Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem

<< < (17/41) > >>

Patty:
Anielica ściągnęła płaszcz, odsłaniając szarą, stalową zbroję i jedną myślą uwolniła skrzydła, do tej pory skryte przed oczami śmiertelników. Potężne, czarne skrzydła pojawiły się nagle za plecami kobiety, lotki zaszumiały cicho a Patty wyskoczyła w powietrze, wzbijając się w górę. Wkrótce odleciała, zbliżając się do Marduka. Jej pancerny, Ademar, dołączył zaś do grupy paladynów.

Evening Antarii:
Plan Marduka brzmiał sensownie. Mimo wszystko w walce wiele rzeczy może pójść źle. Wystarczy zbłąkana strzała czy bełt. Dobrze, że Antarii miała już porządną zbroję, chroniącą jej całe ciało.
Evening wkrótce także wzleciała w niebo. Dołączyła do tego niewielkiego szyku bojowego złożonego z trzech skrzydlatych sług Zartata. Wzmocnieni siłą ich boga mogli zdziałać naprawdę dużo.
Cała trójka była tak wysoko, że chmury delikatnie ich zakrywały. Ale przeciwnicy mogą wypatrywać znaków także na niebie. Wszak Bractwo zwykle porusza się w oddziałach, jedna anielica może zwiastować nadejście pancernej piechoty, którą dowodzi. Wrogowie nie są głupi i teraz są zapewne jeszcze bardziej zwarci i gotowi do walki.
Cóż, na razie wystarczyło wnieść się wysoko... A potem spaść na wrogów z niszczycielską siłą.

Marduk Draven:
No i tak też trzy anioły - czarno, szaro i białoskrzydła leciały na linii humor, ledwo widoczni, w stronę strażnicy, którą widać było z oddali. W ciągu kilkunastu minut udało im się dolecieć nad strażnicę. Odezwały się pierwsze strzały, takie mające na celu zbadanie wysokości. Ucichły niemal od razu gdy załoga strażnicy spostrzegła, że anioły są za wysoko. Wtedy też Marduk dobył buzdyganu.
- Patty, wleć na blanki! Eve ze mną na bramę! - polecił donośnie towarzyszkom i sam zaczął pikować w dół, szybko zbliżając się niczym meteor w stronę ziemi.

Narrator:
Przeciwnicy byli wszelkiej maści zbirami najemnymi i bandytami. Dziedziniec był dość duży, szeroki, niemal pusty, prócz paru ognisk, chat i namiotów. Na blanki prowadziły schody, którymi przejść można było nad bramę. Kratowaną, zamykaną kołowrotem. Przy blankach były też armaty, jedna lewej stronie bramy i dwie po prawej. Każda obsługiwana przez trzech ludzi.
Jeden ze zbirów zadzwonił w alarmowy dzwon.

//Na murach przy armatach łącznie:
9x bandyta
//Przy kołowrocie:
6x zbir z kuszą
//Na dziedzińcu przy mnie:
8x bandyta

Torstein Lothbrok:
Czarny dracon, gdy tylko usłyszał odległe odgłosy wystrzałów z armat, wzniósł się w powietrze kilka potężnymi machnięciami błoniastych skrzydeł. Szybko nabrał zarówno wysokości, jak i prędkości, zbliżając się w stronę strażnicy mniej więcej 15 metrów nad poziomem drzew. Kanonierzy szybko go dostrzegli. Padły kolejne wystrzały. To dobrze. Znaczy, że Torstein dobrze wykonywał swoją robotę. Przed pierwszą salwą uratował się szybkim poderwaniem w górę. Następnie zrobił jeden obrót i wykręcił ostro w prawo, unikając kolejnej salwy, po czym wzleciał w dół i znowu w górę, chcąc jak najbardziej utrudnić robotę kanonierom. Warto jednak nie skończyć jak Melkior. Po kolejnej salwie zaś odbił na lewo. Miał nadzieję, że szybko zdejmą te armaty.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej