Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Marduk Draven:
Marduk sam upił trochę półslodkiego, czerwonego wina i wziął na swój talerz przepiórkę, z pomocą noża oraz widelca odkroił kawałek i zakosztował go. Mięciutkie mięso ptaka komponowało się idealnie z pólsłodkim winem. Anioł w ukryciu przełknął posiłek i miał już odpowiedzieć Quinnowi, gdy jego uwagę zwrócił wyraźnie słyszalny zamęt na sali. Uchylił kotarę i rozejrzał się. Ujrzał Dracona. W dodatku czarnego.
- No ładnie - mruknął. - Ale chyba go znam...
Zawołał karczmarza i polecił mu przyprowadzenie do nich, albo chociaż wskazanie draconowi miejsca w którym spoczywali.
Torstein Lothbrok:
Tymczasem do wikingowego dracona podszedł karczmarz. Chyba spodnie sobie zapełnił. Przynajmniej były już brązowe, więc nie było nic widać. Oberżysta poprosił bardzo, by Dracon udał się za kotarę, bowiem tamtejsi goście chcą z nim porozmawiać. Kto wie, może to kupcy jacyś, którzy chcą eskorty. Czarny dracon był chyba najlepszym kandydatem. A Torsteinowi grosik by nie zaszkodził. Udał się też za kotarę, gdzie dostrzegł dwie znajome buźki oraz masę nieznajomych.
- O. Pani hetman i pan marszałek. Witam. Witam też nowe twarze. Torstein Lothbrok. - mruknął, zajmując miejsce. Od razu niemal polał sobie miodu i wziął dziczy udziec. - Czym sobie zasłużyłem na tą przyjemność? - wziął spory kęs z dzikiej świnki. - Zgaduję, że robota. Kolejna idealistyczna krucjata przeciwko złu, co? Zachciało się siły 10 ludzi, co? - zaśmiał się.
Marduk Draven:
Wygląda na to, że byli w komplecie. Pani hetman, komtur Bractwa Świtu, on - marszałek i wielki mistrz Bractwa, Gascaden - obiecujący młody paladyn, Quinn - myśliwy, Torstein - czarny dracon. No i przyboczni. Marduk miał tylko nadzieję, że nie zbankrutuje przez wilczy, bądź raczej smoczy apetyt tego ostatniego.
- Myślę, że się przydasz. Mając na myśli ty, mam na myśli twoje umiejętności. Już przed przemianą byłeś maszynką do mordowania - odpowiedział Torsteinowi. - Odpowiadając na twoje pytanie, Quinn... coś w ten deseń. Od jakiegoś czasu zmagamy się z pewnym nekromantą, który jest sporym zagrożeniem. Naprawdę sporym. Tworzy różne konstrukty z pomocą nekromancji oraz ohydnych i plugawych eksperymentów. Torstein widział. Patricia również. Jakiś czas temu dowiedziałem się, że na granicach moich ziem mają małą strażnicę, w której stacjonować ma jeden z ważniejszych uczniów tego nekromantów. Nie wiem jakimi dokładnie siłami dysponuje, ale należy spodziewać się czarnej magii najgorszego sortu. Plus opłacani z grabieży bandyci i zbóje jako straż przednia, oraz by zachować pozory - wyjaśnił, upewniając się, że wszystko jest zrozumiane. - Zgarnąłem paru zaufanych paladynów oraz panią hetman i udaliśmy się kolokwialnie mówiąc, spuścić wpierdol. Jeśli chcecie, to możecie dołączyć. Tylko Torstein, panuj nad nerwami, bo może się nie skończyć na kneblu magicznym.
Patty:
- Torstein? - anielica spojrzała pytająco na czarnego dracona - Ten sam Torstein który tak się rzucał w Zartykanie że aż Eve musiała go zakneblować? I czyj to był mądry pomysł by ci podać miksturę przemiany w czarnego dracona? - Patty przyłożyła dłoń do czoła, całkiem jak <facepalm>, a Ademar, najwyraźniej rozpoznający już nastroje hetman polał jej wódki do szklanki.
Torstein Lothbrok:
Dracon przewrócił oczami. Patty pasowałoby na Aw Dradar. Tam też kobiety często były takie... siarczyste i dzikie. Napił się porządnie wódeczki.
- Niech pani hetman zgaduje - powiedział. - Spiczaste uszy, lubi rozkazywać, nie lubi Bractwa - zaśmiał się. jakby nie ruszony obelgą.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej