Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skryć się przed słońcem
Dragosani:
Wóz toczył się dalej. Wampiry skryły się wewnątrz, od słońca chronieni kilkoma warstwami zszytego, grubego płótna, z którego zrobiona była plandeka. Nie były to warunki komfortowe, szczególnie dla Imago, lecz nie można było na to nic poradzić. Podróż okazała się dość żmudna i nudna. Mijali innych podróżnych, którzy różnie reagowali na widok sirina, lecz nie doszło do walk. W końcu, po kilku dniach, wjechali na wyczuwalnie zimniejsze tereny. Flora zmieniła się, otoczenie wyraźnie przybrało przybrało bardziej górski charakter. Same góry, wcześniej widziane jako odległy masyw na północy, teraz pięły się wysoko, nawet w najzimniejszym sercu wzbudzając niemy zachwyt. Idefix, wyczuwając miejsce swojego narodzenia, biegał wokół, obwąchując wszystko co się dało. Pewnego dnia jadąc traktem dostrzegli w oddali miejsce mury.
- Progi - powiedział Drago, który akurat wyjrzał zza płachty wozu. Ujechali pod zamkniętą bramę i musieli zatrzymać się. Strzegący jej łucznicy wyjrzeli zza blank muru.
- Stać! - zawołał ktoś z bramy. - Kim jesteście i czego tu szukacie?
Kenshin:
Jechali dalej ku północy nie trzeba było długo czasu, gdy góry nabrały prawdziwych kształtów i były na, wyciągniecie ręki. Zabawne było to jak wampiry schowały się przed słońcem, ale cóż poradzić teraz i tak za bardzo, by się nie przydali. Kenshin mógł się spodziewać, że w końcu zajadą pod jedną z osad. Progi jak stwierdził wampir, przywitały ich jak mógł się spodziewać na terenie pełnego wampirów. Teraz musiał pomówić ze strażnikami.
- Łowcami i szukamy schronienia, by móc wyruszyć za jakiś czas dalej.
Rzekł zgodnie z prawdą.
Dragosani:
Łucznik nieco się uspokoił, widząc, że ork nie jest dzikim wampirem. A i widok sirina też nieco pomógł, bo kto to wiedział, aby źli krwiopijcy mieli wielkiego psowatego?
- To żeście wybrali sobie zła porę na polowanie - odparł, opuszczając lekko łuk. Kiwnął do kogoś głową i brama otworzyła się. Wóz mógł wjechać do środka. Strażnik, z którym rozmawiali zszedł im na powitanie.
- Lorn jestem - przedstawił się. - Skąd przybywacie?
Kenshin:
Kenshin smagnął lejcami jeszcze raz. Wóz ruszył do przodu, przejeżdżając przez bramę wioski, która teraz wyglądała jak fort. Ork pamiętał mieścinę dość dobrze. Strzelec zszedł, żeby się przywitać i już łowca nie mógł się doczekać jego miny, gdy powie, że przybyli ze stolicy.
- Ja jestem Kenshin, elf na koniu to Vulmer na wozie zaś siedzi Quinn.Jesteśmy z Efehidon. Kawał drogi stąd.
Dwóch wampirów nie przedstawiał póki co.
Imago:
Imago słabo znosił podróż pod płachtami materiału. Ale jakoś musiał. Z resztą, wkrótce się to zmieni. Przynajmniej trochę. Gdy zajechali pod Progi, milczał. Nie widział powodu do odzywania się. Niech czarny ork się popisze. Będzie potem musiał spytać o genezę jego koloru.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej