Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem

<< < (14/41) > >>

Evening Antarii:
Widoki były okropne. To nie to samo co człowiek dźgnięty mieczem, z jedną raną, który tracił powoli krew. Ciała były zmasakrowane, twarze nie do rozpoznania, a białe zęby wyróżniały się wśród ciemnej zwęglonej masy. Spalenie... najgorsza śmierć. Eve nie sądziła, aby palili ich po śmierci. Zapewne na polanie wokół wsi krzyki ludzkie były przerażające w czasie trwania tego piekła. Anielicy zbierało się na wymioty od swądu i makabrycznych widoków.
Szła z jaszczurem, a gdy skończyli badać okolicę, to dotarli do ludzkich spalonych ciał leżących na sobie.
-Niestety nie mam Marduk- Antarii właściwie wracała z wakacji. Nie myślała o zaopatrzeniu się w mikstury, gdyż sądziła że z Afes trafi prosto do swojego dworu i tam dalej będzie sobie błogo odpoczywać... Oczywiście los przygotował dla niej inną wersję zdarzeń. -Myślisz, że oni tu teraz na nas czekają gdzieś w okolicy? Co dokładnie było na kartce?

Marduk Draven:
- Szlag. Przydałaby się - mruknął. Będą musieli poradzić sobie bez mikstury. - To był rozkaz. Mieli złapać najsilniejszych mieszkańców żywcem, niepoturbowanych. Mieli też zabrać dzieci, podobno mistrz ma mieć z nich jakiś użytek. Słabych wymordować i zostawić w takiej kupce jak ta tutaj. Wieś spalić. Pisali, że jeśli Bractwo to znajdzie to tym lepiej, więc pewnie zastawili pułapkę - wyjaśnił treść. - Myślę, że pułapkę zastawili w tamtej strażnicy. Dlatego zostawili ślady kół - wydedukował. - Evening, leć wzdłuż tych śladów, zobacz czy w za parę kilometrów napotkasz jakieś zabudowania. Nie daj się zobaczyć, ani tym bardziej trafić. I niech Zartat będzie z Tobą. Pozostali niech się przygotują. Czuję, że czeka nas nie lada bitwa...

Evening Antarii:
-Hmm... Pewnie już wiedzą, że tu jesteśmy- odparła. Rozkaz Marduka nie spodobał jej się za bardzo. -Jeśli polecę za wysoko, to nie będę widzieć śladów. A jak za nisko, to ustrzelą mnie od razu- westchnęła. -Ale dobrze, zobaczę co da się zrobić. Moja nowa zbroja powinna mnie uchronić przed ewentualnymi strzałami. Już raz byłam ranna... Do zobaczenia niedługo, mam nadzieję- Antarii założyła hełm na głowę. Rozpostarła skrzydła i spojrzała w niebo. Odbiła się od ziemi, zamachnęła skrzydłami wzniecając popiół do góry i wkrótce znalazła się kilkadziesiąt metrów nad ziemią. Nad czarną polaną usianą trupami i ruinami. Ponury widok.
Najpierw leciała dość nisko i wypatrzenie śladów kół nie było dla niej problemem. Potem jednak skierowała się w górę. Z dołu wyglądała jak duży ptak, ale ludzie tego maga zapewne jej widoku nie pomylą z żadnym ptaszyskiem. Oni wręcz czekają na to, by dostrzec ją na niebie. Evening próbowała rozglądać się też daleko do przodu - zobaczyć, czy ślady kół są na jakimś trakcie, albo czy między drzewami nie sterczy wieża strażnicza, czy nie unosi się dym z ogniska.

Marduk Draven:
No i anielica znalazła się nad ziemią, lecąc w wyznaczonym kierunku. Jej bystre oczy mogły nawet z wysokości dostrzec ślady kół, jakże wyraźne na trakcie. Ciągnęły się tak przez jakiś czas. Po parunastu minutach Evening dostrzegła coś, bo bez wątpienia było wieżą strażniczą. Wysoką na jakieś dziesięć metrów. Była to jedyna wieża w małej, okrągłej strukturze, na którą składał się mur i kilka budynków za nim.
Coś nagle huknęło. Metr nad głową anielicy przeleciało coś jak kula armatnia, ale taka łańcuchowa. Huknęło znowu i ponownie, kolejne pociski z łańcuchami, bez wątpienia przeznaczone by strącać z nieba anioły minęły ją. W jej stronę poleciało kilka bełtów, zbliżając się niebezpiecznie blisko. W dodatku armaty ponownie wystrzeliły. Kule zbliżały się po paraboli, z góry, bełty wprost na nią. Evening miała ledwie kilka sekund na reakcję.

Evening Antarii:
Lot był spokojny jedynie niedługi czas. Choć potem gęsta roślinność zasłaniała z góry trakt, to w prześwitach między liśćmi nadal wyraźnie odznaczały się śladu wozu, które odbiły się w wilgotnym gruncie. Evening leciała wzdłuż tego szlaku, aż dostrzegła wieżę. Nie zdążyła jeszcze dostrzec żadnej żywej istoty, aż nagle została zaatakowana. Szybki ruch lewym skrzydłem w odpowiednim momencie pozwolił jej ostro skręcić, nim została uderzona pociskiem. I to nie byle jakim, tylko kulą z łańcuchami. Pomimo zbroi takie coś mogło zrobić jej krzywdę. Na pewno nabawiłaby się sporych siniaków. Jeśli trafiliby w skrzydła... Byłoby jeszcze gorzej. Po tym nagłym skręcie w celu uniknięcia uderzenia, Antarii uniosła wzrok i skupiła go na punkcie wysoko w górze, przy chmurach. Dzięki mocy boga światła i życia, Eve w jednej chwili zniknęła z miejsca gdzie była jeszcze przed sekundą, by zmaterializować się tuż przy warstwie szarych chmur. Tu pociski nie były w stanie dotrzeć. Jedynie szybkie wydostanie się ze strefy ostrzału mogło zagwarantować jej bezpieczeństwo. Anielica odetchnęła głęboko wilgotnym tropikalnym powietrzem.
Z góry widziała zarys niedużych zabudowań. Mur, wieża i kilka domów. Dobra kryjówka, ale nie dla kogoś ze skrzydłami, kto mógł ujrzeć wszystko z góry. Evening stwierdziła, że nie ma sensu ryzykować i podlatywać ponownie niżej. Zapamiętała układ budynków i ruszyła z powrotem do swojej drużyny, by przekazać wiadomość o dobrze uzbrojonych wrogach w środku dżungli.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej