną pogardą, a może i nawet rozbawieniem w głosie.
Wtedy zaś pojawił się on. Albo ona. To. Paskudny wampir niższy. Gdy stwór ruszył do ataku, a potem zniknął. Imago natychmiast dobył katany. Przyjął bojową postawę, chwytając miecz oburącz, wysoko, ponad głową, by móc ciąć z całą mocą. Wytężył zmysły. Nasłuchiwał, zerkał też na ziemię, gdzie szukał śladów stóp.

Kenshin:
Łowca otrzymał swoją odpowiedź od nieśmiertelnego. Miał w zanadrzu jeszcze kilka pytań, ale za blisko zbliżyli się do obozu, który był dosłownie wymarły. Widocznie wampiry rzeczywiście zebrały się w grupy i ktoś zaczął nimi rządzić albo, poddały się czyjeś woli. W każdym razie poradziły sobie z bramą, jakby była tylko z patyków i wybiły wszystkie tutejsze oddziały w dość makabrycznym stylu. Kenshin przeszedł przez bramę.
- Tak oto skończyło się przebywanie Bękartów Rahsera w Revar.
Powiedział niczym mędrzec, kiedy to jeden z wampirów zwrócił na nich uwagę, po reakcji Vulmera. Ork bez słowa podał miksturę kociego wzroku elfowi, ale sam nie zamierzał czekać i wpatrywać się w ziemię. Zamiast tego zebrał całą swoją moc magiczną jaką, posiadał, wyprostował dłonie i wypowiedział inkantację ściany lodu. - Anoshu izilishash! Z dłoni orka wydobyła się magia, która uformowała osłonę w postaci ściany miała ona pięć metrów szerokości i dwa długości. Lodowa ściana osłonić miała prawą stronę towarzyszy jak i rzucającego czar. Uczyniwszy to dobył wardyny, bo łuk tutaj może się nie sprawdzić.

Dragosani:
Kenshin miał dobre przeczucie. Coś ciężkiego uderzyło w jego lodową ścianę. Kawałki lody odkruszyły się od niej. Nie była ona jednak wystarczającą przeszkodą. Fenorum ryknął i wdrapał się na ścianę, krusząc ją pazurami. Był już widzialny i wyraźnie wściekły. Ryknął znów i skoczył ku drużynie. Nie w kogoś konkretnego, zapewne chciał wpaść między nich i powalić ich samym uderzeniem. Dragosani widząc to odskoczył w bok, mając nadzieję, że jego kompani zrobią to samo. Pamiętał jak walczył kiedyś z takim potworem i nie była to łatwa potyczka. Z oddali, z lasu dobiegł ich głośny skrzek.

Kenshin:
Fenorum zatrzymał się na lodowej dzięki temu drużyna miała trochę czasu na, wykonanie ruchu. Kenshin również odskoczył, bo wiedział, że w tym momencie nic nie wskóra. Bestia była za potężna dla niego i tylko wspólny atak wszystkich powinien coś wskórać, ale za plecami gdzieś niedaleko słychać było coś, co mogło mrozić krew w żyłach.
- Będziemy mieć towarzystwo.
Powiedział niezbyt radośnie, ale głupkowato się uśmiechnął. Wampiry musiały zostawić swoich zwiadowców, gdyby ktoś nowy pojawił się w okolicy albo po prostu, wyczuły ruch i głosy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej