Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem
Quinn:
Elf ściągnął własną rękawicę i uścisnął prawicę mistrza Bractwa.
- Z chęcią. Wilki upolowane, zaraz je oskóruję to nie mam tu więcej do roboty - zgodził się z Mardukiem i naciągnął rękawicę z powrotem. Sięgnął za pazuchę i dobył małego, myśliwskiego noża, jakże przydatnego przy oprawianiu zwierzyny - Chętnie wam potowarzyszę, zawsze to weselej w kompanii. Także zaproszenie przyjmuje i dziękuję. Dajcie mi tylko kilkanaście minut, oprawię to wszystko... - powiedzial i zabrał się do brudnej, krwawej roboty skórowania zwierząt. Zaczynał od kłów, wybijając je wprawnymi, mocnymi uderzeniami w dziąsło powyżej. Gdy już zabezpieczył zębiska usuwał pazury , sprawnie wycinajac je z łap martwych zwierzaków. Na końcu zaś zabrał się za skóry, tnąc mocno i pewnie nożem, zaczynając od zadu, tnąc wzdłuż łap, a na głowie kończąc. Wkrótce miał komplet trofeów z każdego wilka, które sprawnie zawinął i rzucił na wóz. Deszcz zmywał ślady krwi z jego ubrań, w zamian pozostawiając przemoczonego. Na końcu zebrał też strzały, które oczyścił z krwi i fragmentów futra i schował do kołczana. Porządne szypy były w cenie.
- Gotów - powiedział, gdy już się urobił - Na wóz zatem? I zakładam nie macie zapasowego płaszcza? Tak przyznam zimno w tym deszczu - zagaił jeszcze, nie licząc na wiele.
//Pozyskuję:
176 pazurów wilka
22m2 skóry wilka
44 kły wilka
23 + 3 = 26 strzał
Patty:
Słysząc pytanie anielica zajrzała do juków, gdzie zazwyczaj w okresie zimowym trzymała zapasowy, wełniany płaszcz. Dobrze zaimpregnowany potrafił całkowicie zakryć się przed deszczem, a przy tym przyjemnie ogrzewał. Anielicy drugi nie był póki co potrzebny, toteż wyciągnęła zawiniątko i podała elfowi.
- Trzymaj, bo szczerze mówiąc to wyglądasz jakby ci był potrzebny - powiedziała Patty, przekazując myśliwemu płaszcz - I tak, spotkałam Shandris, opowiadała mi trochę o Gildii. Zamówiła nawet pancerze dla was, część których wykonam pewnie z tych skór które właśnie ściągnąłeś - powiedziała, wskakując na siodło. A raczej na ile taki skok był możliwy w pełnej zbroi płytowej - W konie?
//Przekazuję:
Nazwa odzienia: Płaszcz z wełny
Rodzaj: płaszcz
Typ: ubranie
Wytrzymałość: 1
Opis: Uszyty z 0,06kg wełny. Chroni przed zimnem do temperatury -20 stopni.
Marduk Draven:
- W konie - odrzekł Marduk, po czym skierował się do Quinna. Sam wlazł zgrabnie na swego zaciężnego konia. - Ładuj się do wozu, Quinn. Nie ma co sterczeć w tym deszczu.
A gdy elf ubrał się i wlazł, pojechali. Droga trochę trwała, po mokrym trakcie nieprzyjemnie się jeździło, ale na szczęście wóz nigdzie nie utknął ani nie ugrzązł. Wieczorem, gdy dalej lało dostrzegli w oddali światła. Po przejechaniu jeszcze kilkuset metrów widzieli całkiem niedaleko jakowyś zajazd. Gdy się zbliżyli, dostrzec można było stajnię, oraz to, że sam zajazd był dosyć spory.
- Tu się zatrzymamy na noc - powiedział Marduk. Chwilę też potem zostawili konie i wóz w stajni i weszli do środka.
Karczma była duża, było też w niej dużo osób. Było głośno, a w powietrzu unosiła się mieszanina zapachów pieczonego jadła i alkoholu. Było też co ważne schludnie. Widząc zbrojną grupę, karczmarz sam do nich wyszedł.
- Dobry wieczór! Co dla państwa?
- Spore miejsce dla nas wszystkich, w miarę zaciszne, bez obcych uszu - powiedział Draven, stukając się delikatnie w wyryty na piersi symbol Bractwa Świtu. - Jadła i napitku niech nie zabraknie, to wam nie zabraknie srebra.
No i też szybko dano im kilka złączonych stołów umiejscowionych za kotarą. Stół uginał się niemal od przeróżnych dzików, kaczek, przepiórek, miodów, piw i win. Zajęli także miejsca.
- No więc, masz jakieś pytania, Quinnie?
Quinn:
- Parę na pewno - przyznał Quinn, zadowolony z siedzenia w cieple. Lubił las i naturę, ale nie na schyłku jesieni, jeszcze w ulewie. Był jednak zadowolony, wilki były sprawione, trofea czekały na wozie na lepsze czasy, nie miał na co narzekać, szczególnie teraz, grzejąc się w zajeździe. Zajął teraz swoje miejsce za stołem i poczęstował się jadłem, lejąc do kubka miodu pitnego i nakładając sobie kawałek kaczki - Dokąd się panowie i pani wybierają? Nie żebym był zbyt ciekawski, ale też przyznam wyglądacie jakbyście jechali na wojnę - elf popatrzył kolejno po zgromadzonych i pociągnął łyk miodu - Pradawne zło podnosi swój ponury łeb, próbując znów przejąć świat?
Torstein Lothbrok:
Tymczasem, gdy drużyna złożona z wojowników Bractwa Świtu, elfiego myśliwego i przybocznego pani Hetman rozmawiała, w deszczu, nisko nad ziemią leciał sobie czarny, smoko-podobny kształt. Wylądował on parę metrów przed drzwiami, zaklął paręnaście raz siarczyście, ostro jak na Aw Dradar się przeklinało. Nacisnął klamkę delikatnie- nauczył się już panować nad dracońską siłą, po czym wszedł do środka. Rozejrzał się, podczas gdy zebrani w karczmie wydali z siebie przeróżne dźwięki. Ohy i ahy, matki Zartackie i Rashery. Ba, jakaś niewiasta nawet zemdlała. Torstein zaś zamknął kulturalnie drzwi. Wolnych miejsc coś nie było.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej