Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Marduk Draven:
Tymczasem dla Patty świat zaczął zabawnie wirować, jej umysł jeszcze bardziej się otworzył, a jej zmysł równowagi osłabł. Innymi słowy, picie przed zajechaniem do karczmy i w niej przyniosło swoje żniwa.
//Patty otrzymuje karę: upojenie alkoholem
Evening Antarii:
-Witaj Patty. Dobrze cię widzieć. Widać dobry nastrój ci dopisuje. I nie trudno zgadnąć co jest tego przyczyną- rzuciła okiem na pełne kieliszki. Mimo to nawet w duchu nie zganiła pani Morii.
-Pamiętam walkę z tym okropnym styksem. Nawet ja miałam tam problemy... To było ciężkie starcie, a walczyliśmy w kilku, nawet sam król. Mam nadzieję, że tym razem nie natkniemy się na takiego potwora- powiedziała. Styks to była silna bestia. Orksteiny też są mocnymi istotami. Wymagający przeciwnicy mogą spowolnić całą kompanię, odwracać uwagę i skutecznie przeszkadzać przy zdobywaniu fortecy.
W tym momencie piersiasta kelnerka przyniosła jej steka i miód pitny. Eve zajęła się jedzeniem. Od czasu do czasu zerkała jednak na Paty.
-Jeśli chcesz odpocząć, to odprowadzę cię do pokoju- zwróciła się do niej.
Patty:
- W sumie to dobry pomysł - przyznała rację przyjaciółce i wstała, chcąc podejść do Eve. Przeceniła jednak własne możliwości i zamiast po prostu oprzeć się o anielicę poleciała na nią całym ciałem, obejmując mocno - O, wybacz, ne chciałam - mruknęła do ucha Eve i w ramach przeprosin pocałowała lekko w policzek.
Marduk Draven:
Marduk przewrócił tylko oczami. Patty znowu ostro popiła i włączyła się jej nastoletnia dziewczyna. Ale gdy nie upijała się, była świetną wojowniczką, z dobrym zmysłem taktycznym, więc też świetnym kandydatem na komtura.
- Dobra, polecam wszystkim się udać na spoczynek, bo wyruszamy o świcie, tuż po śniadaniu - zarządził. Dopił wino i powstał od stołu.- Dobranoc.
Noc wszystkim minęła spokojnie i niemal wszyscy się wyspali, byli wypoczęci i gotowi do działania. Oprócz Patty. Ją bolała głowa i suszyło w ustach, słowem prostym - miała kaca. Po skromnym śniadaniu i uiszczeniu opłaty przez Marduka, drużyna wyruszyła w dalszą drogę. Trwała tak ona parę dni, więc "przypadłość" Patty zdążyła jej przejść.
Któregoś dnia podróży w końcu zajechali. Nadeszła zmiana klimatu. Lasy i puszcze ustąpiły dżungli. O dziwo nie padało. Po przejechaniu paru kilometrów, Marduk zjechał na boczną odnogę traktu. Było południe. Po paru godzinach dojechali zaś na dość sporą polanę. Ziemia na niej była spalona, tak jak nieliczne drzewa na niej. Lecz najbardziej w oczy rzucały się spalone ruiny domostw. Jakiejś wsi.
Gdzieniegdzie płonęły jeszcze małe płomienie, choć były one mniejszością. Większość domów została zniszczona i tylko kilka z nich stało, na tyle na ile ruiny mogą stać.
Marduk ścisnął pięść, aż kości strzeliły, a metal rękawicy zazgrzytał.
- Paladyni pilnować tyłów. Patty ze mną i swoim przybocznym, Gascaden z Eve, Torstein z Quinnem. Przeszukać całą wioskę, dom za domem. Szukać jakichkolwiek śladów albo ocalałych - ruszył przed siebie, delikatnie bodząc konia ostrogą.
Patty:
Patty z Ademarem skierowali swoje konie do pierwszej z chat, jadąc obok Marduka. Skrzydła anielicy wciąż były schowane, po chwili zastanowienia zaś Patty wyciągnęła pistolet i jeszcze siedząc w siodle zaczęła go ładować. Nie wiedziała czego się spodziewać, a w takich sytuacjach gotowa do strzału broń była niemal niezbędna. Ademar zaś dobył szabli, trzymając ją póki co przełożoną przez uda.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej