Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Skryć się przed słońcem
Quinn:
- Nie ma za co - odparł Quinn i schował grzywny, zręcznie unikając pyska Idefixa. Poczochrał go przyjaźnie po głowie i rozsiadł się wygodniej - Nie wiedziałem żeś Tacticus. Spotkałem kiedyś nestora rodu, Aragorna i był zauważalnie, hmm... czarny. I smoczy.
512 + 150 = 662 grzywny
Vulmer:
- Moja matka to elfka, Renfri. Władała K'efir przez długi czas aż do momentu jakiegoś pogromu. Ale z tym byciem Tacticusom to jest tak że jestem bękartem. Ojciec zginął kilka tygodni przed planowanym ślubem, nie znałem go. W zasadzie to długo się ukrywałem. Ktoś ma zatarg z naszą rodziną, jestem tak daleko od tego że więcej nawet nie chcę chyba wiedzieć. Moje rodzeństwo co prawda twierdzi że powinienem nosić nazwisko, ale ja po prostu nie chcę... no wiesz, ludzie zwykle inaczej patrzą na osoby posiadające tak kontrowersyjne nazwisko. A po drugie, to za dużo latania po sądach by było. Czas tam spędzony wolę poświęć na polowanie na przykład.
Kenshin:
Wóz ruszył, ale koń ciągnący go nie mógł mieć za wesoło. Paka była dość ciężka od samych podróżujących i to jeszcze bez dodatkowego balastu, który będą stanowić jeszcze trofea, ale najważniejsze, że jechali do przodu ku przygodzie.
- Spokojnie damy radę. Zawsze może coś się upoluje po drodze wszak od tego jesteśmy prawda?
Kenshin zwrócił się do elfich towarzyszy z gildii, ale również przysłuchiwał się rozmowie, która miała miejsce na wozie, bo jakżeby inaczej no i słuch miał jeszcze dobry.
- Znałem twojego ojca no i brata Melkiora, Vulmerze nawet raz miałem okazję zobaczyć twoją matkę. Na Bogów dawno to było.
Czas uciekał między palcami dość szybko nawet bardzo szybko.
Dragosani:
Wóz toczył się dalej. Odjechał od miasta, jego światła zaczynały zostawać w tyle. Do śmiertelnych uszu przestał docierać gwar metropolii i podróżnych zgromadzonych przed bramą. Zniknął także specyficzny zapach wielkiego miasta. Nocne powietrze wypełniło się odgłosami lasu i zapachem wczesnego Astas.
- Idefix, wyjdź - Powiedział nagle Drago. - Teraz nikogo nie wystraszysz. - Sirin poderwał się i posłusznie opuścił wóz, przepychają się obok pasażerów. Wóz od razu stracił sporo obciążenia co ucieszyło konia. Idefix zaś powęszył w powietrzu i pobiegł w las.
Kenshin:
Miasto powoli zanikało z widoku oczu wkrótce będą, przejeżdżać przez puszczę. Dzikie odstępy północy nie należały do najprzyjemniejszych o każdej porze roku. Dlatego trzeba będzie być czujnym cały czas, lecz do tego jeszcze chwila. Bardziej interesowało go co takiego wyczuł sirin, kiedy zeskoczył z wozu? Ork zaczął się rozglądać wokół czy czegoś czasem nie ma, jednakże kiedy wóz nieco przyspieszył to stracił kierunek, w którym pobiegł Idefix.
- Robił już tak kiedyś?
Zapytał się Draga.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej