Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem

<< < (9/41) > >>

Marduk Draven:
- Mutantów raczej nie będzie dużo. Są trudne w "produkcji", a przy tym czasochłonne - odrzekł Marduk. - Ale za to pospolitych zbirów może być całkiem dużo. Na pewno więcej niż dwudziestu. Ale to chłystki wzięte z bylekąd. W kupie mogą być silni, ale my również.

Quinn:
- Mogę wspierać drużynę z dystansu, z łuku strzelam nawet nieźle, a i w zwarciu dam sobie radę jeśli trzeba - zgodził się Quinn. W resztę planów nie ingerował, nie czuł się kompetentny do organizacji natarcia paladynów, dlatego skubał swoją pieczoną kaczkę i przysłuchiwał dalej planowaniu.

Patty:
- Brzmi jak plan - powiedziała anielica - Mamy kompanię ciężkozbrojnych to trzeba to wykorzystać, wjechać tam z ogniem i mieczem i wbić ich w ziemię. Mi się podoba.

Evening Antarii:
Deszczowa atunus nie była najprzyjemniejszym okresem w roku. Rozmokłe trakty, ulice miast pełne kałuż i błota, przemakające odzienia i buty... Do tego szaro, mokro i zimno od rana do wieczora. Choć bywały oczywiście dni przyjemnie ciepłe i z promieniami słońca jakby żegnającymi się ze światem przed nastaniem hemis, to ten dzień do takich nie należał.
Anielica zmierzała do stolicy po wizycie na południu. Odwiedzała swoje ziemie i tamtejszą jednostkę Bractwa w Saint-Eatinne. Jest to najbardziej na południe wysunięta fortyfikacja organizacji, dodatkowo trudno dostępna, możliwa do odwiedzenia tylko po przemierzeniu setek kilometrów konno przez dżunglę. Lub lecąc nad dżunglą, ponad chmurami, przy okazji unikając mgły i tropikalnego deszczu. W ciepłym miasteczku Saint-Eatinne Evening spędziła krótkie wakacje. Teraz, już konno, zmierzała do stolicy. Mimo, iż do Efehidonu nie zostało wiele kilometrów, to Eve chciała zatrzymać się tutejszej karczmie i coś zjeść. Pozwoliła swoim służkom odwiedzić rodzinne strony, więc w domu nie miała nic zdatnego do spożycia.
Eve swoją klaczkę Tiarę uwiązała przy wejściu. Rzuciła kilka monet stajennemu, by przez chwilę miał oko na konia, po czym weszła do środka. Ciepłego i niezbyt tłocznego. Z głowy zsunęła kaptur i podeszła do lady. Zdawało jej się, że słyszy znajome głosy. Odwróciła więc głowę i omiotła salę wzrokiem. Marduk, Patty i kilku nieznajomych. Oho, czyżby szykowała się jakaś podróż wesołej gromadki?
-Poproszę stek i miód. Przynieście mi karczmarzu do stolika, jak będzie gotowe, jeśli łaska- i położyła na ladzie 5 grzywien, po czym skierowała się w stronę rozmawiającej grupy.
-Niech będzie pochwalony Zartat!- rzuciła z uśmiechem na powitanie taką religijną formułkę. -Cóż to za zebranie? Czyżby coś się szykowało w Efehidonie?- próbowała zgadywać. Ucieszyła się, że zobaczyła po tak długim czasie chociaż dwie znajome twarze.


14951-5=14946 grzywien

Marduk Draven:
Kompania zdawała się zgadzać w sprawie ataku. Cześć dopytywała, część po prostu zgadzała się. Marduk miał dodać coś jeszcze, jeden dodatkowy powód wyprawy, gdy w karczmie zjawiła się znajoma mu osoba. Evening narobiła sporo namieszania, ale szybko znalazło się dla niej miejsce.
- Zawsze i wszędzie - odrzekł na powitanie anielicy. - Prawda. Szykuje się - dodał. No i opowiedział jej co i jak. Po jakimś czasie, gdy skonczył i napił się, podjął raz jeszcze. - Jest jeszcze jeden powód. Podobno uczeń ten jest w posiadaniu pewnego przedmiotu, ważnego i uważam, że przydatnego. Mowa o potężnej broni, mieczu zwanym Tygrysem. Klindze, którą wieku temu dzierżył pewien wojownik Zartata. Podobno ostrze miało posiąść moc i być użyteczne tylko w rękach godnych tego istot. Chcę sprawdzić, czy go ma i jeśli tak, odebrać. Ten miecz może być niezwykle przydatny.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej