Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skryć się przed słońcem
Quinn:
Chwilę po reszcie drużyny do środka wszedł Quinn. Zabiezpieczył łuk i przewiązał sajdak, przerzucając go przez ramię, nei było potrzeby paradowania z gotowym do strzału łukiem w ręku. Przez drugie ramię przewieszona była lutnia, do której elf zdążył już domontować skórzany pas, pozwalający wygodnie przenosić instrument z miejsca na miejsce zamiast nosić go w ręku. Tak objuczony wkroczył do środka i od razu wyczuł stężałą, napiętą atmosferę, zupełnie niepodobną do tego typu przybytków, bystre oczy Quinna szybko wychwyciły w czym problem, bowiem każde spojrzenie rzucane spode głowy przez bywalców było kierowcane do dwóch wampirów siedzących w środku. Obaj rzucali się w oczy, Imago ze swoimi czerwonymi oczami i bladą skórą był łatwy do wychwycenia, a i Drago nei kamuflował się za dobrze odziany w typowe dla wampirów ciemne skóry tarlessta. Elf podszedł do kontuaru i usiadł na wolnym miejscu, opierając sajdak krzesło i zwrócił się do karczmarza.
- Gospodarzu, polej no proszę miodu jeśli jest, spragnionym wielce - zagaił przyjaźnie.
Dragosani:
Karczmarz całkowicie zignorował gest Imaga i zamiast tego zajął się obsługą Quinna.
- A grzywny są? - burknął, może nieci zbyt nieprzyjemnie wobec przyjaznego tonu elfa, lecz od razu nalał kufel pełen miodu. - No to będzie pięć grzywien.
- Byłem - odpowiedział Drago. - Wtedy jeszcze funkcjonowali normalnie... na tyle, na ile można w tutejszej sytuacji. - Sam nie wzywał karczmarza, bo też i nie miał ochoty nic pić.
Quinn:
- Ależ oczywiście, proszę dobry człowieku i dziękuję - odpowiedział elf, kładąc na ladzie pięć srebrnych monet, po czym sięgnął po naczynie i pociągnął łyk, odetchnął i rozsiadł się wygodniej. Zawsze uważał że dłuższa podróż powinna być odpowiednio nagrodzona, a że Quinn był prostym elfem, czerpał radość z prostych przyjemności. Kątem ucha starał się złapac nieco z rozmowy Draga z Imago, ale nie przysłuchiwał się natrętnie, raczej wypoczywał i co jakiś czas czujnie rozglądał po izbie, nastroje nie były zbyt wesołe a wolał nie spędzać czasu prując się po mordach z tubylcami.
552 - 5 = 547 grzywien
Kenshin:
Podczas wejścia wampirów sytuacja nieco się zmieniła. Miejscowi mięli problem z wampirami a tu weszły dwa do ich karczmy napięcie było, wyczuwalne w powietrzu, jednakże ork wątpił, żeby doszło do starcia. Quinn bawił się w najlepsze jak to młodzieniec do nocy zaś było jeszcze trochę czasu, także mógł sobie zamówić jedzenie podczas dalszej wyprawy, bo tam już nie będzie okazji na normalny posiłek. Łowca wstał i podszedł do karczmarza.
- Dzień dobry. Chciałbym zamówić dziczyznę oraz litr wódki. Ile to będzie?
Zaczekał na podanie kwoty i powoli czarnoskóry ork, zaczął szukać swojego mieszka z grzywnami.
Dragosani:
- W życiu nie widziałem czarnego orka - skomentował bezczelnie karczmarz. Spojrzał pod ladę. Wyciągnął stamtąd litrowa butelkę. - Za wódę będzie dziesięć grzywien. A do żarcia to stara ma gulasz ze ścierwojada na ogniu. Jak nie pasuje, to nic na to nie poradzę, trza jeść co jest. Będzie za to pięć grzywien. Nalać?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej