Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Srebrem i ogniem część I - Rozpoznanie bojem

<< < (4/41) > >>

Marduk Draven:
I tak też jednym powoli i spokojnie mijał trakt, innym zaś tropienie. W pewnym momencie czujne oczy Gascadena wychwyciły delikatny szelest w krzakach. Oraz ruch. Chwilę potem tuż przed konie wyszedł jeleń, tak jak to jelenie miały w zwyczaju. Zwierze jednak szybko spanikowało i zerwało się do biegu. Tuż za nim na drogę wybiegła spora wataha wilków, która szybko zaczęła flankować jelenia i szybko też okrążać. Nie minęło dużo czasu nim zwierzęta zaczęły kąsać i atakować jelenia.

//Na drodze, 10 metrów przed nami:
11x wilk

Quinn:
Maszerując wzdłuż śladów elf widział że zbliża się coraz bardziej do traktu. Zastanawiało go dlaczego wilczy cel ściąga właśnie w tę stronę, ale nie nie kwestionował tego, po prostu śledząc trop, wybity w wilgotnej ziemi niczym otwarta na oścież księga, zapraszająca do czytania. Wkrótce dosłyszał charakterystyczne wycie i krótkie warknięcia, a to mogło oznaczać tylko jedno. Dopadły swoją ofiarę, pomyślał elf i sięgnął za plecy, zaciskając dłon na drzewcu łuku. Napięty wcześniej łuk refleksyjny leżał pewnie w smukłej, choć mocnej dłoni, Quinn sprawdził jeszcze napięcie sznura i ruszył szybko w stronę dźwięków. Nie zajęło mu długo dotarcie do watahy, która właśnie kąsała jelenia na środku drogi, tuż obok zbrojnych w barwach Bractwa Świtu. Klnąc w myslach na bezczynność rycerzy elf oparł się o drzewo i napiął łuk. Stał w cieniu drzew, w swoim naturalnym środowisku, kilkanaście metrów od stada. Wziął na cel pierwszego wilka, marudera stojącego w pobliżu grupy, czekającego najwyraźniej na ochłapy. Quinn, trzymając napięty łuk, wziął na cel łeb zwierzaka i wypuścił powietrze, posyłając strzałę. Żelazo zaśpiwało cicho w powietrzu i wbiła się w kark bestii, momentalnie pozbawiając ją życia. Elf już ponownie napinał łuk, tym razem biorąc na cel wilka obok, który uniósł łeb, jak gdyby zdumiony powalonym właśnie współbratem. Quinn przymierzył i ponownie puścił cięciwę, ta smagnęła go po przedramieniu, na szczęście chronionym przed tym właśnie efektem przez skórzany karwasz. Strzała wbiła się prosto w uniesiony łeb zwierzęcia, wchodząc tuż za okiem, prosto w mózg. Elf z uznaniem ocenił dotychczasowe strzały i nie chcąc tracić szczęścia sięgnął po trzecią strzałę, biorąc na cel wilka skaczącego właśnie na jelenia. Jednym, płynnym ruchem napiął łuk, unosząc go sprawnie i dociągając cięciwę do kącika ust. Znał już wiatr i odległość, nie tracił nawet chwili na zbędne już mierzenie, zwolnił z wprawą cięciwę, posyłając pocisk. Strzała wbiła się w brzuch zwierzęcia, nisko, tuż za żebrami, weszła głęboko, niemal na pół drzewca, sięgając serca drapieżnika. Wilk zalał się krwią i padł na ziemię, a elf zaczął iść w bok, zmieniając pozycję.

26  - 3 = 23 strzały
8 wilków zostało

//Jestem w lesie dlatego +1 finiszer.

Marduk Draven:
Podróż przerwało im polowanie wilków, których ofiara jaką był jeleń wbiegła na trakt. Zwierze szybko zostało osaczone i zaatakowane. Pierwszym, co rycerz zrobił, było ostre i stanowcze wstrzymanie konia, który usłuchał się jeźdźca. Nawet nie zarżał na widok wilków, zachowując spokój. Marduk nie przeoczył tego, że trzy wilki zginęły od strzał. Ktoś musiał im pomagać... Instynktownie sięgnął po zawieszoną przy jukach kuszę. Broń była napięta i gotowa do strzału, spoczywając zawsze w zasięgu dłoni wielkiego mistrza Bractwa. Jednocześnie druga broń dobyła bełta z żelaznym grotem i załadowała go do kuszy.  Marszałek koronny przycelował w jednego z drapieżników, wstrzymał oddech by ten nie zakłócił strzału i wypuścił bełt. Cięciwa łuczyska zaśpiewała pieśń śmierci, zaś bełt bez problemu wrył tuż pod łbem, w szyję wilka, który chciał właśnie ukąsić jelenia. Bestia padła jak rażona prądem, zaś anioł w ukryciu zaczepił kuszę z powrotem przy jukach.

Nie minęła sekunda, gdy rycerz dobył z juk swej szabli i puścił konia w szarżę na wilczą watahę. To, wraz ze śmiercią kompanów zwróciło uwagę drapieżników. Pozwoliło to jeleniowi uciec gdzieś w las. Wilki skupiły się na opancerzonym jeźdźcu i koniu, którzy atakowały właśnie. Jeden z wilków uskoczył przed niechybnym stratowaniem i poturbowaniem przez konia, akurat w te miejsce, w którym chciał by Marduk był. Anioł ciął szeroko szablą, tnąc głęboko pod pyskiem - przez szyję. Siła ciosu zwaliła wilka z nóg, prosto w kałużę własnej krwi. Marduk wstrzymał konia jakiś czas po pierwszej szarży i puścił go w drugą, akurat gdy dwa inne wilki ruszyły za nim. Ręka z szablą wzniosła się w górę. Wiatr zaśpiewał pieśń szabli, której wygięte ostrze spadło na kark zwierzęcia, separując łeb od reszty. Jednocześnie drugi wilki stanął na tylnich łapach, chcąc najpewniej dorwać jeźdźca. Marduk odpowiedział na to błyskawicznie. Szabla znowu przecięła w powietrze, znów trafiając w szyję drapieżnika. Kolejny wilczy łeb spadł na ziemię, zaś zaciężny koń marszałka koronnego nie zatrzymywał się. Jeden z wilków chciał zaatakować, lecz smagnięta delikatnie Zirael przyśpieszyła i opuszczając nisko opancerzony łeb uderzyła drapieżnika z ogromną mocą. Zwierze odleciało na metr, lądując w mokrej od deszczu ziemi. Żyło. Było jedynie otumaniony. Marduk zatrzymał się blisko wozu. Szabla uciekała krwią, która mieszała się z deszczówką.

18 bełtów - 1 = 17 bełtów z żelaza

4 wilki zostały

Patty:
Widząc strzały nadlatujące z lasu i szarżującego Marduka i Patty postanowiła nie mitrężyć, tylko ruszyć w bój. Spięła konia ostrogami, prowadząc przed siebie, jednocześnie dobywając miecza. Natarła na pierwszego z brzegu wilczka, który nieco oszołomiony odskoczył na bok, próbując się wycofać. Wercyngetoryks zaszarżował, mocno bijąc rozmoczony grunt kopytami, a Patty wychyliła się z siodła, tnąc mocno. Spłoszony zwierzak nie miał żadnych szans, cięcie anielskiego miecza z wysokości siodła niemalże rozcięło łeb wilka na pół. Kobieta ściągnęła wodze wierzchowca i przerzuciła nogę nad głową konia, zeskakując na ziemię. Dobyła sztyletu i ruszyła na następnego przeciwnika. Wilk zawarczał, widząc idącą na niego zakutą w stal przeciwniczkę i skoczył w samobójczym ataku. Patty ustąpiła krok w bok i nabiła wilka na miecz, wbijając ostrze prosto w brzuch. Zwierzę zaskowyczało, a Patty krótkim, mocnym pchnięciem sztyletu dobiła wilka, przebijając serce, bestia padła na ziemię, jej krew zmieszała się z błotem. Pozostały tylko dwa wilki, próbujące szczęścia przeciw anielicy. Ta zamłynkowała mieczem i cofnęła lekko, w porę, wilk z lewej już atakował. Odwinęła się krótkim, mocnym cięciem przez pysk, zwierzę zaskowyczało i cofnęło się, krwawiąc obficie z rany na głowie, a Patty rzuciła się na ostatniego wilka. Cięła mocno, na odlew, bestia zdołała się cofnął, ale anielica nie ustępowała, skoczyła do przodu, mocnym sztychem nabijając zwierzaka na miecz i skręciła ostrze, tnąc wnętrzności. Wyszarpnęła miecz, dla pewności tnąc jeszcze przez kark i obróciła się, patrząc na krwawiącego obficie z pyska ostatniego wilka. Patty podeszła spokojnie, obróciła chwyt i dobiła zwierzę. Czarna klinga zagłębiła się w ciało, trąc ze zgrzytem pomiędzy żebrami i przebiła serce. Po chwili cofnęła się i cmoknęła na konia, który dotruchtał posłusznie, a kobieta z juków wyciągnęła zmiętą szmatę i zaczęła ocierać ostrza z krwi.
- No nie najgorzej poszło. Kto strzelał z lasu? - spytała, sztychem miecza wskazując na strzały sterczące z trzech zabitych wilków. Lotki wyglądały na proste, coś co można bez problemu kupić w mieście.

Gascaden:
Gascaden z początku był zaskoczony stadem wilków zdesperowanych aż tak, by napaść na jelenia centralnie na trakcie. No ale w końcu nie powinno się ingerować w prawa natury i zostawić wilki w spokoju. Aniołowie mieli jednak inne zdanie. Jaszczuroczłeka mocno zaniepokoiły obce strzały, które wyfrunęły z pobliskich krzaków. Zaalarmowany wyciągnął topór z czarnej rudy i podjechał bliżej bocznych zarośli wyszukując obcego strzela. Żałował jedynie, że nie wyposażył się w tarczę, będzie musiał powierzyć swoje życie na pastwę Zartata i wytrzymałości zbroi.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej