Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem

<< < (5/41) > >>

Marduk Draven:
Bój się skończył, lecz bezpieczeństwo nie minęło. Wciąż pozostawał kwestia tajemniczych strzał, które powaliły 3 wilki na samym początku potyczki. Marduk zgrabnie przerzucil nogę nad głową konia i zszedł na ziemię. Szable schował przy jukach. Do ręki wziął miecz.
- Wyjdzcie z ukrycia strzelcu, bądź strzelcy - polecił. To że nie zostali jeszcze ostrzelani dobrze wróżyło.- Wyjdź i pokaż się, myśliwy! - dodał jeszcze, oczekując.

Quinn:
- Proszę nie bić - odezwał się elf i ruszył powoli przed siebie, wyłaniając się z krzaków przy drodze i stanął naprzeciw rycerstwa, odkładając jednocześnie łuk w łubia. Nie spodziewał się by wojownicy Zartata go teraz zaatakowali, ale nie znał ich aż tak dobrze, mogli z jakiegoś powodu uznać agresję wobec wilków za niewskazaną - Nazywam się Quinn, jestem myśliwym z Gildii. Tropiłem to stado juz od pewnego czasu, dopiero tutaj udało mi się je dogonić. Jako że pomogli mi państwo w polowaniu jestem skłonny podzielić się trofeami - powiedział, patrząc po zbrojnych. Zupełnie nie wiedział czego się spodziewać.

Gascaden:
Paladyn Bractwa zlustrował elfiego strzelca zachowując pozory kamiennej twarzy, a w głębi duszy był zaskoczony jak bardzo łatwo i dobrze elfy potrafią się zamaskować w krzakach, że nawet patrząc na takiego z metra można być pewnym, że widzi się tylko zwykły busz. Spojrzał na poległe cielska wilków i ich skóry. Propozycja podzielenia się łupem była dla Gascadena interesująca. Skoro i tak wilki leżą martwe, to po co mają się marnować.
- Nie chwaląc się, znam się trochę na skórowaniu, właściwie zaledwie podstawy, ale zawsze coś. - przy okazji elf wspomniał coś o gildi. Jaszczuroczłek nie za bardzo rozumiał o czym mówił. Poza Bractwem Świtu i Bękartami Rashera, o których wiedział tyle, że są nie wiedział nic więcej o żadnych organizacjach. Być może była to po prostu okoliczna grupa łowców. - Z Gildii?

Quinn:
- Też nie jestem jakimś mistrzem w skórowaniu - przyznał swobodnie Quinn. Nie chciał udawać kogoś kim nie jest, a wciąż musiał się dużo nauczyć w dziedzinie oprawiania zwierzyny - Możemy oprawić po połowie, ja część i ty część, rycerzu. Gildia zaś... Konkordat rozpadł się, druidzi odeszli kłaniać się starym dębom. Powołano zaś w miejsce Konkordatu Gildię Łowców. Ot, stowarzyszenie myśliwych, prostych ludzi lasu. Pani Drake powinna kojarzyć, nasz przedstawiciel już ją odwiedził - powiedział elf i zerknął na kobietę stojącą nieopodal. Mimo iż zakuta w zbroję hetman koronna była trudna do pomylenia.

Marduk Draven:
Marduk chwilę jeszcze trzymał miecz, jakby w pogotowiu. Słuchał elfiego strzelca. Dobrego strzelca. Po chwili czarna klinga powędrowała z powrotem do pochwy marszałka koronnego. Peleryna łopotała na wietrze. Tak samo z resztą jak kaptur. Po chwili też wojownik Zartata ruszył przed siebie, w stronę elfa, jednocześnie odpinając zapięcia stalowej rękawicy, którą też zdjął.
- Marduk Draven. Marszałek koronny i skromny sługa Zartata - przedstawił się.- Dobrze, że Konkordat jakoś się reorganizuje. Druidzkie podejście i stoicyzm nie służyły dobrze przyrodzie Valfden. A co do trofeów, ja osobiście nie zamierzałem ich zbierać. A wilki i tak należało ubić lub spłoszyć, bo w akcie desperacji mogłyby nas ścigać. - popatrzył na lejący jak z cebra deszcz. - Może zechcesz się udać z nami w drogę, chociażby do jakowegoś zajazdu? Chociaż tyle można zaoferować za pomoc w pozbyciu się tych wilków. Miejsca mamy sporo w wozie. Nie przemoknie, a i skóry można przechować. To co ty na to? - spytał jeszcze z nutą ciekawości.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej