Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem

<< < (18/41) > >>

Gascaden:
Gdy anioły poderwały się w górę, Gascaden nerwowo oczekiwał na umówiony sygnał. Pierwszy raz brał na swoje barki odpowiedzialność całego oddziału paladynów, swych braci. Widać, że nawet wierzchowcowi wdał się cień stresu, bo zaczął rżeć i nieapokojnie udeptywać glebę pod kopytami. Jaszczuroczłek przeczuwał, że niedługo nadejdzie moment ataku. Nagle z oddali rozległ się przytłumiony huk armaty. Czarny dracon bez słowa wzbił się w powietrze i odleciał w stronę strażnicy. Gascaden szybko wyciągnął topór i solidnym krzykiem i ruchem topora nakazał natarcie. Paladyn szturchnął konia ostrogami, a ten popędził galopem w kierunku strażnicy, zaraz za Gascadenem ruszył i wóz bojowy obładowany paladynami i elfim strzelcem.

Evening Antarii:
Eve zbliżyła skrzydła do siebie, przyciskając je do pleców ale niezbyt ciasno. Tak, by mogła kontrolować ciało podczas spadania w dół. W zbroi była niczym pocisk. Oczywiście kilka metrów przed lądowaniem rozłożyła skrzydła i ostro wyhamowała. Gdy stopy dotknęły muru, zbroja wydała charakterystyczne, metaliczne dźwięki ciężkiego rynsztunku. Wtedy Evening dobyła miecza, chcąc zabić kusznika, który celował do niej ciągle, gdy pikowała na obóz. Na szczęście anielica uniknęła poważnego zranienia, manewrując w locie. Teraz mogła zemścić się na zbirze, który znajdował się tuż obok niej. Gdy on naciągał kuszę z kolejnym bełtem, by wystrzelić go z tej niewielkiej odległości prosto w nią, ona zdążyła dobyć miecza. W związku z tym, że ta broń towarzyszyła jej od początku treningów w Bractwie, potrafiła się nią skutecznie posługiwać. Bandyta robił co mógł, ale Antarii zamachnęła się, a Cierń uderzył w kuszę przeciwnika, łatwo wytrącając mu ją z rąk. Evening zrobiła krok w przód, pewniej chwyciła broń i wycelowała ją w brzuch mężczyzny. Jeszcze jeden szybki ruch jej ręki sprawił, że srebro zanurzyło się w brzuchu nieszczęśnika i zatrzymało się na kręgosłupie. Eve wyciagnęła ostrze z ciała zbira, kuszę kopnęła nogą tak, by wyleciała poza mury. Później wykonała zgrabny obrót i zepchnęła także wroga. Spadł nie wydając ani jednego dźwięku.
Antarii rozjerzała się za Mardukiem.
W tej chwili jednak dostrzegła kolejnego kusznika mierzącego do niej. Był za daleko, ale dla anielicy to nie był problem. Eve użyła przemieszczenia. Po niecałej sekundzie potrzebnej na uzyskanie potrzebnej boskiej mocy, ciało kobiety zniknęło z  miejsca, gdzie stała, a pojawiło się tuż przed bandytą. Był on zdezorientowany i ten moment Evening wykorzystała. Siekła wroga mieczem po boku, aż wypadły mu flaki. Później przewróciła go popychając lekko, bo i tak nie stał pewnie na nogach. Cios w głowę, który mu zadała, miał ją tylko upewnić, że przeciwnik nie żyje.
Po tym drugim zabójstwie Evening podbiegła kawałek by znaleźć się nad bramą przy kołowrocie.

//Przy kołowrocie:
4x zbir z kuszą

Marduk Draven:
Ofensywa Antarii pozbawiła żyć już kilku zbirów. Dwóch, co by być dokładnym. Widząc to. dwóch zwróciło się w jej stronę, chcąc ustrzelić ją z kuszy. Przeszkodziło im jednak to, że dwaj inni zaatakowali w zwarciu. Jeden atakował sztyletami nisko - pod żebra, drugi znad głowy - mieczem. Ci z kuszami nie ryzykowali postrzału w sojusznika.


Tymczasem, Marduk wylądował zgrabnie na ziemi. W drugą dłoń, bo w lewej miał buzdygan, dobył tarczy. Bandyci zaczęli otaczać Mgo, mając nadzieję, ze zwiększy to ich szansę na nie tylko przeżycie, ale również na pokonanie anioła. Powinnością Dravena było uświadomić tych głupców w ich błędzie i skorygować to. Mieczem i obuchem. Krwią i bólem. Śmiercią.
- Jesteś otoczony, ptaszyno! - warknął jeden z nich. Jego głos załamał się. Jego kompani nie byli pewni słów bandyty.
- Jedynym co mnie otacza jest strach i trupy - odpowiedział Marduk, po czym jak srebrzysta mithrilowa błyskawica ruszył do boju. Jego peleryna zafurkotała i zawiała jak drugie skrzydła.

Pierwsze uderzenie przypuścił na zaskoczonego zbira, waląc buzdyganem wysoko znad głowy. Bandyta co prawda złożył się do bloku, lecz obuch anioła bez problemu przebił się przez miecz, łamiąc go w metalowe drzazgi, by finalnie rozbić czaszkę właściciela jak arbuza.
W następnej kolejności anioł został zaatakowany przez dwóch przeciwników od prawej i jednego z lewej. Natarł na pierwszą parę, przyjmując ich ostrza kolejno na miecz i buzdygan. Naparł barkiem na jednego z nich, drugiego zdzielił stalowym czołem po głowie. W porę zablokował atak trzeciego i uderzył mocarnie buzdyganem, w jego potylicę, zabijając już drugiego zbira na miejscu. Wycofał się, odbijając czarną i długą klingą kilka kolejnych ciosów. Znalazł tym samy lukę w ofensywie wroga, który zalał go serią ciosów, lecz nie wykorzystał jej teraz. Nie miał okazji. Został oflankowany z obydwu stron. Mimo to, nie miał zamiaru używać Zartaciej mocy. Zbiry nie były tego godne. Zablokował oba ataki z flanek swoim orężem, a gdy przeciwnik z frontu miał pchnąć go swa klingą, poczestował go solidnym kopniakiem w kolano, aż coś chrupnęło. Wycofał się spomiędzy dwóch wrogów, jednocześnie tnąc samym czubkiem miecza, gdy jeden z nich natarł. Sztych rozpłatał gardziel zbira jak masło, posylając go na ziemię w krwawych spazmach.

Z ośmiu pozostało pięciu, z czego jeden miał coś nie tak z kolanem i kuśtykał. Zbiry były rozbite, zdezorientowane. Marduk to wykorzystał, natarł na tego z uszkodzonym kolanem i zalał go serią szybkich i zdecydowanych ciosów, zmuszając go do intensywnej pracy nóg. W końcu też ta ranna go zawiodła, przez co odsłonił się na cios od strony żeber. Cios też spadł. Czarny buzdygan je pogruchotał, a gdy zbir zgiął się z bólu, smolista klinga zdekapitowała go.
Anioł w porę się odwrócił, by odbić płazem miecza nadchodący cios, dzięki czemu rozbroił kolejnego zbira. Szybko skrócił dystans i z półobrotu rozpłatał jego szyję ostrzem miecza.
W tej też samej chwili na jego opancerzone ramię spadł cios miecza. Nie zrobił mu krzywdy, lecz anioł poczuł cios bardzo wyraźnie. Uderzył od dołu, miażdżąc szczękę zbira. Zęby poleciały wszędzie, zaś buzdygan spadł zaraz potem ze skosu, krusząc czaszkę. Szeregi zbirów szybko się wykruszały.
Pozostała trójka zaatakowała naraz, Marduk zgrabnie, mimo zbroi wycofał się, odbijając jeden z ciosów mieczem.  Jeden z nich wyrwał się przed szerek. Zarobił butem w brzuch. Wtedy też zaatakowała pozostała dwójka, atakując znad głowy i flanki. Anioł przyjął pierwszy cios na miecz, jednocześnie odbijąc klingę jednego wroga w ostrze drugiego. Wykorzystał moment konsternacji i zaatakował. Jedno cięcie miecza - jedna głowa się potoczyła. Jeden cios buzdyganu - jedna czaszka pękła.
Marduk puścił buzdygan. Ostatni zbir widząc jak skończyli jego towarzysze rzucił się w szarży na anioła. Ten zaś złapał go telekinetycznym chwytem i przyciągnął ku sobie. Prosto na sztych miecza.


Tymczasem wóz i Gascaden zbliżali się. Wyraźnie widać było już mury strażnicy i słychać odgłosy armat.


Kule na razie nie trafiały Torsteina. Do tego kanonierzy martwili się o swoje plecy. Jeszcze brakowałoby tego, by z nieba spadła na nich trzecia anielica.

//Na murach przy armatach łącznie:
9x bandyta
//Przy kołowrocie:
4x zbir z kuszą

Patty:
Jako ostatnia anielica zapikowała w dół, spadając z impetem wprost na pierwszego z bandytów. Nie kłopotała się z dobyciem broni, runęła na niego w całej swojej skrzydlatej glorii, kopniakiem posyłając w tył i powalając na plecy, po czym wpadła na niego, lądujac na piersi nieszczęsnego bandyty niczym na miękkim lądowisku. Mężczyzna zacharczał głosno, dosłownie wbity w mur, z jego ust popłynęła strużka krwi, pochodząca zapewne z przebitego płuca. Anielica nie dobijała rannego, była pewna że i tak umrze. Z rozmachem dobyła miecza, atakując wciąż zaskoczonych zbójów na blankach, momentalnie ścięłą z nóg kolejnego wroga, tnąc gładko przez brzuch, złapała miecz drugą ręką, za sztych i poprawiła w gardło jelcem. Bandyci zdążyli się już pozbierać i runęli na kobietę w zaskakująco zgranym ataku. Patty, nie porzucając półmiecza, zbiła gładko pierwszy cios, metal drugiego ostrza ze zgrzytem przesunął się po jej mieczu, celnym kopniakiem odepchnęła innego bandytę i skoczyła na wprost atakującego ją mężczyznę, krótkim, celnym sztychem przebijając mu brzuch. Sprawnie wyszarpnęła miecz i rąbnęła go głowicą przez skroń, powalając na ziemię. Trzech miała z głowy, bandyci z trudem nadążali na morderczym atakiem anielicy, która nie zamierzała przecież oddać pola, płynnie przechodząc do kolejnego ataku. Przechodząc do oburęcznego chwytu cięła mocno znad prawego ramienia, mocno, zbijając paradę stojącego naprzeciw niej bandyty i ponowiła cięcie, płynnie tnac tym razem znad lewego ramienia, mimo zbroi jej ruchy były morderczo szybkie, bandzior nie zdołał złożyć kolejnej parady, wyostrzony niczym brzytwa miecz anielicy gładko rozciął kark mężczyzny, krew z przeciętej tętnicy chlusnęła zaskakująco daleko nawet dla Patty, przyzwyczajonej do widoku. Kopniakiem pchnęła krwawiącego niczym prosię w rzeźni bandytę i skoczyła za nim, wykorzystujac sytuację zgromadziła boską moc Zartata, jednocześnie przechodząc w stronę osobliwego pirutego. Nagle jednak zaczęła się kręcić wokół własnej osi, po czym runęła do przodu niczym pancerne i zbrojne w miecz tornado. Tornado które szybko zabarwiło się czerwienią krwi płynącą z wielu ran, magiczny atak anielicy rozniósł resztę bandytów na strzępy, zalewajac krwią i wnętrznościami mury strażnicy. Atak wytracił pęd po paru metrach, gdy anielica przeszła już przez pozostałych bandytów i obejrzała się na tę pożogę, starając nie oddychać zbyt głęboko. Stanowiska przy armatach były puste.


//Na murach przy armatach łącznie:
0x bandyta
//Przy kołowrocie:
4x zbir z kuszą

Torstein Lothbrok:
Gdy ogień armat ucichł, dracon skierował się w stronę strażnicy, tym razem już bez przeszkód przecinając niebo niczym czarna stalowa błyskawica. Szybko przeleciał nad murami i skierował się nad bramę, widząc jak jedna z anielic, chyba Evening nie reaguje na to, że jest celem dla kuszników. No i że jest też swoją drogą atakowana. Torstein wylądował gładko, tuż między atakującymi bandytami i anielicą. Złapał ich za ręcę w których dzierżyli broń. Pierwszemu oplątał ogon wokół kostki i wywrócił. drugiego złapał za szyję i wykorzystał jako osłonę. Kusznicy bowiem wystrzelili swe bełty, lecz czarny smok wykorzystał nowonabytą tarczę. Dwie strzały zatopiły się w brzuchu zbira, po czym jego szyję przebił pazury czarnego dracona. Ten przewrócony w międzyczasie wstał i zaatakował od dołu. Torstein w porę oplątał jednak ogon wokół jego nadgarstka i dobył sztylet, który szybkim ruchem zatopił w gardle człowieka. Ostrze z łatwością przebiło gardziel, brudząc wszystko dookoła krwią z tętnicy.
Następnie, wykorzystując to, że dalej trzyma w dłoni sztylet, cisnął go w jednego z atakujących, trafiając prosto między oczy z siłą tak dużą, że sztylet zatopił się po samą rękojeść. Dracon dobył swojego potężnego topora i natarł na ostatniego napastnika. Ciął mocarnie znad głowy, przełamując dosłownie blok przeciwnika przez złamanie jego marnej klingi. Ostrze Jormunganda wbiło się głęboko w pierś przeciwnika, który wył szaleńczo z bólu, jaki mu to zadało. Torstein wcisnął ostrze głębiej, kończąc życie zbira, po czym wyszarpał je. Zabrał sztylet z drugiego trupa i schował go.
Podbiegł do kołowrota, nie patrząc nawet na anielicę, którą właśnie uratował. Otworzył bramę.

Tymczasem z namiotów wybiegali kolejni przeciwnicy

//Nadciąga z namiotów:
12x bandyta
8x zbir(nie dobyli kusz)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej