Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Marduk Draven:
No i też wkrótce anielicy udało się wrócić, choć jeszcze strzelano za nią, w desperackiej próbie trafienia jej. Po jakimś czasie dotarła do drużyny, której wspólnym wysiłkiem udało się pochować ciała. Mogiła nie była najwyższych lotów, ale lepsza zbiorowa niż gnicie na gołej ziemi. Marduk zamachał do Antarii.
Quinn:
Zgrzany elf zasypywał właśnie ostatnią mogiłę, pochylony lekko nad łopatą i przerzucał ostatnie już szufle ziemi. Tropikalna gleba nie była zmarźnięta, dobrze i sprawnie się pracowało. Quinn uniósł na chwilę głowę i dostrzegł lecącą anielicę, zjawisko zaiste niebiańskie jak ocenił. Było coś dziwnie pięknego w lecącej anielicy. Gdzie tam jemu, myśliwemu, do spraw anielskich i boskich, dlatego też schylił z powrotem głowę i ubił grób, by nikt już nie niepokoił zmarłego i odetchnął, popijając wody.
Evening Antarii:
Antariii wylądowała gładko przy towarzyszach i świeżej mogile i zdjęła hełm. -Zartat przyjmie ich do siebie w chwale- skomentowała. Później zwróciła się do kompanów.
-Nie wyglądało to za ciekawie. Leciałam jakiś czas za tymi śladami kół - kilka kilometrów po trakcie. Natknęłam się na kryjówkę. Wysoka na 10 metrów drewniana wieża, mur, za nim kilka domów. Leciałam w miarę wysoko, ale i tak mnie dostrzegli. Prawie oberwałam kulami z łańcuchami. Chyba strzelali nimi z jakichś armat, bo słyszałam wybuchy. Musiałam szybko przemieścić się wyżej, bo w moją stronę leciał bełt za bełtem. Na szczęście udało mi się uniknąć zranienia... Ale oni wiedzą, że jesteśmy blisko. Mogą się jeszcze solidniej przygotować, nim tam dotrzemy- zdała relację z tego krótkiego, ale groźnego wypadu.
Torstein Lothbrok:
Czarny dracon przywyknął do oglądania horrorów wojny, śmierci i zniszczenia. Ale zawsze jednak to śmierć zadawana była z jakiegoś powodu. A to kradzież, a to skrytobójstwo, zabójstwo w afekcie, bitwa. Nigdy też pochodzący z Aw Dradar Torstein nie spotkał się z przypadkiem mordowania dla samego mordowania. I choć Lothbrok miał nie jedno życie na sumieniu. Ale zawsze zabijał w walce, czy coś. Nigdy by po prostu zabić. Na coś takiego się nie godził, coś takiego trzeba było powstrzymać. Skończył zasypywać inną mogiłę.
- Wchodzenie w pułapkę nie jest mądre, ale kto powiedział, że robimy mądre rzeczy? - zaśmiał się.
Evening Antarii:
-Wejść tam to byłoby zwyczajne głupstwo. Trzeba się dobrze przygotować, podejść w ukryciu, choć będzie to ciężkie zadanie. Mają armaty... Wystarczy jeden bełt z kuszy i ktoś z nas może umrzeć nim rozpocznie się walka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej