Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Marduk Draven:
- Wciąż mamy element zaskoczenia - mruknął. Mogło się wydawać to dziwne. - Nie wiedzą o nas, jedynie o tobie, Eve. Nie spodziewają się trzech aniołów. Razem z czarnym draconem, oddziałem paladynów, no i myśliwym -dodał. - Polecimy wysoko, nie zobaczą nas. Spadniemy na nich z góry, tuż nad nimi. Tego pewnie się nie bedą spodziewali, a ich armaty tak wysoko nie strzelą. Ja zajmę ich czymś, Patty pozbędzie się załóg armat, Evening otworzy bramę. Torstein, gdy my to będziemy robić ty spróbujesz zwrócić ich uwagę. Obyś latał dobrze i nie skończył jak Tacticus na wojnie. Gdy armaty padną, również zaatakujesz z nieba. Reszta według planu. Gascaden z paladynami i Quinnem.
Marduk podszedł bliżej do Evening. Zebrał w sobie magiczną moc i skierował ją w jedną z dłoni.
- Grashiz! - zainkantował i naładowaną przez zaklęcie dłonią dotknął ramienia Evening, wpychając w niej nowe siły. - Grashiz! - powtórzył to samo z Patty. - Grashiz! - tchnął jeszcze moc zaklęcia w Quinna. Przyda mu się do strzelania.
- Wiem, że to ryzykowne, ale ja, Patty i Eve możemy zaryzykować. Taka jest nasza powinność. Gotowi?
//Patty, Evening i Quinn dostają po +3 finiszery na następny post z walką.
Gascaden:
Wysłuchał raportu Evening jak i odpowiedzi Marduka. Sytuacja nie wyglądała na tak kolorową jak wcześniej była opisywana przy kolacji. Mimo wszystko wciąż mieli przewagę jakościową. Fakt - mieli armaty, ale trójka aniołów i czarny dracon powinni wystarczająco rozproszyć stanowiska strzelców, by atak był łatwiejszy. Gascaden kiwnięciem głowy dał znak, że rozumie i ruszył koniem w kierunku wozu pancernego, gdzie przygotował paladynów przed nadciągającą ciężką bitwą i objaśnił całą sytuację. Teraz należało poczekać aż powietrzna grupa wypełni swoje zadanie.
Patty:
- Wam też się przyda... - mruknęła do siebie anielica i skupiła energię magiczną w lewej dłoni, tkając proste zaklęcie wzmocnienia, jakże jednak przydatne. Sama czuła delikatne, magiczne mrowienie po zaklęciu Marduka - Grashiz! Grashiz! Grashiz! - wymawiała po kolei inktantacje, wzmacniając siły Torsteina, Gascadena i Marduka.
Marduk Draven:
- Torstein, polecisz parę minut po nas- powiedział - Gascaden, gdy usłyszysz pierwsze strzały z armat, ruszajcie - zawołał jaszczura-paladyna. Następnie zerknął na Patty oraz Evening. Założył hełm i opuścił maskę. Zapiął ją na zapięcie. - Ku chwale Zartata - dodał, po czym pozwolił skrzydłom wrócić na swoje miejsce. Zatrzepotał nimi raz, potem drugi, po czym wzniósł się w powietrze, lecąc wysoko, w kierunku chmur. Po chwili znalazł się też na ich granicy, ledwie widoczny. Czekał tak na Patty oraz Eve.
Quinn:
Elf pomachał przyjaźnie odlatującemu aniołowi i dwóm zbierającym się do lotu anielicom. W duchu życzył im szczęścia, będą przecież na pierwszej linii, przedzierając się przez najcieższą obronę. Sam zajął miejsce na wozie, gdzie miała się udać grupa rycerzy pod wodzą Gascadena. Łuk był napięty i gotowy do strzału, dłonie mrowiły go lekko od anielskiej magii, czuł znaczący przypływ sił. Oddał się oczekiwaniu, wiedząc że ruszają wraz z pierwszymi strzałami.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej