Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Gascaden:
Przechodząc do tropikalnego klimatu, humor Gascadena nieco się poprawił z racji nieco wyższej temperatury. Jednak po zobaczeniu zgliszczy wioski spochmurniał żałując, że nie miał jak obronić mieszkańców wsi. Wyciągnął swój czarny jak smoła topór i przytulił go do osłoniętego stalą uda. Po usłyszeniu rozkazu spojrzał porozumiewawczo na anielicę i lekkim smugnięciem ostrygami pobudził wierzchowca do ruchu. Skierował konia w nieco inny kierunek niż skierował się Marduk, dokładnie rozglądając się za żywymi.
Quinn:
Nieposiadający konia ani nie potrafiący nawet jeździć konno Quinn zeskoczył z wozu, sięgając do sajdaka. Wyciągnął łuk, który w czasie podróży zawsze nosił napięty i ułożył strzałę w gotowości, po czym spojrzał w kierunku pierwszej z brzega chaty, która nie została jeszcze sprawdzona.
- Chodźmy zatem, panie Torstein - powiedział do dracona i ruszył w obranym kierunku.
Torstein Lothbrok:
Torstein mruknął coś tylko i wylazł z wozu, rozglądając się. Zdjął z pleców Jormunganda - swoje wierne i potężne toporzysko i ruszył za drobniutkim w porównaniu do niego elfem, rozglądając się za jakimikolwiek oznakami życia. Szukał też śladów kogokolwiek, kto mógłby być odpowiedzialny za to.
Marduk Draven:
Marduk zebrał zaś w sobie magiczną energię, kierując ją w prawą dłoń, której nie trzymał na lejcach konia. W każdej chwili gotowa była posłać niszczycielski i potężny pocisk esencji. Chata do której podjechali miała tylko jedną ścianę, to też zaglądniecie do niej nie było trudne. Nic tam nie znaleźli. Dopiero za nią napotkali na coś. Była to kupa leżących jedno nad drugim, nadpalonych, zmasakrowanych i niemożliwych do identyfikacji ciał.
Trąciło od niej spalenizną. Tylko nią. Żadnej oznaki zgnilizny, to też mogło znaczyć, że nie leżały tu od dawna. W połączeniu z dogorywającymi płomieniami, podsuwało to na myśl to, że napad miał miejsce stosunkowo niedawno. Możliwe, że kilka godzin temu. Od ciał odchodziły ślady stóp, butów. Bardzo dużych, na oko orkowych. Było kilka takich "szlaków". Dodatkowo też ślady ewidentnego taszczenia kogoś po ziemi przez conajmniej parę metrów. Kilkanaście metrów dalej zaś ślady kół i kopyt.
Evening oraz Gascaden znaleźli wcale nie lepsze widoki. Znaleźli świeżo spalone dyby, w których zamknięte były ciało kobiety, zmasakrowane, bardzo możliwe że także zgwałcone. Od niego prowadziły ślady ludzkich stóp. Ich trasa wiodła do kupy ciał, przy której byli Patty i Marduk.
Przez dłuższą chwilę Quinn oraz Torstein nie mogli znaleźć nic. No prócz kolejnych ciał, lub raczej ich resztek. Dopiero po jakimś czasie napotkali coś bardziej interesującego. Pośród zgliszczy dostrzegli kawałek papieru, nadpalony jedynie delikatnie.
Quinn:
Elf przytknął połę płaszcza do twarzy, starając się nie wdychać upiornego smrodu spalonych ciał i nie patrząc na nie zbyt uważnie. Był tylko prostym myśliwym, nieprzywykłym do widoku okrutnej rzezi jaką tutaj najwyraźniej uczyniono. Czuł tylko smutek i gniew, skierowany do tych którzy to uczynili. Szedł tak aż nie napotkał czegoś co zupełnie mu nie pasowało.
- Hmm, ciekawe... - mruknął do siebie elf, przyklękując przy nadpalonym fragmencie. Dotknął go ostrożnie i dopiero potem podniósł, starając się cokolwiek wyczytać.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej