Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skryć się przed słońcem
Quinn:
Wyspany elf podróżował komfortowo na wozie, rad że nie musi odparzać sobie tyłka w siodle. Czas umilał poprawianiu wiązań lotek w strzałach, konserwacji cięciwy i podziwianiu przyrody Revar, do którego raz czy dwa się zapuścił, ale zazwyczaj trzymał się raczej centralnych puszcz Valfden z okazjonalnymi wycieczkami w góry ponad siedzibą Gildii. Gdy dotarli do Progów wychylił głowę z wozu, a słysząc jak Kenshin go przedstawia pomachał radośnie ręką.
Dragosani:
- Czyli z południa... - mruknął Lorn. - Miałem cicha nadzieję, że z zachodu. Już od kilku dni nie mieliśmy kontaktu z obozem Srebrnej Ręki. Niby nic, nie pierwszy raz tak się zdarza, ale mam złe przeczucia. - Wokół nagle wybuchło zamieszanie. Pobliscy strażnicy sięgali op broń, napinali łuki. Wywołane było to tym, że Dragosani wyszedł z wozu. Lorn zmarszczył jednak brwi.
- Ja cię znam - powiedział. Strażnicy opuścili broń. - Byłeś tu jakiś czas temu. Wyrżnąłeś całą zgraję wampirów. - Zdawał się nie poznawać króla w królu. Pewnie dzięki masce i ogólnej izolacji Północy.
- Witaj, Lornie - rzekł Drago. - Teraz też zamierzam wybić nieco dzikich, jeżeli na nich trafię.
- Nie będziesz miał raczej z tym problemów. Wampiry ostatnio zdają się być dziwnie zorganizowane.
Vulmer:
- Jak to "dziwnie zorganizowane"? Spytał bo Lorn chyba chciał powiedzieć że "wyjątkowo" zorganizowane. Posterunek Srebrnej Ręki liczył sobie ilu? Osiemdziesiięciu ludzi? Może w końcu dowództwo Bękartów zmądrzało i nakazało odwrót, zostawiając fort tutejszym oficjalnym władzom z Ereno na przykład. Czy tutejszemu panu ziemskiemu. Vulmera trochę to martwiło, bywał w okolicy. Dostarczał świeże mięso. Jednocześnie wiedział że to twarde chłopaki, którym przydała by się pomoc mimo iż twierdzą inaczej. Ale miał nadzieję że nie pojadą sprawdzić.
Quinn:
- O ile mocno nie zboczymy z kursu to można by sprawdzić ich obóz - pomyślał głośno Quinn. Nie żeby dbał specjalnie o kompanię najemników, ale jeśli potrzebowali pomocy to warto było jej udzielić, a jeśli nie to przynajmniej mieszkańcy Progów będą bogatsi o wiedzę co z łowcami wampirów się zadziało.
Dragosani:
- Mieliśmy ostatnio kilka ataków - odpowiedział łucznik. - Odparliśmy je, ale wcześniej takie ataki zdarzały się rzadko. Wampiry działały bardziej jak bandyci, albo zwierzęta. Lecz te ataki zdawało się być zaplanowane, co jest niepodobne do zwykłego zachowania tutejszych wampirów - wyjaśnił.
- Ich obóz znajduje się w górach, więc i tam możemy znaleźć naszą zwierzynę - Drago odpowiedział Quinnowi.
- A co jest waszą zwierzyną? - zainteresował się Lorn.
- Tarlessty. Potrzebuje ich skór - od razu odparł wampir. Lorn zamyślił się.
- Kojarzę, że tam w okolicy powinny być jakieś jaskinie. Na północ od samego obozu, ale dokładnie gdzie to już nie pamiętam.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej